światosław / tales from the world

Posts tagged:

civilization

technofix

September 2nd, 2016

 

 

 

W nieliniowym systemie takim jak społeczeństwo czy ekologia, efekty jakiegolwiek technologicznego rozwiązania są całkowicie nieprzewidywalne. Wprowadźcie nowy gatunek by kontrolować szkodnika, i końcowym rezultatem może być jeszcze gorszy szkodnik. Ponieście poziom serotoniny selektywnym inhibitorem, i końcowy rezultat może oznaczać redukcję liczby receptorów serotoniny i do tego innych neurotransmitorów, co przyniesie depresję jeszcze gorszą niż przedtem. Zbudujcie nową drogę aby ulżyć zakorkowanym ulicom i nowe inwestycje za nią idące mogą uczynić korki jeszcze gorszymi. Wytnijcie wszystkie wolno rosnące drzewa i zastąpcie je szybko wzrastającymi potencjalnymi źródłami drewna, i choroby jakie mogą przetoczyć się przez taki osłabiony ekosystem leśnej plantacji zaowocują mniejszą, a nie większą ilością drewna. Wprowadźcie komputery aby zredukować trud pracy biurowej i ludzie ostatecznie będą spędzać przy swoich biurkach więcej czasu niż kiedykolwiek wcześniej. Dodajcie azotowe nawozy aby zwiększyć płodność ziemi i idące za tym zmiany w ekologii gleby uczynią ją mniej płodną. Wszystkie te nieprzewidywalne a nawet odwrotne od zamierzonych rezultaty są skutkiem nieliniowości. Możemy udawać, że świat jest liniowy i wymuszać nasze założenie do pewnego stopnia, ale jedynie za cenę coraz wyższych kosztów utraconej wolności i życia, ponieważ poza bardzo wąską dziedziną, świat w istocie nie jest liniowy. Nasza cywilizacja jest zbudowana na tym malutkim segmencie, który jest liniowy, lub może być tak postrzegany. Dzisiaj ta ułuda się sypie. Cena stała się nie do wytrzymania. Jak kolwiek jednak nie do wytrzymania będzie, będziemy usiłowali wytrwać, tak długo jak jesteśmy nieświadomi alternatywy. Będziemy próbowali naprawiać fiasko kontroli jeszcze większą kontrolą, intensyfikując plądrowanie ziemi, życia, piękna i zdrowia, aż wszystkie zostaną doszczętnie skonsumowane.

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pomoce i udogodnienia technologii stały się narzędziami przetrwania na poziomie biologicznym. Większość tej zależności jest iluzją, funkcją ignorancji : w wypadku farmaceutyków, ignorancji co do medycyny naturalnej i dbałości o ciało, w wypadku porodu, instytucjonalnej nieufności wobec kobiecego ciała i wyuczonego strachu, który zmusza kobiety do szukania pomocy ekspertów. Chociaż zależność od technologii nie jest jeszcze totalna, powoli tracimy nasze umiejętności chodzenia, spania, kucania, siedzenia ze skrzyżowanymi nogami, biegania, defekacji ( dlatego tyle reklam środków na zatwardzenie w tv ), a nawet oddychania. Technologia spełnia za nas funkcje, które wcześniej należały do nas.

 

W większości wypadków to uzależnienie jeszcze nie zostało zintegrowane w naszych genach i jest w zasadzie odwracalne. Pomimo to, w istocie sprzedaliśmy, a w najlepszym wypadku oddaliśmy w zastaw, sporą część naszego fizycznego zdrowia na potrzeby ekonomii pieniądza. Moje zdrowie jest zasobem, który da się zamienić w pieniądze, na przykład przedawkując nadgodziny w biurze czy pracując w ryzykownych warunkach. Pamiętacie odwieczny biznesowy pomysł zabrania czegoś komuś i potem odsprzedania? Technologiczne społeczeństwo, poprzez swoje udogodnienia i wymogi zabrało nasze zdrowie i teraz nam je sprzedaje, za pieniądze, poprzez machinacje medycyny, suplementy, centra fitnessu, i tak dalej, wszystko co pozwala nam poradzić sobie jakoś w dzisiejszym świecie. Pozory zdrowia jakie nam one dają są zwykle wystarczające aby przetrwać w technologicznym społeczeństwie, gdzie rzadko musimy dłużej wytrzymać zimne temperatury, wspinać się na drzewa czy maszerować dziesięć kilometrów,  ale to o wiele niższy poziom zdrowia niż jakim cieszy się człowiek żyjący w naturze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) Ponieważ choroby XXI wieku są, w opinii większości specjalistów alternatywnej medycyny spowodowane przez technologię ( toksyny w środowisku, siedzący tryb życia, przemysłowa żywność, aby wymienić kilka zaledwie ), nasze korzystanie z technologicznej medycyny sprowadza się do odkupywania tego co technologia zabrała nam na początku. Innymi słowy, zamieniliśmy nasz fizjologiczny czy też genetyczny kapitał na finansowy. Sprzedaliśmy nasze zdrowie aby odkupić jego gorszą wersję.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) Ta wojna przeciwko nam samym ma swoją dramatyczną odsłonę w naszych własnych ciałach. Prawie wszystkie epidemie post-nowoczesnej ery wiążą się z dysfunkcją systemu immunologicznego. Zdrowo funkcjonujący system odpornościowy, na swoim podstawowym poziomie, zależy od zdolności ciała do rozpoznania pomiędzy ja i nie-ja. W przeciwnym razie jakaś integralna część ja jest odrzucona jako “inny”, w dyskfunkcji autoimmunologicznej. Choroby takie jak autyzm, cukrzyca, fibromyalgia, stwardnienie rozsiane, Alzheimer, astma, reumatyzm, a nawet arterioskleroza, z których nietóre wzrastają w swej częstotliwości występowania o dziesięć czy dwadzieścia procent rocznie, są w całości lub częściowo chorobami autoimmunologicznymi. Inną odmianą awarii systemu odpornościowego jest przeoczenie czegoś, co powinien odrzucić, traktowanie tego jako nieszkodliwe, i pozwolenie na rozprzestrzenianie się, jak w wypadku raka. W przypadku alergii, system immunologiczny uruchamia ekstremalną odpowiedź na coś co w istocie nie jest zagrożeniem. W wypadku AIDS sam system odpornościowy jest obiektem ataku.

 

Są to choroby, które osiagnęły w ostatnich dwóch dekadach skalę epidemii, i które, nieprzypadkowo, okazują się odporne na technologie kontroli w naszej dyspozycji. Ideologia Technologicznego Programu twierdzi, że z dostatecznie dokładnym zrozumieniem, być może na poziomie molekularnym, będziemy ostatecznie w stanie sprowadzić i te choroby “pod kontrolę”. Ewidentne niepowodzenie tego programu, na przykładzie trzydziestoletniej “wojny z rakiem” stawia pod znakiem zapytania całą konceptualną podstawę kontroli i wskazuje na dramatycznie inny paradygmat medycyny, taki, który ma pradawne korzenie jak również współczesne uzasadnienie w ekologicznych i teleologicznych paradygmatach transformujących naukę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W ziołolecznictwie, szczególnie tradycyjnej medycynie chińskiej i Ayurwedzie, systemowe podejście identyfikuje ogólne zaburzenia równowagi wiążące się z gorącem i zimnem, ciepłem i suchością, ruchem i stagnacją – jako klimat choroby – i modyfikuje te podstawowe czynniki tak aby pojawił się nowy schemat. Alternatywnie, szczegółowe podejście łączy konkretne zioło z konkretnym wzorcem choroby, i aplikuje je jako “specyficzne remedium”, “proste”, lub jak w Ayurwedzie, prabhava, o szczególnej mocy. Klasyczna homeopatia idzie także tym torem, używając konkretnego remedium dla wzorca choroby.

 Wszystkie te systemy wyrastają z bardzo odmiennej relacji ze światem niż ta, która leży u podstaw zachodniej medycyny allopatycznej. Zachodnia medycyna jest oparta na kontroli, przytłumieniu naturalnych odpowiedzi ciała, które są niekomfortowe ( albo zagrażające życiu ), zrobieniu czegoś dla ciała, czego nie może ono samo zrobić ( dializa nerek, na przykład ), poprawieniu upośledzonej naturalnej funkcji ( wycięcie tarczycy i aplikacja thyroxinu ), albo inżynierii ciała ( rozszerzenie naczyń krwionośnych, obniżenie poziomu cholesterolu, wycięcie organów ). “Zwyczajowe biomedyczne podejście oznacza kompensację niesprawności ciała poprzez wprowadzenie leku, który zmusza ciało do działania, jakiego się od niego oczekuje. Holistyczne podejście jest odmienne. Zamiast zmuszać ciało do operowania tak, jak my tego chcemy, podejmujemy próbę przywrócenia go do stanu zdrowia, w którym samo może o siebie zadbać”.

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ludzie, którzy są twardo osadzeni w lokalnej, opartej na pokrewieństwie społeczności są mniej podatni zarówno na konsumpcjonizm jak i faszyzm, ponieważ oba powyższe opierają swoją atrakcyjność na potrzebie stworzenia tożsamości. A zatem, aby wprowadzić konsumpcjonizm do dotychczas odizolowanej kultury należy najpierw zniszczyć jej poczucie tożsamości. Robi się to tak : zaburz jej sieci wzajemności poprzez wprowadzenie z zewnątrz dóbr konsumpcyjnych. Rozbij jej poczucie wartości poprzez błyszczące obrazy Zachodu. Odbierz znaczenie jej mitologiom poprzez pracę misjonarzy i naukową edukację. Rozmontuj jej tradycyjne sposoby przekazu lokalnej wiedzy poprzez wprowadzenie szkolnictwa z narzuconym z zewnątrz programem. Zniszcz jej język poprzez dostarczanie tej edukacji w języku angielskim lub innym narodowym lub globalnym. Przetnij więzy z ziemią poprzez import taniego jedzenia aby uczynić lokalne rolnictwo nieekonomicznym. W taki sposób uda ci się stworzyć populację żądną konkretnej marki trampków.

 

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) Nawet przyjaźń nie uciekła od zniszczeń profesjonalizacji. Chociaż truizmem jest powiedzenie, iż pieniądze nie mogą kupić przyjaciół, mogą kupić wiele z funkcji jakie kiedyś spełniała przyjaźń. Jedną z najbardziej odrażających transformacji naszego społecznego kapitału jest komercjalizacja, w formie wiadomości o celebrytach, telenoweli i tym podobnych, intymnego zaangażowania w życia i historie innych ludzi. Jak wcześniej opisano w tym rozdziale, mogą one zastąpić pełne czułości relacje i intymną znajomość z innymi wokół nas podglądactwem żyć odległych lub fikcyjnych osobistości, tymczasowo zaspokajając głód bliskości i wspólnoty. Oczywiście, to wrażenie zaangażowania jest iluzją, to jednostronne zaangażowanie które nie może nigdy być w pełni życiodajne. Pozostawia prawdziwe potrzeby niezaspokojone i ostatatecznie jeszcze silniejsze – doskonała recepta na uzależnienie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) Nuda jest cechą charakterystyczną dla współczesnego społeczeństwa z innego powodu : reprezentuje głód autentycznego doświadczenia. Ekonomia konsumpcji wykorzystuje ten głód sprzedając nam sztuczne doświadczenia, coraz większej i większej intensywności. Telewizja i gry wideo są atrakcyjne, bo tymczasowo zaspokajają ten głód, są jednak jednocześnie jedną z głównych przyczyn coraz większej separacji od rzeczywistości. Ponieważ są bardziej intensywne, dramatyczne, głośniejsze niż prawdziwe życie, te staje się w porównaniu z nimi nudne. Dziecko tak przyzwyczaja się do tej ekstremalnej stymulacji elektronicznej rozrywki, iż traci wrażliwość na bardziej subtelne wrażenia. Ponadto, ponieważ zalew bodźców w elektronicznej rozrywce jest tak szybki, umiejętność utrzymania uwagi u dziecka kurczy się w takim stopniu, iż staje się niezdolne do cierpliwej, ciągłej obserwacji. W celu przyciągnięcia uwagi widza, programujący projektują “techniczne wydarzenie” – zoom, zmianę kadru, nowy obiekt – w treść telewizyjną co kilka sekund, stymulując neurologiczną reakcję. Zwany też “efektem zadziwienia”, podlega on prawu przyzwyczajenia, i w związku z tym wymaga coraz większej intensywności – efekty muszą byc coraz bardziej brutalne, głośne, dramatyczne, szokujące. Nic dziwnego, iż rzeczywistość jest taka nudna.

 

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

being busy / nie mam czasu

August 27th, 2016

 

 

 

Tak jak życie dorosłych maszeruje w nieustannie przyspieszającym rytmie maszyny, tak i niekończące się popołudnia dzieciństwa ustąpiły grafikowi więzienia szkoły i innych zaprogramowanych aktywności. Po raz pierwszy w historii dzieci są zbyt zajęte by się bawić.

Rozważmy tragedię tego sformułowania, niech wybrzmi – “dzieci są zbyt zajęte by się bawić”. Przyczyna leży, ponownie, w niepokoju o przetrwanie. Zabawa jest luksusem, frywolnością relegowaną do szczelin w grafiku produktywnych, edukujących i rozwijających czynności. Kompetytywne wymogi dorosłości dnia obecnego dyktują aby ani chwili nie tracić na zabawę, bo każdy moment zabawy to moment w którym dziecko mogłoby zyskiwać przewagę w życiu, przygotowując się na przyszłość. W końcu zabawa w dorosłości jest ograniczona to naszego”czasu wolnego”, a dzieciństwo jest przygotowaniem do dorosłości, czyż nie? Zamiast tego więc szukamy sposobu zainstalowania “nawyku nauki” i silnej etyki pracy w naszych dzieciach, poczucia odpowiedzialności, w przeciwnym razie bowiem nauczyłyby się przedkładać nad nie zabawę, przyjemność i radość. Co z nich by wówczas wyrosło? Prawdopodobnie niezdyscyplinowany dorosły, który nie jest w stanie utrzymać pracy od dziewiątej do piątej, i ma mało cierpliwości na nudne, pozbawione sensu, czy nieprzyjemne zajęcia – taki rodzaj pracy jaki większość populacji akceptuje jako ponurą konieczność. Więc szkoła najpierw, potem zadania domowe, potem nauka pianina, potem liga piłki nożnej. Na końcu, jeżeli zostało trochę czasu, można się pobawić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy mówimy, iż jesteśmy zbyt zajęci, co mamy na myśli? To, że musimy robić inne rzeczy, priorytety podyktowane przez naszą potrzebę przetrwania, że nie mamy wolności robienia tego, co chcemy robić. “To nie byłoby praktyczne”, wierzymy, “aby przedkładać zabawę nad pracę”. Wyobrażamy sobie utratę naszej pracy, bankructwo, koniec na ulicy. To, iż zabawa może być produktywna, bez świadomego podporządkowania jej produktywności rzadko jesteśmy w stanie sobie uświadomić, a nawet wtedy przyznajemy ten przywilej tym nielicznym szczęśliwcom, artystom i geniuszom, którzy mogą robić to, co kochają. Ale ta logika stoi na głowie. Geniusz jest rezultatem robienia tego, co się kocha, a nie tegoż wymogiem. Problem oczywiście tkwi w odkryciu co To jest. Temu ma służyć właśnie dzieciństwo, ale nasza kultura zamieniła je w przeciwieństwo. Kiedy jesteśmy już tak doszczętnie złamani, iż nie wiemy nawet co kochamy, jedyną drogą z tej pułapki jest , na początku, zaprzestać robić to czego nie kochamy, przez jakiś czas nie robić nic. To jest przekaz zakodowany w biblijnej Księdze Wyjścia, w której dzieci Izraela, po ucieczce z domu niewoli, musiały wędrować po pustyni przez czterdzieści lat zanim odnalazły krainę mleka i miodu. Podobnie my, musimy obalić dyktaturę produktywności i pozwolić sobie na włóczęgę, aby odnaleźć szczęście.

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

Czy wolny człowiek chciałby pracować? Czy w rajskim ogrodzie jest miejsce na pracę?

 

 

Would free man work? Is there place for work in your garden of paradise?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ekonomia odbudowy zburzy zatem niektóre z podstawowych dualizmów naszej kultury : praca i sztuka, praca i czas wolny, użyteczność i piękno. Kiedy to się stanie, szlachetny ideał z naszych marzeń o technologicznej Utopii da owoce – ale nie w zbędności pracy, tylko realizacji jej prawdziwej natury. Kiedy praca postrzegana jest z perspektywy cywilizacji Maszyny, to nieuchronnie jest zawężająca i opresywna. Dlatego właśnie marzyciele o technotopii wypatrywali końca pracy, każdy człowiek królem, obsługiwanym przez mechanicznych niewolników. Spętani swoimi uprzedzeniami co do natury pracy, nie umieli sobie wyobrazić nic lepszego. Ale zjednoczyć pracę i sztukę, uzdrowić rozdarcie pomiędzy pracą i resztą życia, z którego wyrasta wyprzedaż naszego czasu, oto o wiele bardziej radykalna ambicja.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Od egalitarnych społeczeństw paleolitu ludzkość ewoluowała w wielkie rolnicze cywilizacje, w których bogaci byli ci, którzy posiadali niewolników. W wielu Maszyny, widoczne niewolnictwo znikło, aby zostać zastąpionym systemem w którym niemal każdy wykonywał odbierającą sens pracę ( biblijny znój wygnanych ), z powodu strachu o przetrwanie. “Rób albo zginiesz!” – To przecież definicja niewolnictwa. Wielka obietnica technologii maszyny – Każdy człowiek królem! Każdy człowiek bogiem! – zrodziła swoje przeciwieństwo. Każdy człowiek niewolnikiem. Niewolnicy bez ludzkich panów, wszyscy harując pod jarzmem pieniądza. Ale teraz, u schyłku epoki Maszyny, widzimy możliwość powrotu do pierwotnego egalitarianizmu, w którym ekonomia oznacza przepływ darów w kontekście obfitości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie zaprzeczam, iż zawsze będą naczynia do umycia, toalety do wyczyszczenia, budynki do nakrycia dachem – zadania, które uważamy za bezsensowne, pracochłonne, odrażające. Ale co złego w fizycznym wysiłku w celu podtrzymania życia? Czy mamy wynaleźć żujące maszyny aby oszczedzić nam tyrania przy przeżuwaniu swego jedzenia? Czy celem wspinaczki ludzkości jest wieczny odpoczynek w łóżku, podłączeni do różnych maszyn, które dostarczają nam pożywienia, przyjemności i rozrywki, bez żadnego wysiłku z naszej strony? To byłoby ostateczne spełnienie obietnicy Maszyny, czyż nie, sługa, który nie tylko że wykonuje za nas całą pracę, ale i żyje nasze życia w naszym imieniu. Nie, ruch życia nie musi być znojem. Co czyni pracę znojem to poświęcenie zróżnicowania na rzecz efektywności jaką niesie powtarzalność i standaryzacja. W tym znajdziemy różnicę pomiędzy rolnictwem a ogrodnictwem : to pierwsze kojarzy się z tyraniem, to drugie niesie taką radość, iż ludzie zajmują się nim mimo ekonomicznej nieracjonalności. Im bardziej farma przypomina fabrykę ( a mniej ogród ), tym bardziej monotonna i wysysająca życie praca na niej się staje. Konwencjonalne rolnictwo działa według tych samych zasad co przedsiębiorstwo przemysłowe. W ogrodzie, nikt nie spędza tygodni zbierając bawełnę, pomidory, winogrona. Na małej, zróżnicowanej farmie nikt nie spędza tygodni, miesięcy, lat, wykonując wciąż na nowo ten sam krok w procedurze zarzynania kurczaków.

 

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

let go / puść kontrolę

August 17th, 2016

 

 

 

 

 

Kiedy boski duch oddaje w zastaw swój  sens życia, którym jest radosny współudział w tworzeniu pięknego wszechświata, będzie kompensować go poprzez bycie dobrym dla siebie w jakikolwiek sposób dostępny. Może więc wydawać się przy tym samolubny czy chciwy, ale to co robi jest niczym innym jak szukaniem czegoś co zaginęło. Oczywiście żadna ilość jedzenia, materialnych własności, fizycznego piękna, władzy nad innymi ludźmi czy pieniędzy jest w stanie skompensować jego potrzeby, jako boski bytu, aby wyrażać swój kreatywny potencjał i doświadczać intymnego połączenia z resztą życia.

 

To poczucie utraconego czegoś co nam przysługuje , które napędza egoizm i chciwość pochodzi zatem z autentycznego źródła : zostaliśmy obrabowani z naszych przynależnych od urodzenia praw. Coś jest zaginione, ale problem w tym, że szukamy w niewłaściwym miejscu. Stara suficka opowieść opisuje mądrego głupca, mułłę Nasruddina, w poszukiwaniu czegoś pod latarnią. Przechodzień pyta go : “Mułło, czego szukasz?”

“Niestety” odpowiada biedny Nasruddin, “Zgubiłem klucz do domu”

“A gdzie widziałeś go ostatnim razem?”

“Myślę, że zgubiłem go tam, w cieniu tamtych drzew”

“Cóż, czemu więc nie szukasz go tam właśnie?”

“Drogi panie, czy nie widzi pan jak tam jest ciemno? Szukam tutaj w świetle latarni, bo tu mogę lepiej widzieć”.

 

 

 

 

 

 

Tak jak nie da się ochronić na zawsze domu od naturalnych procesów rozkładu, żaden ze sposobów kontrolowania czy przekierowania naszej kreatywnej siły życiowej nie będzie wiecznie działać. Każdy z nich ostatecznie stanie się nie do zniesienia. Najbardziej potężne z tych ucieczek to uzależnienia, takie jak alkohol, heroina, kokaina, pornografia, hazard. Mogą one skonsumować wielką ilość wypartej siły życiowej, ale ogromny ich koszt ponosi ciało, życie i umysł. Poprzez konsumpcję sfrustrowanej siły życia, czynią złe życie, przez jakiś czas, tolerowalnym.  To samo odnosi się do drobnych uzależnień i rozrywek powszechnych wśród większości ludzi. Zwykle, ponieważ nasze wejście w niezadowalające życie rozpoczęło się od bolesnego złamania naszego ducha, obiekty uzależnień są też środkami tymczasowej ucieczki czy złagodzenia bólu. Są narzędziami kontroli, radzenia sobie z życiem takim jakim jest. Wyłamanie się z form i struktur naszej kultury oznacza konfrontację z materiałami z jakich zbudowane jest to więzienie : oznacza spojrzenie w twarz strachowi i bólu. To nie jest przypadek, iż dwie z najbardziej uzależniających substancji, heroina i alkohol, mają fizjologiczne efekty uśmierzania bólu, ale to czego się zwykle nie rozumie, to że wszystkie uzależnienia robią to samo. Tyle tylko, że nie zabijają bólu tak naprawdę, tylko go odraczają, trzymają pod kontrolą, powodują, iż przez chwilę się go nie czuje.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Leczący się alkoholik Jack Erdmann pisze, “Kiedy zaczynałem, alkohol mówił mi że jest wyjście, że ból można zabić”.  W efekcie, alkohol, narkotyki, hazard, telewizja i inne uzależnienia, duże, małe są po prostu technologiami, technologiami kontroli bólu i akcesoriami czyniącymi życie-jakim-jest możliwym do zarządzania. Ale tu czai się pułapka : “Potem alkohol powiedział mi by zabijać ból za wszelką cenę”. Nieubłaganie, życie-jakim-jest, które wymaga zarządzania, staje się w całości produktem technologii kontroli. Jak ujmuje to Erdmann, “To jest sekret alkoholu. Alkohol tworzy symptomy, które, jak może ci się wydawać, rozwiązuje”

 

 

 

 

 

 

 

 

To znów jest technologiczne rozwiązanie. Technologia, jako narzędzie manipulacji naturą, jest napędzana pragnieniem komfortu i bezpieczeństwa, to znaczy, unikania bólu i ubezpieczenia przetrwania.  A jednak, samo doświadczenie życia jako walki o przetrwanie to produkt technologicznej kultury, która szuka sposobu kontroli rzeczywistości zamiast ją po prostu zaakceptować.  Pamiętamy rolnictwo, które zastąpiło Eden egzystencji łowieckiej/ zbierackiej życiem harówki, w którym jutrzejsze żniwa zależą od ciężkiej pracy dziś. Jak tylko tak się stało i populacja wzrosła do tego stopnia, że nie była już w stanie żyć z “nieulepszonej” ziemi, staliśmy się uzależnieni od technologii. Nie mogliśmy już bez niej żyć. Jeden po drugim wynalazek pojawiał się aby złagodzić ciężar tej harówki, powstrzymać wiecznie obecną groźbę głodu i kłopotów cywilizowanego życia, tymczasem przeszywający je niepokój i cierpienie wciąż wzrastało aby osiągnąć crescendo na początku 21 wieku. “Alkohol tworzy symptomy, które, jak może ci się wydawać, rozwiązuje”

Zarówno w kwestii alkoholu i technologii, kontrola tworzy warunki, które wymagają kontroli. Kontrola to pułapka, kłamstwo, zaklęte koło, bilet w jedną stronę. I, jak mówi Erdmann, “ostatnią stacją jest Piekło”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tak jak alkoholik leczy agonię swojego marnego życia kolejnym drinkiem, tak my wierzymy, że możemy naprawić bałagan jaki stworzyliśmy większą dawką tego samego : być może tym razem będzie to nanotechnologia, ogłaszana ostatecznym rozwiązaniem przemysłowego zanieczyszczenia.

 

Prawdziwe niebezpieczeństwo jest jednak wtedy, gdy program kontroli  uskuteczni ostateczne zgniecenie naszej kreatywnej siły życiowej. Kiedy zakodowane w naszych wnętrzach mechanizmy wpojone przez tresurę i zewnętrzne uzależnienia pokonają duszę w jej walce o wolność, dusza ma jeszcze ostateczną kartę do rozegrania. Jeżeli eskalująca seria kryzysów nie jest wystarczająca aby wyrwać nas ze złego życia, wówczas naturalnym wyborem jest śmierć.  Czasem nawyk jest zbyt głęboki, labirynt “ja” zbyt przytłaczający aby osoba mogła się kiedykolwiek wydostać. ( Nie mówię tu o rozmyślnym samobójstwie, które jest tylko innym sposobem unikania bólu,  bezcelową, desperacką próbą uzyskania kontroli ). Kiedy zawiedzie nadzieja, iż możemy przekroczyć nasze małe “ja” w świecie pod kontrolą, wówczas nasze prawdziwe ja projektuje ostateczną ucieczkę od iluzji oddzielenia.

 

Teraz przenieśmy tą ideę na poziom kolektywny. Czy jesteście tym zaalarmowani? Powinniście byc, ponieważ konsekwencja jest taka, iż nasza cywilizacja – a może nawet nasz gatunek – może równie dobrze wybrać ( chociaż nieświadomie ) śmierć. Jeżeli nagromadzenie kryzysów nie jest wystarczające aby wyrwać nas z naszego złudzenia oddzielenia od natury, wówczas kolektywna dusza ludzkiej rasy spowoduje katastrofę taką jak wojna nuklearna. Stanie się tak, jeżeli damy radę wytrzymać zbyt długo.

 

 

 

(…) The war on germs is therefore another aspect of our culture’s self-other confusion, the confusion over who we are. It is not surprising that the great epidemics of our time are the automimmune diseases. At its most basic, the immune system distinguishes between self and the other. Our collective confusion over who we are manifests in the body as immune system disorders.

 

 

(…) Wojna z zarazkami jest zatem innym aspektem obecnego w naszej kulturze zagubienia co do ja-inny, zagubienia co do tego, kim jesteśmy. Nie jest więc zaskakującym, że wielkie epidemie naszych czasów to choroby autoimmunologiczne. Na najbardziej podstawowym poziomie, system odpornościowy rozpoznaje pomiędzy ja i nie-ja. Nasze kolektywne pogubienie co do tego, kim jesteśmy manifestuje się w ciele jako zaburzenia systemu immunologicznego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nasze fobie wobec zarazków są szczególną formą bardziej generalnej awersji, która ukrywa się pod określeniem – czystość – kwintesencja obsesji kontroli. Czystość jest zaraz po pobożności, powiada się, ale tylko jesli Bóg jest odległy od tej ziemi. Czym jest bowiem brud, całkiem dosłownie, jeżeli nie światem? Utrzymywanie absolutnie czystych ciał i czystych domów oznacza oddzielanie się od świata. Mało jest tak poważnych faux pas jak pojawienie się brudnym i śmierdzącym publicznie, w towarzystwie. Być jednym z brudem oznacza być niecywilizowanym, mniej wywyższonym ponad ziemski świat, być bardziej z ciała a mniej z umysłu i ducha. Podobne założenia tłumaczą dlaczego dorośli czują się tak niekomfortowo kiedy są lepcy i brudni. Jak każdy rodzic wie, małe dzieci nie mają nic przeciwko byciu umorusanym. Ale bycie lepkim oznacza dosłownie że świat ( Inny ) przyczepia się do twojego ja.  Lepkość gwałci zatem nasze poczucie kontroli, zagrażając fizycznemu rozdzieleniu ja i świata.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obecna obsesja co do higieny żywności -  i cała kampania eksterminacji bakterii – zaczyna wyglądać absurdalnie, kiedy uświadomić sobie, że ludzki system trawienny nie jest wcale tak różny od tego, którym dysponuje pies czy świnia. Im więcej kontroli wymuszamy nad światem, tym bardziej nadwrażliwi na świat się stajemy. Pomimo tego, iż regularnie jadają z podłogi i piją z muszli klozetowej, psy nie wydają się chorować częściej niż my, nie zauważyłem też szczególnego wzrostu poziomu zdrowia odkąd pracownicy przemysłu gastronomicznego zaczęli nosić gumowe rękawiczki. Przeciwnie, brak regularnych wyzwań dla systemu immunologicznego z jednej strony czyni go bardziej wrażliwym ( “myśli” on : może coś przeoczyłem ), z drugiej pozbawia go ćwiczeń, których może potrzebować by przygotować się na prawdziwy kryzys. System odpornościowy staje się jednocześnie bardziej wrażliwy ale i mniej zdolny do radzenia sobie z prawdziwymi wyzwaniami. Paralela z niańczonymi, nadmiernie chronionymi wspólczesnymi ludźmi jest oczywista.

 

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spójrzmy na wymarcie megafauny na północnej półkuli. To stało się nadzwyczaj niedawno, po tym jak znikli neandertalczycy, i w pełni rozwinął się współczesny typ człowieka, i zwykle przypisywane jest wyższości naszej technologii i, co z tym związane, naszej wyższej inteligencji. Zatrzymajmy się na chwilę by o tym pomyśleć – poważne zaburzenie ekosystemu jako oznaka wyższej inteligencji ! Zakładamy iż w ludzkiej naturze jest zagarnianue tyle ile jest to tylko możliwe. Porzućmy na moment takie założenie i przypuśćmy, że neandertalczycy i inni pra-ludzie miel inteligencję, ale nie mieli takich chęci. Być może mieli oni mądrość by unikać praktyk, które zakłócałyby równowagę w naturze. Późniejsze kultury, bardziej od niej oddzielone, pomimo to wciąż rozumiały wagę utrzymywania tego kurczącego się podłączenia. Używały religijnego rytuału i magii aby potwierdzić i odnowić je, opierając się na pradawnym dziedzictwie szamanów i historiach o korzeniach wśród pierwotnych nauczycieli, z czasów kiedy jeszcze harmonia z naturą nie potrzebowała sztucznych sposobów połączenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy separacja nabrała tempa poprzez rozwój rolnictwa, przepaść nad jaką miała za zadanie budować most religia poszerzyła się. Ludzie oddalili się bardziej od “praw świata” i stare ceremonie utraciły moc przywracania równowagi. Powoli natura zaczęła tracić wewnętrzną boskość w ludzkich oczach i stała się, progresywnie, jedynie rzeczą. Aby było jasnym, natura-jako-rzecz nie było nigdy niczym innym jak ideologią, i to ideologią jakiej niezmiennie przeczy bezpośrednie doświadczenie, kiedy się na nie otworzymy. Mimo tego, ta ideologia była ( i wciąż jest ) dostatecznie potężna aby doprowadzić do i uzasadnić trwający stulecia projekt dominacji i zniszczenia, subordynacji i podboju natury. Jak opisano w poprzednim rozdziale, rolnictwo stopniowo zabrało bogów od utożsamienia ich z naturalnymi siłami do władzy nad nimi, równolegle do postępującego ludzkiego wyabstrahowania własnej tożsamości od natury. Kiedy starożytni królowie i faraonowie byli jeszcze bogami, począwszy od mniej więcej 2000 r p.n.e w Mezopotami królowie stali się zaledwie emisariuszami lub reprezentami boskości, która wyniesiona została w strefę niebios.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z bogiem eksportowanym, o nie-ziemskim statusie, ludzie ( którzy, bądź co bądź są z tej ziemi ) stracili swoją wewnętrzną boskość i stali się zaledwie sługami Boga. Około roku 2000 przed naszą erą, “zaczęły pojawiać się mezopotamskie mity o ludziach stworzonych przez bogów jako ich niewolnicy. Ludzie stali się zwykłymi sługami, bogowie, absolutnymi władcami. Człowiek nie był już w jakimkolwiek sensie inkarnacją boskiego życia, ale innej zupełnie natury, ziemskiej, natury śmiertelnej. A sama ziemia stała się teraz gliną. Materia i duch rozpoczęły swój rozdział.” W związku z tym, mamy w żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich religiach, które w tymże regionie powstały, koncepcję grzechu wobec Boga, która jest zupełnie oddzielna od gwałtu na porządku natury, czy jej harmonii. Nie tylko odrębna, ale często dokładnie przeciwna. Słowo duchowość zaczęło oznaczać podporządkowanie ciała, którego pragnienia zostały przeciwstawione podwyższeniu ducha. Paralela z technologią i “wspniaczką” ludzkości jest jasna. Technologiczna krucjata cywilizacji aby przezwyciężyć naturę porządkiem i regularnością maszyny znajduje swoje odbicie w religii jako programie przezwyciężenia naszej nieuporządkowanej wewnętrznej natury, czy też “ludzkiej natury”.

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Buddyzm, ( i, można założyć, ezoteryczne nauki wszystkich religii ) rozpoznają cierpienie związane z próbami uczynienia stałym tego, co z natury jest niestałe. Piękne piaskowe obrazy tworzone przez tybetańskich mnichów i Indian Navajo, które z samej natury tego medium istnieją przez bardzo krótki czas, demonstrują ważną zasadę : wartość piękna nie zależy od jego przetrwania. Współczesny umysł uważa zwykle ich tworzenie było stratą czasu – tworzyć coś pięknego, tylko po to by to zaraz niszczyć – i chce zachować takie coś w muzeum, wydobyć z tego jakąś “korzyść”. Taki sposób myślenia, w którym poświęcamy obecny moment na rzecz przyszłych jest dokładnie częścią mentalności rolnictwa, w której musimy siać aby zbierać, w którym przyszłość motywuje i usprawiedliwia pracę w chwili obecnej. Kiedy fotografujemy, nagrywamy, archiwizujemy teraźniejszość, jesteśmy napędzani przez ten sam niepokój jak rolnik, który wie, że jeżeli nie zgromadzi ziarna teraz, będzie go brakowało w przyszłości. Tak jak farmer nie ufa już ( tak jak ufali łowcy-zbieracze ) w Opatrzność, w obecną w naturze obfitość, tak też my jesteśmy w nałogu gromadzenia pięknych momentów jak gdyby ich podaż była ograniczona.

 

Charles Eisenstein, Ascent of Humanity ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.