światosław / tales from the world

Posts tagged:

christian

 

 

 

“La Ayahuasca apareció de manera sorpresiva en mi vida en 1986 cuando quería explorar las potencialidades terapéuticas de las medicinas tradicionales. A la vez ello se inscribía en un proceso de búsqueda personal, psicológica, espiritual y  profesional, iniciado mucho antes y que encontró un giro importante cuando estuve en 1984 en Calcuta donde la Madre Teresa y tuve una experiencia de estado modificado de la consciencia sin tomar nada sino acompañando a un moribundo en sus últimos momentos. Ahí decidí dejar los caminos seguros e ir a la aventura en la Amazonía peruana. Se desgarró el velo y entendí que había encontrado lo que buscaba sin saberlo. Me llevó a fundar el Centro Takiwasi para tratar personas con problemas de adicción, a pesar de mis resistencias sobre una perspectiva de vida que no había imaginado. Me llevó también a muchas otras plantas y técnicas ancestrales de sanación sin toma de plantas. Fue como  pasar de ver una película en blanco y negro a una en 3D y a colores. Resumiría unas vivencias tan  complejas y difíciles de poner en palabras diciendo que se trata esencialmente para mí de un camino de reconciliación con lo que es y lo que soy, mi historia, mis orígenes, mis cualidades y mis limitaciones y más que todo con la herencia cristiana que es el tesoro absoluto donde el uso correcto y ritualizado de las plantas juega un papel de precursor en el conocimiento de la Caritas, el amor espiritual.

La Ayahuasca no crea ninguna dependencia y exige “pagar el precio” para acceder al conocimiento. Esa exploración de las profundidades de lo invisible personal, colectivo y transpersonal requiere coraje, perseverancia y humildad. Solicita una alta cuota de sufrimiento y exigencia, la confrontación con el ego y los miedos más profundos como una especie de “suero de la verdad”. Es nada menos que lúdico. Abre las puertas a una vivencia mística de contacto directo con el mundo espiritual que conduce a una encarnación cotidiana con el sufrimiento del otro y el desarrollo de una compasión activa. No es una droga en el sentido popular de la palabra pero como cualquier cosa de la creación, aun las más sagradas, puede transformarse en instrumento de poder, de inflación del ego en vez de ampliación de la consciencia. Todo depende de la actitud interior, la sinceridad, la humildad, y de un uso guiado y correctamente ritualizado. La Ayahuasca “enseña el camino” pero no lo recorre a nuestro lugar… sin invertir en lo cotidiano, sin seguir las indicaciones y las reglas ancestrales de uso, como toda medicina se puede transformar en veneno, y en este caso un veneno del alma.”

 

 

 

 

 

Ayahuaska pojawiła się w moim życiu w zaskakujący sposób w roku 1986, kiedy zacząłem eksplorację terapeutycznego potencjału medycyny tradycyjnej. Była to jednocześnie część mojego własnego procesu, osobistego, psychologicznego, duchowego, i zawodowego poszukiwania, zaincjowanego dużo wcześniej, a poważnie przekierowanego na inne tory, kiedy miałem okazję być świadkiem przy ostatnich momentach życia Matki Teresy w Kalkucie w roku 1984, i doświadczyłem odmiennego stanu świadomości, bez zażycia jakiejkolwiek substancji. To wówczas zdecydowałem się opuścić bezpieczne ścieżki i wyruszyć na przygodę w peruwiańskiej Amazonii. Zasłona została rozdarta i zrozumiałem, iż znalazłem to czego szukałem, nie wiedząc o tym. To spowodowało powstanie Centrum Takiwasi, gdzie leczymy osoby z problemami uzależnień, pomimo moich pierwotnych oporów wobec perspektywy życia, jakiego sobie wcześniej nie wyobrażałem. Ta ścieżka poprowadziła mnie także do poznania wielu innych roślin i rdzennych technik uzdrawiania bez użycia roślin. Było to jak przejście od oglądania filmów czarnobiałych do kolorowych i do tego w 3D. Podsumowałbym te doświadczenia, tak złożone i trudne do zawarcia w słowach, mówiąc iż mamy tu w zasadzie do czynienia ze ścieżką pogodzenia się z tym co naprawdę jest, kim jestem ja, moją historią, moim pochodzenieniem, moimi zaletami i ograniczeniami, a przede wszystkim, z moim chrześcijańskim dziedzictwem, które jest absolutnym skarbem, gdy poprawne i rytualne użycie roślin odgrywa rolę prekursora w zdobyciu poznania Caritas, duchowej miłości.

 

Ayahuaska nie generuje żadnego rodzaju uzależnienia, i wymaga “zapłacenia ceny” za dostęp do wiedzy. Ta eksploracja głębin niewidzialnego, osobistego, kolektywnego i transpersonalnego, wymaga odwagi, wytrwałości, pokory. Oznacza także konieczność wielkiego cierpienia, dyscypliny, konfrontacji z ego i najgłębszymi strachami, niczym rodzaj “serum prawdy”. To nie jest zwykła zabawa. Otwiera drzwi mistycznego doświadczenia bezpośredniego kontaktu ze światem duchowym, które prowadzi w życiu codziennym do połączenia się z cierpieniem, i rozwinięcia aktywnego współczucia. To nie jest narkotyk w popularnym znaczeniu tego słowa, ale jak wszystko co stworzone, nawet najbardziej święte, może przeistoczyć się w instrument władzy, inflacji ego, zamiast poszerzenia świadomości. Wszystko zależy od wewnętrznego nastawienia, uczciwości, pokory, jak i prowadzonego i poprawnie zrytualizowanego stosowania. Ayahuaska “pokazuje drogę” ale nie przejdzie jej za nas. Bez inwestycji w codzienną praktykę, bez podążania za wskazówkami i pradawnymi wskazówkami użycia, jak każda medycyna, może przekształcić się w truciznę, i w tym wypadku oznacza to truciznę dla duszy.

 

 

 

 

 

Ayahuasca appeared in a suprising way in my life in 1986, when I wanted to explore the therepeutical potential of traditional medicines. At the same time it fit in my process of personal, psychological, spiritual and professional search, intitiated much earlier, which came to important turn when I was present at Mother’s Theresa dying moments in Calcultta in 1984 and experienced altered state of consciousness without having taken any substance. That is when I decided to abandon the safe paths and go for an adventure in Peruvian Amazon. The veil has been torn and I understood that I have found what I was looking for, without knowing it. It brought me to create Takiwasi Center for treatment of persons with addiction problems, despite my resistance to perspective of life I had not imagined before. It also brought me to a lot of other plants and ancestral techniques of healing without use of plants. It was like moving from seeing a black and white film to one in 3d and in colours. I would sum these experiences so complex and difficult to encase in words by saying that we are dealing here basically with my path of reconcilliation with what really is and who I am , my history, my origins, my qualities and my limitations, and above all, my Christian heritage, which is an absolute treasure, where correct and ritualized usage of the plants plays a role of precursor in obtaining knowledge of Caritas, spiritual love.

 

Ayahuasca does not create any kind of dependency and does require to “pay a price” for accessing the knowlege. This exploration of depths of the invisible, the personal, collective and transpersonal, requires courage, perseverance and humility. It asks for a large amount of suffering and discipline, confrontation with ego and the most profound fears, like a kind of “truth serum”.  It is not a mere play. It opens the doors of mystical experience of direct contact with spiritual world, which leads in daily life to connecting with suffering of the other and development of active compassion.  This is not a drug in popular sense of the word, but like anything in creation, even the most sacred, it can transform into instrument of power, inflation of ego instead of widening of consciousness. Everything depends upon interior attitude, sincerity, humility, and guided and correctly ritualized use. Ayahuasca “shows the way” but is not walking the way for us. Without investing in everyday practice, without following indications and ancestral rules of use, like all medicine it can transform itself into venom, and in this case it means venom for the soul.

 

 

 

 

 

 

 

 

“Ayahuasca była wielkim odkryciem dla mojego życia zawodowego, jako osoby duchownej. Wiele lat temu zostałem poproszony przez mojego ówczesnego biskupa, abym objął duchową opieką pacjentów z centrum Takiwasi, uzależnionych od narkotyków, pogubionych ludzi, będących w istocie poszukiwaczami. Bardzo szybko zdałem sobie jednak sprawę, iż nie posiadając wiedzy odnośnie roślin z jakimi pracowali i światów w jakie te rośliny ich zabierały, nie miałem możliwości komunikacji z nimi a zatem skutecznej pracy. Przebywali oni w światach mi nieznanych i obcych dla moich koncepcji religijnych. Jak miałem zrozumieć ich trudności, ich przeszkody na tej ścieżce? Była tu jednoznaczna, duchowa konieczność mojego zanurzenia się w tej rzeczywistości, a równocześnie czułem, że rośliny te mogą pomóc mi w moich własnych problemach, które w tamtym czasie były poważne. Byłem pogubiony, a przecież oczekiwano ode mnie bym był pasterzem dla innych. Dr Mabit także to dostrzegł, i sugerował, że rośliny mogą być pomocne. Zacząłem od roślin przeczyszczających, i stopniowo zacząłem zauważać poprawę, subtelne zmiany w moich uczuciach. Zdecydowałem, iż muszę spróbować głównego narzędzia z jakim pracuje się w Takiwasi – ayahuaski. Niezbędnym było spytanie o zgodę mojego biskupa. Jeżeli mam zdziałać coś w sferze duchowej dla tych pacjentów, powiedziałem mu, muszę poznać ich świat. W seminarium mówiono nam, że powinniśmy mówić o Bogu w oparciu o naszą własną rzeczywistość i doświadczenie. Biskup odpowiedział, jeżeli jest to dla pracy zdobywania dusz, ułatwiania im odkrycia tego, czego szukają, to powinienem zrobić to, co uważam za słuszne.

 

 

A zatem wypiłem. Zobaczyłem wtedy ogromny potencjał tej medycyny. Umożliwiła mi ona po raz pierwszy w życiu wniknięcie w duchową rzeczywistość, o której nie wiedziałem nic do tego momentu. Studiowałem przez lata w seminarium, pracowałem potem jako kapłan w wielu parafiach, ale nigdy nie było mi dane doświadczyć bezpośredniej relacji z tą świętą, wewnętrzną przestrzenią. Rośliny pokazały mi, iż blokada była we mnie, i po tym jak przyjęłem ayahuaskę, zrozumiałem jakie zmiany były niezbędne w moim życiu, jak powinienem rozpocząć proces pogodzenia się ze sobą samym, z naturą, z innymi, z Bogiem. Ta roślina, ayahuaska, to skuteczne narzędzie dla tych z nas, którzy szukają w życiu odpowiedzi. Czyni nas bardziej wrażliwymi, ludzkimi, osłabia racjonalną część naszej osobowości, i pomaga przez to poczuć to, co znamy z pism, naprawdę wejść w kontakt z tym, o czym dotąd jedynie czytaliśmy i znaliśmy intelektualnie.

 

Doświadczenie to było zdecydowanie przeżyciem duchowym. Mogłem dostrzec własne demony i zrozumieć skąd one pochodzą, dlaczego moje życie dotąd nie było szczęśliwym, dlaczego nie mogłem żyć w pokoju, całą tą wściekłość i ciemność mnie blokującą. Nie byłem wcześniej w stanie odkryć swojej prawdziwej natury. To właśnie odróżnia ayahuaskę od narkotyków – wielu ludzi żyje w takim pogubieniu, i uciekają w narkotyki, ale te przynoszą tylko tymczasową ulgę, i nie przynoszą zrozumienia.

 

Kontynuuję swoją pracę z roślinami i z ayahuaską, i widzę do teraz, jak wpływają na mnie, jak motywują mnie w moim życiu religijnym, w moich obowiązkach kapłana, pozwalają mi docenić bardziej kościół do jakiego należę. To doświadczenie pomaga mi w mym codziennym życiu aby lepiej rozróżniać pomiędzy złem i dobrem. Jest pewne pomieszanie w Kościele Katolickim odnośnie szamanizmu. Szaman to termin neutralny etycznie, wykonuje on pracę do jakiej jest wynajęty, czasem uzdrowienie a czasem czynienie szkody. Moja praca wiąże się z “curanderos”, uzdrowicielami, których intencją jest używanie roślin wyłącznie w celu leczenia. Jak może być to złe w oczach Boga, twórcy roślin dla pożytku człowieka?

 

 

Tutaj warto wspomnieć o interesującym fakcie – termin “curandero” w swym rdzeniu zawiera hiszpańskie określenie kapłana – “cura”. To nie jest zbieg okoliczności. Wykonujemy wspólne zadanie, leczymy dusze. To jest praca, która płynie od Boga, ze światła, którego wszyscy w istocie szukają. Jest wiele dróg dotarcia do dusz, niektórzy potrzebują tej drogi, drogi roślin. Ostatnio, podczas wizyty biskupa w Takiwasi, odbyło się kilka chrztów pacjentów. To są konkretne życia, duchowe życia odmieniające się. Czy jest to zasługą mej pracy jako ksiądz? Nie, to dzięki pracy curanderos i dzięki roślinom, więc mówimy tu o realnym wpływie, realnej odmianie. Tak było i w moim przypadku, wielka odmiana i ratunek z bałaganu w jakim wtedy byłem. Teraz kocham bardziej swoje powołanie, bardziej się poświęcam pracy, jestem mniej znużony. Mam nadzieję, iż zrozumienie tych procesów będzie powoli wzrastać, że doświadczenia ludzi takich jak ja bedą świadectwem, za którym inni w Kościele będą mogli podążyć.”

 

 

O. Christian Alejandria.

 

Z nakazu swojego biskupa jest pasterzem, duchowym przewodnikiem dla personelu i pacjentów Centrum Takiwasi. Uczestniczy aktywnie w procesach rozwoju psychoterapeutycznego poprzez sesje z roślinami, i prowadzi warsztaty dla promocji wartości. Takiwasi jest bezwyznaniową organizacją pozarządową, jednak uznaje jako niezbędne wprowadzenie wymiaru duchowego dla skutecznego przełamywania psycho-emocjonalnych problemów.

 

 

 

 

“Ayahuasca has been a discovery for my priest life. Years ago I have been asked by my bishop to take into my spiritual care patients of the Takiwasi center, drug addicts, people lost, who were also on spiritual quest. However, very quickly I realized, that having no knowledge of the plants they work with and the worlds these plants take them to, there was no possibility of communication between us and therefore no possibility of effective work. They lived in world unknown to me and alien to my religious concepts. How could I understand their difficulties, their obstacles on this path? There was a clear spiritual necessity for my immersion and I also felt these plants could help me in my problems, which were serious at this time. I was lost myself, and at the same time there was expectation of me to be shepherd to others. Dr Mabit saw that too, and he suggested the plants could be of help. I started first with plant purges, and as I slowly started to notice improvements, subtle changes in feelings, I decided I have to try the main tool used in Takiwasi – ayahuasca. I needed to go and ask permission of my bishop. If I am to do something spiritually for my patients, I said to him, I need to know their world. We were told in seminary that we should talk about God based on our own reality and experience. Bishop replied, that if it is for the work of winning souls, enabling them to find what they look for, then I should do what I feel is right.

 

 

So I drank. I saw that the potential of this medicine is enormous. It helped me for the first to truly enter inside spiritual reality I did not know before. I studied years in the seminary, worked afterwards as a priest in many parishes, but I was never able to enter in relation with this sacred, interior space. The plants have shown me that the blockage was in me, and after I took ayahuasca, I understood what changes were necessary to do in my life, how I should start the process of reconciliation with myself, with nature, with others, with God. This plant, ayahuasca, is effective aid for those of us, who seek answers in life. It makes us more sensitive, more human, weakens our rational part and so helps us to feel what we know from the teaching of the scriptures, to truly enter in the relationship we read about and so far only knew intellectually.

 

 

That experience was something definitively spiritual, because I could see my own devils, where they originate, why my life so far was not happy, why I could not live in peace, all the rage and darkness blocking me. I couldn’t really know whom I was. This is how ayahuasca differs from drugs – many people live in this kind of confusion, and they resort to drugs to escape, but they bring only temporary relief. They belong to the darkness and offer no understanding.

 

 

I continue to work with ayahuasca and I can see until now how it affects me and motivates me in my religious life, in my duties as a priest, it helps me to appreciate more my church. The experience helps me in my daily life, to distinguish between good and bad with better clarity. There is this confusion within Catholic church regarding shamanism. Shaman is a term neutral ethically, he performs work he is hired to do, be it harm or healing. My work is with curanderos, healers whose intention to use plants is to heal exclusively. How can that be wrong in the eyes of God, creator of plants for the benefit of humanity?

 

 

It is interesting, that the term “curandero” in its core has a Spanish word for priest – “cura”. It is not a coincidence. We do the common work, we heal the souls. This is the work which flows from God, from light, which all are truly looking for. There are many ways to reach souls, some need this way, way of the plants. Recently, during bishop’s visit to Takiwasi, some baptisms of patients were performed. These are real lifes, spiritual lifes affected. Was it because of my work as a priest? No, it was thanks to the work of curanderos and the plants, so we are talking about real changes occuring. So it was in my case, a great change and a rescure from great mess I was in at that time. I love now more my vocation, I am more dedicated to my work, less weary. I hope that understanding of these things will increase gradually, that the experiences of people like me will be testimonies for others within church to follow.”

 

 

Father Christian Alejandría

 

By order of his bishop, he assumes a pastoral role of spiritual guidance to staff and patients of the Takiwasi Center. Participates actively in the psychotherapeutic evolution processes through plant sessions, and offers workshops to promote values. Takiwasi is a non-denominational NGO that however considers essential to extend the overcoming of psycho-emotional problems through the introduction to a spiritual dimension.

 

 

 

 

dr Jacques Mabit

July 5th, 2017

 

 

 

 

For many of those involved in entheogenic movement any spiritual tradition is good to play with, as long as this is not too close to heavy burden we carry from our own culture and life, where religion too often meant just law and prohibition, and very little of actual spiritual experience. So when we think – when I thought about experience approaching spirituality, it was often connected with captivating rhythm of Rastafarian drums in camps of Jamaica, trance practices of Sufis in Pakistan or Ethiopia, it might have even been Orthodox choirs ( when I was able to out aside probably even bigger social conservatism and obscurantism of Orthodox priests I met in my path. ) But Catholic tradition to me was just boring, out of tune moaning of my local priests, Sunday mass of my childhood when all we did was counting time left until we are free to play again, and all this fire and brimstone, very little love. Neither in life attitudes nor in aesthetic experience I could find anything but Hammurabi’s style laws, repression and boredom. I took Huachuma and went into the mountains and I took San Pedro and went inside stone walls of the Cuzco cathedral, and it was clear where Spirit speaks. And it is not only about taking entheogens – I drank with Santo Daime, and found it wasn’t really resonating with me either. The path of plants opened my empathy and understanding, I felt the suffering of old Catholic grandmothers and understood what church may be offering them, but I couldn’t overcome barrier of aesthetics and symbolics, impossible to erase intellectual knowledge of 2000 years of hypocrisy of the institution and feeling that lack of  love or actual experience is being compensated by excessive rigidness and moral preaching.

 

So last Friday I saw something like light in the tunnel, and in my personal opinion it is by combining discipline of the tradition with practical skill acquired in years of  rehearsal, not theoretical or theological excercises, but actual experience, that dr Jacques Mabit can be one of few I was able to meet who are reviving mystical path grounded in Christian roots, path where the experience of divine can be actually participated in, and not read about in tales of events 2000 years ago during weekly intellectual ritual. I am saying this as personal opinion, he may consider it heresy, but after all I am not bound by any institutional connection, so can afford to be heretic.  I was more affected by philosophy of Beshara, more closer to anarchic Qalandars then sober men of shariah, dancing with the Sufis never made me think that mosque is better than an open meadow, and so here as well I believe that being inside their well choreographed transformative ritual and listening to superfast, creative and captivating Catholic prayers and icaros of dr Mabit is as close as I can get for now to Christian experience of divine, without likelihood of you seeing me on next Sunday mass. But for someone who always rather preferred incomprehensible Shipibo songs, not be forced to listen to mestizo “Jesus Christo curandero”, that is a lot already, and I think it is great portal back into Christianity for many like me. Dear men of the Book, don’t follow bad example of your radical Muslim peers who are bombing Sufi shrines, and try to understand the work of this man. People like him can be great bait in your fisherman’s work, or to put in other words, great salesmen in the age of global supermarket of traditions.

 

Full story from Takiwasi, dr Mabit’s centre for work with addiction is coming soon.

 

 

….

 

 

Dla wielu osób związanych z ruchem enteogenicznym jakiekolwiek tradycje duchowe są warte wrzucenia do tygielka, pod warunkiem, że nie są zbyt blisko związane z cieżkim brzemieniem jakie wynosimy z własnej kultury i życia, gdzie religia zbyt często oznaczała tylko prawo i zakaz, i bardzo niewiele doświadczenia duchowego. Więc kiedy myślimy – kiedy myślałem o doświadczeniu zbliżającym się do duchowego, było to często związane z wciągającymi rytmami rastafariańskich bębnów w jamajskich obozach, transowymi praktykami sufickimi w Pakistanie czy Etiopii, mogły to nawet być prawosławne chóry ( kiedy udało mi się odłożyć na bok jeszcze większy niż u księży społeczny konserwatyzm i obskurantyzm prawosławnych popów jakich miałem okazję spotkać ). Ale katolicka tradycja była dla mnie zwyczajnie nudnym, fałszującym zawodzeniem lokalnego księdza, niedzielną mszą, podczas której zajmowaliśmy się głównie odliczaniem czasu pozostałego do wyjścia na zewnątrz i do zabawy, całą tą siarką i ogniem piekielnym, a wcale miłością. Ani w postawach życiowych ani w estetycznym doświadczeniu mogłem odnaleźć cokolwiek poza prawami w stylu taty Hammurabiego, represją i nudą. Spróbowałem Huachumy i wyszedłem w góry, spróbowałem San Pedro i poszedłem pomiędzy kamienne mury katedry w Cuzco, no i jasne było gdzie przemawia Duch. I nie chodzi tu tylko o same enteogeny – piłem także z Santo Daime, i odkryłem, że nie rezonuje ze mną za bardzo. Ścieżka roślin otworzyła moją empatię i zrozumienie, poczułem cierpienie katolickich babcinek i zrozumiałem co kościół może im oferować, ale nie mogłem przekroczyć tej bariery estetyki i symboliki, niemożliwej do wymazania świadomości dwóch tysięcy lat hipokryzji tej organizacji i poczucia, że brak miłości i duchowego doświadczenia jest kompensowany przesadną sztywnością i kaznodziejstwem.

 

 

A jednak w zeszły piątek zobaczyłem coś w rodzaju światełka w tunelu, i moim osobistym zdaniem, to dzięki połączeniu dyscypliny tradycji z praktycznymi umiejętnościami zdobytymi przez lata prób, nie teoretycznych czy teologicznych dywagacji ale konkretnych doświadczeń, dr Jacques Mabit może być jednym z niewielu jakich miałem okazję spotkać, którzy przyczyniają się do odrodzenia mistycznej ścieżki zakorzenionej w chrześcijaństwie, ścieżki gdzie w doświadczeniu boskości można uczestniczyć, a nie tylko czytać o nim w relacji sprzed 2000 lat podczas cotygodniowego intelektualnego rytuału. Wygłaszam powyższe jako osobistą opinię, on sam może postrzegać ją jako herezję, ale bądź co bądź nie jestem związany żadną relacją z instytucją i mogę pozwolić sobie na bycie heretykiem. Bardziej na mnie wpłynął koncept beshara, bliżej mi do anarchicznych Qalandarów niż trzeźwych strażników shariah, tańczenie z sufi nigdy nie sprawiło, że zacząłem wyżej cenić meczet niż otwartą łąkę, i tak samo tutaj, sądzę że słuchanie superszybkich, kreatywnych i urzekających modlitw i icaros dr Mabit jest tak blisko jak mogę póki co być chrześcijańskiego doświadczenia boskości, z małym prawdopodobieństwem, iż ujrzycie mnie na najbliższej niedzielnej mszy. Ale dla kogoś kto zawsze raczej preferował niezrozumiałe pieśni Shipibo by nie być zmuszonym do wysłuchiwania “pod wpływem” że “Jesus Christo curandero” to i tak bardzo dużo, i że może to być świetna brama do chrześcijaństwa dla takich jak ja. Drodzy wyznawcy Księgi, nie podążajcie za złym przykładem swych radykalnych muzułmańskich kolegów, którzy bombardują sufickie sanktuaria, i spróbujcie zrozumieć pracę tego człowieka. Ludzie tacy jak on mogą być doskonałą przynętą w waszej pracy rybaków dusz, albo, innymi słowy, świetnymi sprzedawcami w tej erze globalnego supermarketu tradycji.

 

Pełna historia z Takiwasi, centrum pracy z uzależnieniami jakie prowadzi dr Mabit już wkrótce.

in between / pomiędzy

May 28th, 2017

 

Slavic believed that world was created by Crnobog and Belobog who, through joint effort, brought their creation to perfection. Although during the process of world creation the gods came into conflict, precisely those actions they performed against each other caused the universe to look as it does. Cernobog ruling dark half of the year, opposed by Belobog – the ruler of the sunny half.

 

 

Słowianie wierzyli, iż świat stworzony został przez Czarnoboga i Biełoboga, którzy wspólnym wysiłkiem doprowadzili stworzenie do ideału. Chociaż poprzez procesu tworzenia świata bogowie popadli w konflikt, właśnie te działania, które czynili przeciw sobie sprawiły iż świat wygląda tak jak wygląda. Czarnobog rządzi ciemną połową roku, a przeciwny mu Białobog jest władcą słonecznej.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Despite being present in my homeland much earlier than the import of self-rightheous Christianity, this belief seems to be more mature and corresponding to reality of human psyche, as well as very universal. I am sitting in a library in a remote Amazonian town of Leticia, on the border of Colombia, Peru and Brasil, and in “The Dawn of Brasilian Soul” by Roberto Gambini I find this passage :

 

 

Pomimo, iż te wierzenia obecne były w mojej ojczystej ziemi dużo wcześniej niż importowane misjonarskie chrześcijaństwo, wydają się bardziej dojrzałe i odpowiadające rzeczywistości ludzkiej psychiki, jak również bardziej uniwersalne. Siedzę w bibliotece w sercu Amazonii, w mieście Leticia na pograniczu Brazylii, Kolumbii i Peru i w eseju Roberto Gambini”Świt brazylijskiej duszy” odnajduję taki oto fragment :

 

 

 

 

Po bitwie pod Ceutą w 1415 Iberyjczycy w końcu pozbyli się Innego, tych, którzy nie byli tacy sami jak oni, wyrzucając Maurów, Żydów, pogan, niewiernych, grzesznych, jednym słowem różnorodność postrzeganą jako paranoiczne zagrożenie. To militarne i inkwizycyjne zwycięstwo odpowiada, na płaszczyznie psychologicznej, ogromnej skumulowanej energii w kolektywnym jądrze ego i racjonalizmu, które będzie odtąd szukać nieograniczonej ekspansji.

Cóż, dokładnie w tym samym czasie kiedy Europejczycy wyrzucili zewnętrznego Innego do odległych krain, wewnętrzny Inny pojawił się przed nimi w Amerykach, jako doskonały cel do projektowania europejskiego i chrześcijańskiego cienia. Musiało minąć czterysta lat aby psychologia zainicjowana przez Freuda przyznała, że zło nigdy nie leży wyłącznie w Innym, jak samozwańczy pan świata, i psychiki, ego, chciałoby wierzyć, ale także w psychice oskarżycieli, z której zło projektuje się na zewnątrz, aż znajdzie strukturę na której może się oprzeć.

 

 

Magic happens through symbols, through naming things, through declaring. It has been true in many cultures. Amen, let it be so. Abracadabra, “I create as I speak”. The icaros of Shipibo are mostly words describing what is being done and how things should be. Expressing intention is declaration of desired change. So first step to reconcilation is actually expressing wish for it to happen. It can be done through words, or through meaningful symbols, through gestures.

It is essence of Christian message, no matter how poorly executed in practice in actual history of Christianity, you can find it in its core prayer, often mindlessly repeated :  “Forgive us our trespasses as we forgive those who trespass against us”.

 

 

Magia dzieje się poprzez słowa, poprzez nazwanie rzeczy, poprzez zadeklarowanie. Tak było w wielu kulturach. Amen, niech tak się stanie. Abrakadabra, “Tworzę tak jak nazywam”. Icaros, magiczne pieśni plemienia Shipibo to głównie słowa i frazy opisujące to, co uzdrowiciel własnie robi, i jaki powinien być stan rzeczy. Określenie intencji jest deklaracją pożądanej zmiany. A zatem pierwszym krokiem do pojednania – przywrócenia jedności – jest właśnie wyrażenie życzenia aby to się stało. Może to zostać uczynione przez słowa, albo przez znaczące symbole, gesty.

To esencja chrześcijańskiego przekazu, ( i nieważne jak kiepsko wprowadzano ją w praktykę w historii chrześcijaństwa) , można ją odnaleźć w jego najważniejszej modlitwie, często tylko bezmyślnie recytowanej – “i wybacz nam nasze winy, jako i my wybaczamy naszym winowajcom”.

 

 

 

 

 

 

But reconciliation is more than just forgiveness. It is peace coming out of acceptance. It is not only about relation between ourselves and others, but also between us and the world, us and our lifes, including our own mistakes, so most of all, about relation with ourselves.

What happened, happened for some reason, and to acknowledge this, doesn’t mean escaping responsibility or saying it doesn’t matter, on the contrary, it means embracing it fully as part of reality, instead of denying. I take it as it is, I accept what happened and consequences, instead of wishing it was different.  The reason why I forgive those who “tresspass against me” is not to make me look good in eyes of some external entity who will then do me a favour, but because these acts – and states of forgiveness and reconciliation are connected, are feeding each other – in me, in others, in the world.  I can easier forgive myself, if I am forgiven by the one, whom I done wrong. But if I don’t go through that process myself, I will never be able to fully love myself, and then reconciliation with the other can never happen.  We are told, in the same tradition I quoted above, to love the other as oneself. So we do, the problem is not that many of us don’t follow this commandment, we do. The problem is that in reality we don’t love ourselves enough.

And love is not about haggling, transaction and seeing what do I receive from it, is about fearless giving first, and letting go of expectations. In the end, all these words above matter little, they are just words. Only on the other side of this act you can see the true benefits of it, so don’t reason, let go.

 

 

Ale pojednanie to coś więcej niż tylko przebaczenie. To pokój płynący z akceptacji. To nie dotyczy tylko relacji między nami a innymi, ale także między nami i światem, nami i naszymi życiami, włączając w to nasze własne błędy, więc przede wszystkim, relacji z samym sobą.

Co stało się, stało z jakiegoś powodu, i przyjąć to do świadomości niekoniecznie oznacza to ucieczkę od odpowiedzialności czy twierdzenie, że nie ma to znaczenia, przeciwnie, oznacza to pełną akceptację tego jako cżęści rzeczywistości, zamiast wyparcia. Przyjmuję to takim jakim jest,  akceptuję co się zdarzyło i tego konsekwencje, zamiast marzenia o tym by było inaczej. To pogodzenie z prawdą, czyli pojednanie.  Powód dla którego przebaczam “moim winowajcom” to nie aby lepiej wyglądać w oczach jakiejś istoty w chmurach, która nagrodzi mnie za to swoją dyspensą, ale ponieważ te akty – i stany pogodzenia i pojednania są połączone, co oczywiście zawiera się w słowie jedność, karmią się nawzajem – we mnie, w innych, w świecie.  Mogę łatwiej wybaczyć sobie samemu, jeżeli jest mi wybaczone przez tego, któremu krzywdę uczyniłem. Ale jeżeli nie przejdę przez ten proces samowybaczenia, nie będę także w stanie w pełni pokochać siebie samego, i wówczas o żadnym pojednaniu nie ma mowy. Ta sama tradycja zacytowana na początku mówi by kochać bliźniego jak siebie samego.  Tak czynimy, problem nie leży w tym, iż wielu z nas nie podąża za tym przykazaniem, robimy to naturalnie. Problem w tym, że tak naprawdę nie kochamy samych siebie.

A miłość to nie targowanie się i transakcja i sprawdzanie “a co ja będę z tego miał”, to pozbawione strachu i wyrachowania dawanie jako pierwszy, bez oczekiwań. W gruncie rzeczy powyższy tekst to tylko słowa, niewiele znaczą. Tylko po drugiej stronie, już po dokonaniu tego aktu można zrozumieć prawdziwe jego korzyści, więc nie ma co rozumować, od-puszczaj.

 

 

 

young vine

February 26th, 2017

 

“I AM THE LIVING GOD, The Vine, and you are the branches; whoever abides with me and I in him, this one brings forth much fruit, because without me, you can do nothing.”
 
 
John 15:5

 

 

 

 

 

Wracaliśmy z lasu a po drodze była Górka Klasztorna. Najstarsze sanktuarium maryjne w Polsce zbudowane jest na miejscu gdzie “Najświętsza Panienka” objawiła się pod świętym dębem, na terenie “pogańskiego kultu”, obsikanym w ramach znaczenia terenu, jak to zwykle bywa, w 1079 roku, czterdzieści lat po “reakcji pogańskiej”, ostatnim dużym powstaniu skierowanym przeciwko ideologicznemu okupantowi i przychodzącemu z nim systemowi feudalnej eksploatacji ciemnego parafianina.

Klasztor jest pod kontrolą “Księży Misjonarzy Świętej Rodziny” i na wejściu do Bazyliki leżą ich ulotki. Historia dzieje się dziś, wystarczy mieć otwarte oczy.

 

 

We were driving back from the forests in north and on our way we stopped in oldest shrine dedicated to “Virgin Mary” in Poland, which is built on the spot of ancient pagan worship, where under sacred oak tree this Middle Eastern goddess appeared, as it usually happens, to mark the conquered territory and fight old culture, in 1079, forty years after crushing of last big pagan uprising against ideological and economical oppression which came with Christianity.

The shrine is run by “Priest Missionaries of Holy Family” and in the entrance to main church they left their leaflets. They say “this could be you” and prove that history is happening today, one only needs open eyes to see.

 

 

 

 

 

 

 

 
 

 

The Feast of Corpus Christi (Latin for Body of Christ), also known as Corpus Domini, is a Latin Rite liturgical solemnity celebrating the tradition and belief in the body and blood of Jesus Christ and his Real Presence in the Eucharist.  During this day, a chalice which used to represent Great Goddess is carried around in ritual procession and the gathered believe it contains the flesh of God.

 

 

Boże Ciało. W to katolickie święto, kielich-monstrancja, dawny symbol Wielkiej Bogini – w rytualnej procesji obnoszony jest, w wierze iż jest w nim dosłownie zawarte ciało Boga.

 

 
 

 

 

 
 

 


 

 
 

 

 

 
 

 

Healers and entheogenic plants, iboga & ayahuasca, Peru & Cameroon.
 

 
….
 

 
Uzdrawiacze i enteogeniczne rośliny, iboga i ayahuaska. Peru i Kamerun.

 

 
 

 

 

 
 

 

 

 
 

 


 

 
 

 

based on Joseph Cambell, Creative Mythology, in “Masks of God” series, pages 626-631 /// tekst na podstawie ostatniej części serii “Maski Boga” autorstwa Josepha Campbella, “Twórcza mitologia”, strony 626-631

 
 
 
 

 

 
 

Traditionally, as our survey of the myths of the world has disclosed, the idea of an absolute ontological distinction between God and man – or between gods and men, divinity and nature – first became an important social and psychological force in the Near East, specifically Akkad, in the period of the first Semitic kings, c. 2500 B.C.

 

 


 

 
Jak pokazał dotąd nasz przegląd mitów świata, idea absolutnego ontologicznego rozróżnienia pomiędzy Bogiem i człowiekiem, czy też pomiędzy bogami i ludźmi, boskością i naturą, po raz pierwszy nabrała społecznej i psychologicznej mocy na Bliskim Wschodzie, konkretnie w królestwie Akkad, w okresie pierwszych semickich królów, około 2500 r p.n.e
 

 
 

 

 

Then and there it was that the older, neolithic and Bronze Age mythologies of the Goddess Mother of the universe, in whom all things have their being, gods and men, plants, animals, and inanimate objects alike, and whose cosmic body itself is the enclosing sphere of space-time within which all experience, all knowledge, is enclosed, were suppressed and set aside in favor of those male-oriented, patriarchal mythologies of thunder-hurling warrior gods that by the time a thousand years had passed, c. 1500 B.C., had become the dominant divinities of the Near East.
 

 

 

 

To właśnie wtedy i tam starsze, neolityczne i pochodzące z epoki brązu mitologie Bogini Matki wszechświata, w której żyją wszystkie rzeczy, bogowie i ludzie, rośliny, zwierzęta i cała materia, i której kosmiczne ciało jest sferą czasoprzestrzeni w której zamyka się całe doświadczenie i cała wiedza, te mitologie zostały wyparte i odrzucone, a ich miejsce zajęły męskie, patriarchalne mity miotających piorunem wojowniczych bogów, którzy w czasie upływu tysiąca lat, do ok 1500 r p.n.e stali się dominującymi władcami bliskowschodniego panteonu.
 

 

 

 

 

 

 

 

The Aryan warrior herdsmen, driving downward from the north into Anatolia, Greece, and the Aegean isles, as well as west to the Atlantic, were also patriarchal in custom, worshiping gods of thunder and war. In contrast to the Semites, however, they never ranked ancestral tribal gods above the gods of nature, or separated divinity from nature…
 

 

 

 

Aryjscy wojownicy – pasterze, gnający z północy na tereny Anatolii, Grecji, wysp Egejskich, jak i na zachód aż po Atlantyk także kultywowali patriarchalne zwyczaje, czcili bogów grzmotu i wojny. W przeciwieństwie do Semitów jednak nigdy nie wywyższyli plemiennych bożków przodków ponad bogów natury ani nie rozdzielili boskości od natury …

 

 

 


 

 
 

…whereas among the Semites in their desert homeland, where nature-Mother Nature-had little or nothing to give and life depended largely on the order and solidarity of the group, all faith was placed in whatever god was locally recognized as patron-father of the tribe. “All Semitic tribes,” declares one distinguished authority in this field, the late Profesor S. H. Langdon of Oxford, “appear to have started with a single tribal deity whom they regard as the divine creator of his people.” ( hence – “don’t worship other gods”, not that “there are no other gods” )
 

 


 

 

… podczas gdy wśród Semitów w ich pustynnych ojczyznach, gdzie natura – Matka Natura – miała mało albo nic do zaoferowania i przetrwanie zależało głównie od porządku i solidarności w grupie, cała wiara została skierowana na któregolwiek z bogów jakiego lokalnie uznano jako patrona – ojca plemienia. “Wszystkie semickie plemiona”, jak stwierdza jeden z wybitnych autorytetów na tym polu, profesor S.H.Langdon z Oksfordu,”zdają się mieć na początku jedną plemienną boską postać, którą uznają jako stworzyciela swojego ludu” ( stąd – “nie miej innych bogów przed mną” a nie “nie ma innych bogów” )

 

 

 

 

 

 

The laws by which men lived, therefore, were not the laws of nature, universally revealed, but of this little tribe or that, each special to itself and derived from its own mythological first father.
 

 

 

 
Prawa według jakich ci ludzie żyli nie były więc prawami natury, uniwersalnie objawianymi w róznych kontekstach kulturowych, ale tego lub innego plemienia, każde odrębne, wywiedzione od swego mitologicznego pra-ojca.

 

 

 

 

 

 

The outstanding themes of this Syro-Arabian desert mythology, then, we may summarize as follows: 1. mythic dissociation, God as transcendent in the theological sense defined above, and the earth and spheres, consequently, as mere dust, in no sense “divine”; 2. the notion of a special revelation from the tribal father- god exclusively to his group, the result of which is 3. a communal religion inherently exclusive, either as in Judaism, of a racial group, or as in Christianity and Islam, credal, for and of those alone who, professing the faith, participate in its rites. Still further, 4. since women are of the order rather of nature than of the law, women do not function as clergy in these religions, and the idea of a goddess superior, or even equal, to the authorized god is inconceivable. Finally, 5. the myths fundamental to each tribal heritage are interpreted historically, not symbolically (…)
 

 

 

 
Wyróżniające się motywy w bliskowschodniej pustynnej mitologii możemy podsumować następująco : 1. mityczna dysocjacja, Bóg jest transcendentny w teologicznym sensie wcześniej zdefiniowanym, a ziemia marnym pyłem, w żadnym sensie nie jest “boska” ; 2. idea szczególnego objawienia plemiennego boga – boga wyłącznie dla tej grupy, czego rezultatem jest 3. wspólna religia z samego założenia ekskluzywna – ograniczona jak w wypadku judaizmu, do grupy etnicznej, albo jak w wypadku chrześcijaństwa i islamu, do podpisujących się pod credo, tylko dla tych którzy wyznają konkretną wiarę, i uczestniczą w jej rytuałach. Kolejne to 4. skoro kobiety przynależą raczej do porządku natury niż prawa, nie pełnią oficjalnych funkcji w tychże religiach, i idea bogini wyższej, a nawet równej jedynemu autoryzowanemu bogu jest nie do pomyślenia. Wreszcie na koniec, 5. prawa fundamentalne dla konkretnego, własnego plemiennego dziedzictwa interpretuje się historycznie a nie symbolicznie (…)
 

 

 

 

 

 

In the earlier, Bronze Age order, on the other hand – which is fundamental to both India and China, as well as to Sumer, Egypt, and Crete – the leading ideas, we have found, were : the ultimate mystery as transcendent of definition yet immanent in all things; (…) the universe and all things within it as making multifariously manifest one order of natural law, which is everlasting, wondrous, blissful, and divine, so that the revelation to be recognized is not special to any single, super- naturally authorized folk or theology, but for all, manifest in the universe (macrocosm) and every individual heart (microcosm)
 

 


 

 

We wcześniejszym porządku epoki brązu z kolei – stanowiącym podstawy zarówno kultury Indii, Chin jak i Sumeru, Egiptu i Krety – wiodące idee jakie odkryliśmy były następujące : najgłębsza tajemnica jest transcedentna z definicji a zarazem obecna we wszystkim , (…) wszechświat i wszystkie rzeczy w nim zawarte w nieskończonej różnorodności manifestują jeden porządek naturalnego prawa, które jest wieczne, cudowne, błogie i nacechowane boskością, tak więc objawienie jakiego tu szukamy nie przynależy jednej, konkretnej, namaszczonej przez nadnaturalną siłę teologii czy tradycji ale wszystkim – i jest obecne we wszechświecie ( makrokosmosie ) i każdym pojedynczym sercu ( mikrokosmosie )
 

 

 

 

 

 

(…) Now it can hardly be said of the Christian cult, which sprang into being in this ( Middle Eastern ) environment and was carried thence to Europe, that it was “brought forth” from the substance, life experiences, reactions, sufferings, and realizations of any of the peoples on whom it was impressed. Its borrowed symbols and borrowed god were presented to these as facts; and by the clergy claiming authority from such facts every movement of the native life to render its own spiritual statement was suppressed. Every local deity was a demon, every natural thought, a sin. So that no wonder if the outstanding feature of the Church’s history in the West became the brutality and futility of its increasingly hysterical, finally unsuccessful, combats against heresy on every front!
 

 

 

 

(…) Niezupełnie da się powiedzieć o chrześcijańskim kulcie, który wyrósł na tym bliskowschodnim podłożu, i został póżniej eksportowany do Europy, że “wydobyty” został z istoty, życiowych doświadczeń, reakcji, cierpień i uświadomień którychkolwiek z tych ludów którym został wdrukowany. Jego pożyczone symbole i pożyczony bóg zostały zaprezentowane jako historyczne fakty, a kler opierający swój autorytet na rzekomej autentyczności tych faktów zajął się tłumieniem jakichkolwiek rdzennych ruchów próbujących własnych duchowych poszukiwań. Każdy lokalny bóg stał się demonem, każda rdzenna forma myśli – grzechem. Nie jest więc dziwne, że najbardziej charakterystyczna cecha w historii kościoła na zachodzie to brutalność jak i bezsens jego coraz bardziej histerycznej a ostatecznie nieskutecznej wojny z herezją na każdym froncie !

 

 

 

 

 

 

On the popular side, in their popular cults, the Indians are, of course, as positivistic in their readings of their myths as any farmer in Tennessee, rabbi in the Bronx, or pope in Rome. Krishna actually danced in manifold rapture with the gopis, and the Buddha walked on water. However, as soon as one turns to the higher texts, such literalism disappears and all the imagery is interpreted symbolically,  as of the psyche.

We read in the Brihadaranyaka Upanishad:


“Whoever knows “I am brahman!”  becomes this All, and not even the gods can prevent his becoming thus, for he becomes their very Self. But whoever worships another divinity than his Self, supposing “He is one, I am another,” knows not. He is like a sacrificial beast for the gods. And as many animals would be useful to a man, so is even one such person useful to the gods. But if even one animal is taken away, it is not pleasant. What then, if many? It is not pleasing to the gods, therefore, that people should know this.”

 

 

 

 

W swoich popularnych, ludowych odmianach religii Hindusi są oczywiście tak pozytywistyczni w swym odczytywaniu mitów jak jakikolwiek farmer z Tenessee, rabin z Bronxu czy papież z Rzymu. Kryszna dosłownie tańczył w uniesieniu w konkretnym historycznym momencie a Budda chodził po wodzie. Jednak wystarczy zajrzeć do wyższych tekstów, i taka dosłowność znika a obrazy są interpretowane symbolicznie, jako metafory psyche.

Czytamy w Upaniszadach, wieki przed Chrystusem :

Ktokolwiek wie “Ja jestem Brahman!”, staje się tym Wszystkim, i nawet bogowie nie mogą go od tego stawania powstrzymać, bo on staje się nimi. Ale ktokolwiek czci jakąś inną boskość niż Jaźń, zakładając “On jest tym, a ja czym innym”, ten błądzi. Jest jak ofiarna zwierzyna dla bogów. I tak jak wiele zwierząt byłoby użytecznych człowiekowi, tak i nawet jedna taka osoba jest użyteczna bogom. Ale jeżeli nawet jedno zwierze jest zabrane, nie jest to przyjemnym. Cóż wtedy, kiedy wiele? Nie jest to miłe bogom, zatem, żeby ludzie poznali prawdę”

 

 

 

 

 

 

[ Photos : Mali, Polish folk catholic shrines, Mongolia, the Amazon and India / Zdjęcia z : Mali, Lichenia i Jasnej Góry, Amazonii i Indii ]
 

 

 

 

 

“Banzie even of the Commencement of Life chapels say that all men search for God but most men commit the sin of searching too far for him.”

 

 

“Banzie nawet z nurtu “Początek Życia” powtarzają, iż wszyscy ludzie szukają Boga, ale większość z nich popełnia grzech szukania zbyt daleko.”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…)On the face of these myths Jesus is the Old Cain who is the Old Adam who is the Old and ever-present God of this world and the Above, Zame ye Mebege. Jesus is also and at once the son, the brother and the husband of Mary who is the Old Abel, the Old Eve and the Old and ever-present Nyingwan Mebege, the creative matrix of the world and primordial source of wisdom.

 

 

(…) z treści tych mitów wynika, iż Jezus to dawny Kain, który to jest dawnym Adamem, a ten z kolei Starym i zawsze obecnym Bogiem tego świata i Powyżej, Zame ye Mebege. Jezus jest także jednocześnie synem, bratem i mężem Marii, która jest dawnym Ablem, Ewą i Starą i zawsze obecną Nyingwan Mebege, twórczą macierzą świata i pierwotnym źródłem wiedzy.

 

 

 

 

 

 

Because of this multivalence Jesus is understood as having the capacity to intermediate between men and the gods and he is often referred to as Eyen Zame (He Who Sees God) or simply as nganga, the term for the traditional holder of supranatural power of healing and clairvoyance.

 

 

Z powodu tej wieloznaczeniowości Jezus jest postrzegany jako ten, który ma możność pośredniczyć między bogami i ludźmi i nazywa się go często Eyen Zame ( Ten, Który Widzi Boga ) lub po prostu nganga, co jest określeniem tradycyjnego dzierżcy nadnaturalnej mocy uzdrawiania i przepowiadania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesus is given a very human presence and is frequently referred to as emwan mot, ”the child of man”. It is his humanity that is featured, for in his self-sacrifice he showed men how ‘to suffer’ – how to face the state of despair (engongol) which is a constant preoccupation of Bwiti, and how to tread to completion the severed path of birth and death.

 

 

Jezus ma tu bardzo ludzką postać, i często nazywany jest emwan mot, “dziecko człowieka”. To jego człowieczeństwo jest na pierwszym planie, bo w swoim samo-ofiarowaniu pokazał ludziom “jak cierpieć” – jak zachować się wobec stanu rozpaczy ( engongol ), który jest ciągłym zmartwieniem Bwiti, i jak podążać aż do celu przerwaną ścieżką życia i śmierci.

 

 

 

 

 

 

In the land below men have lost knowledge of the land above and hence need experts, nganga, to penetrate the now hidden things of the land above. Of course members of Bwiti regularly make that penetration without help of nganga, although the chief dancers in the night- long rituals are called nganga and in their dancing lead men from this life to the next. In the more Christianized branches Jesus is referred to as nganga- he who enables men to see beyond this life.

This, I believe, is the meaning of quotes such as “I am the gate, through me you will find truth”, or the gnostic “kingdom of heaven is within you”.

In that sense Jesus is a Savior in recent Bwiti. He saves Banzie ( the initiated ) by showing them how to tread the path of birth and death in order to reach God.

 

 

W dolnym świecie ludzie stracili wiedzę o krainie powyżej i w związku z tym potrzebują specjalistów, nganga, aby przebić się przez zasłonę zakrywającą wyższą rzeczywistość. Oczywiście członkowie Bwiti regularnie dokonują takiej penetracji bez pomocy ngangów,  ale to główni tancerze w całonocnych rytuałach, zwani nganga, w swym tańcu prowadzą ludzi od tego życia do następnego. W bardziej schrystianizowanych gałęziach Bwiti Jezusa nazywa się ngangą – tym, który umożliwia ludziom spojrzenie poza to życie.

Tutaj, jak rozumiem, realizuje się znaczenie cytatów takich jak “jestem bramą, przeze mnie znajdziecie prawdę” czy gnostyckiego “królestwo niebieskie jest w was”.

W tym sensie Jezus jest zbawicielem we współczesnym Bwiti. Zbawia on Banzie ( inicjowanych ), pokazując im sposób podróży ścieżką życia i śmiercu, do Boga.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

It would be a mistake, however, to assume that this centrality is sufficient to label latter-day Bwiti theology as Christocentric and to type Bwiti as a separatist or independent form of Christianity. Communication with the ancestors and not simply with Christ and through him with God remains the central object of Bwiti. Banzie even of the Commencement of Life chapels say that all men search for God but most men commit the sin of searching too far for him. God is first of all close by in the presence of the ancestral dead.

 

 

Byłoby błędem jednak zakładać, że ta centralna pozycja figury Jezusa jest wystarczająca by określić teologię współczesnego Bwiti jako chrystocentryczną, a Bwiti klasyfikować jako separatystyczną czy niezależną formę chrześcijaństwa. To komunikacja z przodkami ( a nie z samym Chrystusem a przez niego z Bogiem ) jest głównym celem Bwiti. Banzie nawet z nurtu “Początek Życia” powtarzają, iż wszyscy ludzie szukają Boga, ale większość z nich popełnia grzech szukania zbyt daleko. Bóg jest przede wszystkim tuż obok, w obecności rodu.


 

 

 

 

If we are searching for a central divinity in Bwiti it would be, in any case, not Jesus but his mother, sister, and wife, Nyingwan Mebege, the sister of God and universal matrix and source of knowledge. The ritual figure of the nganga, from the moment of his appearance in the circle of origin outside the chapel and throughout his leadership of the sequence of dances, has as his primary objective the relating of men to the ancestral dead and through them to the Great Gods and principally the Sister of God.

 

 

Jeżeli szukać centralnej boskiej figury w Bwiti, to byłby to nie Jezus, ale jego matka, siostra i żona, Nyingwan Mebege, siostra Boga i uniwersalna macierz, źródło wiedzy. Rytualna figura ngangi, od momentu jego pojawienia się w kręgu pochodzenia, na zewnątrz kaplicy, i poprzez całe jego prowadzenie sekwencji tańców, ma jako główne zadanie nawiązanie łączności ludzi ze zmarłymi przodkami i poprzez nich z Wielkimi Bogami, a przede wszystkim, z Siostrą Boga.

 

 

 

 

 

 

 

 

[ photos : Cameroon 2014, text in italic from : Fernandez, James W. Bwiti An Ethnography of the Religious Imagination in Africa. Princeton University Press ]

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.