<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Comments on: Iquitos, capital of ayahuasca / w stolicy ayahuaski</title>
	<atom:link href="http://blog.swiatoslaw.com/?feed=rss2&#038;p=7407" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://blog.swiatoslaw.com/?p=7407</link>
	<description>praising the world through photography</description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Mar 2018 09:18:54 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
	<item>
		<title>By: swiatoslaw</title>
		<link>https://blog.swiatoslaw.com/?p=7407#comment-4156</link>
		<dc:creator>swiatoslaw</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Apr 2014 11:12:05 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.swiatoslaw.com/?p=7407#comment-4156</guid>
		<description>dzięki, mama !</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>dzięki, mama !</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>By: Mama Tika :-)</title>
		<link>https://blog.swiatoslaw.com/?p=7407#comment-4155</link>
		<dc:creator>Mama Tika :-)</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Apr 2014 01:57:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://blog.swiatoslaw.com/?p=7407#comment-4155</guid>
		<description>Witaj Wspaniały Podróżniku.

Dzięki za dzielenie się sobą i skrawkami swoich doświadczeń.

Ty o spowolnieniu piszesz, a we mnie przy takim spowolnieniu najwięcej się dzieje wewnątrz...
Oj, jak intensywnie we mnie się ostatnio dzieje… ;-)

Coś o wizjach orła pisałeś…
Też miałam kilka.

Mimo, że niektórzy twierdzą, że swoje wizje powinno się zachowywać dla siebie, to ja wiem, że mam się nimi dzielić, jeśli tak czuję. 

W listopadzie 2005 roku -
wizja z autohipnozy - jedynej w życiu chyba, którą sobie zafundowałam sama.

Leżę na piasku na plaży nad oceanem. Piasek jest ciepły. Od morza wieje delikatny wiatr. Czuję zapach wody. Moje ciało ogrzewa Słońce. Hen, wysoko, na niebie latają dwie mewy. Nagle pojawił się na niebie orzeł. Mewy odleciały, a orzeł zakołował, zniżał się coraz bardziej i przysiadł niedaleko mnie na piasku. Podszedł i stanął na mojej dłoni. Poczułam wielkie szczęście i wdzięczność. Orzeł zaczął swoim dziobem masować moje ciało, jakby zdejmował z moich oczu, policzków, twarzy, tułowia, rąk i nóg, jakieś niewidoczne paprochy. Czułam wielkie wzruszenie. Płakałam ze szczęścia i wdzięczności. Potem położył się na moim łonie, a później przedreptał i przysiadł na klatce piersiowej, na sercu i jeszcze wrócił na łono. Gdy mu podziękowałam, rozpostarł swoje skrzydła i przykrył całe moje ciało. Potem zszedł, a ja obróciłam się i położyłam na brzuchu. Orzeł znów wszedł na mnie i przykrył mnie swoimi skrzydłami. Płakałam ze szczęścia, wzruszenia i wdzięczności za to oczyszczenie.

Potem byłam na ceremonii pisklakiem orlim w jaju… czułam się tym pisklakiem i czułam, jak przygotowywałam się do wyjścia z jaja...

Potem w śnieniu latałam jak orzeł:

Szłam sobie krętą ścieżką górską w bardzo wysokich górach. Powyżej czterech tysięcy metrów nad poziomem morza. Podeszłam do skraju tej drogi i w dole zobaczyłam strome ściany wąwozu, głębokiego na jakieś tysiąc metrów. Odbiłam się stopami od krawędzi urwiska i nagle poleciałam. Najpierw w dół, a potem w górę. Szybowałam raz w dół, raz w górę wąwozu tak, jak szybują najszybsze ptaki. W pewnej chwili jednak spowolniłam swój lot i przysiadłam na długiej gałęzi pokrytej kilkoma zaledwie liśćmi. Wystawała ona trochę zadziornie ze ściany urwiska. Poczułam, jak trzepocząc skrzydłami składam je wzdłuż tułowia. Trochę mało płynny zdawał mi się ten ruch. A gałąź w tym czasie lekko się zakołysała. Ledwo, ledwo... leciuteńko. Przysiadłam na niej jako... orzeł… albo orlica.


I ciekawostka:

&quot;Pisklę mitycznej garudy ma wspaniałe skrzydła już w jaju, ale nie może latać póki się nie wykluje i w pełni zamanifestuje swoje możliwości w locie. Jest to symbolem potencjału Dzokczien, np. zrealizowania Tęczowego Ciała…&quot;

http://taicarmen.files.wordpress.com/2013/01/home-page-padmasambhava_rainbow_body.jpg?w=480&amp;h=510

Pozdrawiam podróżników zewnętrznych i wewnętrznych.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Witaj Wspaniały Podróżniku.</p>
<p>Dzięki za dzielenie się sobą i skrawkami swoich doświadczeń.</p>
<p>Ty o spowolnieniu piszesz, a we mnie przy takim spowolnieniu najwięcej się dzieje wewnątrz&#8230;<br />
Oj, jak intensywnie we mnie się ostatnio dzieje… <img src='https://blog.swiatoslaw.com/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Coś o wizjach orła pisałeś…<br />
Też miałam kilka.</p>
<p>Mimo, że niektórzy twierdzą, że swoje wizje powinno się zachowywać dla siebie, to ja wiem, że mam się nimi dzielić, jeśli tak czuję. </p>
<p>W listopadzie 2005 roku -<br />
wizja z autohipnozy &#8211; jedynej w życiu chyba, którą sobie zafundowałam sama.</p>
<p>Leżę na piasku na plaży nad oceanem. Piasek jest ciepły. Od morza wieje delikatny wiatr. Czuję zapach wody. Moje ciało ogrzewa Słońce. Hen, wysoko, na niebie latają dwie mewy. Nagle pojawił się na niebie orzeł. Mewy odleciały, a orzeł zakołował, zniżał się coraz bardziej i przysiadł niedaleko mnie na piasku. Podszedł i stanął na mojej dłoni. Poczułam wielkie szczęście i wdzięczność. Orzeł zaczął swoim dziobem masować moje ciało, jakby zdejmował z moich oczu, policzków, twarzy, tułowia, rąk i nóg, jakieś niewidoczne paprochy. Czułam wielkie wzruszenie. Płakałam ze szczęścia i wdzięczności. Potem położył się na moim łonie, a później przedreptał i przysiadł na klatce piersiowej, na sercu i jeszcze wrócił na łono. Gdy mu podziękowałam, rozpostarł swoje skrzydła i przykrył całe moje ciało. Potem zszedł, a ja obróciłam się i położyłam na brzuchu. Orzeł znów wszedł na mnie i przykrył mnie swoimi skrzydłami. Płakałam ze szczęścia, wzruszenia i wdzięczności za to oczyszczenie.</p>
<p>Potem byłam na ceremonii pisklakiem orlim w jaju… czułam się tym pisklakiem i czułam, jak przygotowywałam się do wyjścia z jaja&#8230;</p>
<p>Potem w śnieniu latałam jak orzeł:</p>
<p>Szłam sobie krętą ścieżką górską w bardzo wysokich górach. Powyżej czterech tysięcy metrów nad poziomem morza. Podeszłam do skraju tej drogi i w dole zobaczyłam strome ściany wąwozu, głębokiego na jakieś tysiąc metrów. Odbiłam się stopami od krawędzi urwiska i nagle poleciałam. Najpierw w dół, a potem w górę. Szybowałam raz w dół, raz w górę wąwozu tak, jak szybują najszybsze ptaki. W pewnej chwili jednak spowolniłam swój lot i przysiadłam na długiej gałęzi pokrytej kilkoma zaledwie liśćmi. Wystawała ona trochę zadziornie ze ściany urwiska. Poczułam, jak trzepocząc skrzydłami składam je wzdłuż tułowia. Trochę mało płynny zdawał mi się ten ruch. A gałąź w tym czasie lekko się zakołysała. Ledwo, ledwo&#8230; leciuteńko. Przysiadłam na niej jako&#8230; orzeł… albo orlica.</p>
<p>I ciekawostka:</p>
<p>&#8220;Pisklę mitycznej garudy ma wspaniałe skrzydła już w jaju, ale nie może latać póki się nie wykluje i w pełni zamanifestuje swoje możliwości w locie. Jest to symbolem potencjału Dzokczien, np. zrealizowania Tęczowego Ciała…&#8221;</p>
<p><a href="http://taicarmen.files.wordpress.com/2013/01/home-page-padmasambhava_rainbow_body.jpg?w=480&#038;h=510" rel="nofollow">http://taicarmen.files.wordpress.com/2013/01/home-page-padmasambhava_rainbow_body.jpg?w=480&#038;h=510</a></p>
<p>Pozdrawiam podróżników zewnętrznych i wewnętrznych.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
