światosław / tales from the world

Posts tagged:

peru

 

 

 

“La Ayahuasca apareció de manera sorpresiva en mi vida en 1986 cuando quería explorar las potencialidades terapéuticas de las medicinas tradicionales. A la vez ello se inscribía en un proceso de búsqueda personal, psicológica, espiritual y  profesional, iniciado mucho antes y que encontró un giro importante cuando estuve en 1984 en Calcuta donde la Madre Teresa y tuve una experiencia de estado modificado de la consciencia sin tomar nada sino acompañando a un moribundo en sus últimos momentos. Ahí decidí dejar los caminos seguros e ir a la aventura en la Amazonía peruana. Se desgarró el velo y entendí que había encontrado lo que buscaba sin saberlo. Me llevó a fundar el Centro Takiwasi para tratar personas con problemas de adicción, a pesar de mis resistencias sobre una perspectiva de vida que no había imaginado. Me llevó también a muchas otras plantas y técnicas ancestrales de sanación sin toma de plantas. Fue como  pasar de ver una película en blanco y negro a una en 3D y a colores. Resumiría unas vivencias tan  complejas y difíciles de poner en palabras diciendo que se trata esencialmente para mí de un camino de reconciliación con lo que es y lo que soy, mi historia, mis orígenes, mis cualidades y mis limitaciones y más que todo con la herencia cristiana que es el tesoro absoluto donde el uso correcto y ritualizado de las plantas juega un papel de precursor en el conocimiento de la Caritas, el amor espiritual.

La Ayahuasca no crea ninguna dependencia y exige “pagar el precio” para acceder al conocimiento. Esa exploración de las profundidades de lo invisible personal, colectivo y transpersonal requiere coraje, perseverancia y humildad. Solicita una alta cuota de sufrimiento y exigencia, la confrontación con el ego y los miedos más profundos como una especie de “suero de la verdad”. Es nada menos que lúdico. Abre las puertas a una vivencia mística de contacto directo con el mundo espiritual que conduce a una encarnación cotidiana con el sufrimiento del otro y el desarrollo de una compasión activa. No es una droga en el sentido popular de la palabra pero como cualquier cosa de la creación, aun las más sagradas, puede transformarse en instrumento de poder, de inflación del ego en vez de ampliación de la consciencia. Todo depende de la actitud interior, la sinceridad, la humildad, y de un uso guiado y correctamente ritualizado. La Ayahuasca “enseña el camino” pero no lo recorre a nuestro lugar… sin invertir en lo cotidiano, sin seguir las indicaciones y las reglas ancestrales de uso, como toda medicina se puede transformar en veneno, y en este caso un veneno del alma.”

 

 

 

 

Ayahuaska pojawiła się w moim życiu w zaskakujący sposób w roku 1986, kiedy zacząłem eksplorację terapeutycznego potencjału medycyny tradycyjnej. Była to jednocześnie część mojego własnego procesu, osobistego, psychologicznego, duchowego, i zawodowego poszukiwania, zaincjowanego dużo wcześniej, a poważnie przekierowanego na inne tory, kiedy miałem okazję być świadkiem przy ostatnich momentach życia Matki Teresy w Kalkucie w roku 1984, i doświadczyłem odmiennego stanu świadomości, bez zażycia jakiejkolwiek substancji. To wówczas zdecydowałem się opuścić bezpieczne ścieżki i wyruszyć na przygodę w peruwiańskiej Amazonii. Zasłona została rozdarta i zrozumiałem, iż znalazłem to czego szukałem, nie wiedząc o tym. To spowodowało powstanie Centrum Takiwasi, gdzie leczymy osoby z problemami uzależnień, pomimo moich pierwotnych oporów wobec perspektywy życia, jakiego sobie wcześniej nie wyobrażałem. Ta ścieżka poprowadziła mnie także do poznania wielu innych roślin i rdzennych technik uzdrawiania bez użycia roślin. Było to jak przejście od oglądania filmów czarnobiałych do kolorowych i do tego w 3D. Podsumowałbym te doświadczenia, tak złożone i trudne do zawarcia w słowach, mówiąc iż mamy tu w zasadzie do czynienia ze ścieżką pogodzenia się z tym co naprawdę jest, kim jestem ja, moją historią, moim pochodzenieniem, moimi zaletami i ograniczeniami, a przede wszystkim, z moim chrześcijańskim dziedzictwem, które jest absolutnym skarbem, gdy poprawne i rytualne użycie roślin odgrywa rolę prekursora w zdobyciu poznania Caritas, duchowej miłości.

 

Ayahuaska nie generuje żadnego rodzaju uzależnienia, i wymaga “zapłacenia ceny” za dostęp do wiedzy. Ta eksploracja głębin niewidzialnego, osobistego, kolektywnego i transpersonalnego, wymaga odwagi, wytrwałości, pokory. Oznacza także konieczność wielkiego cierpienia, dyscypliny, konfrontacji z ego i najgłębszymi strachami, niczym rodzaj “serum prawdy”. To nie jest zwykła zabawa. Otwiera drzwi mistycznego doświadczenia bezpośredniego kontaktu ze światem duchowym, które prowadzi w życiu codziennym do połączenia się z cierpieniem, i rozwinięcia aktywnego współczucia. To nie jest narkotyk w popularnym znaczeniu tego słowa, ale jak wszystko co stworzone, nawet najbardziej święte, może przeistoczyć się w instrument władzy, inflacji ego, zamiast poszerzenia świadomości. Wszystko zależy od wewnętrznego nastawienia, uczciwości, pokory, jak i prowadzonego i poprawnie zrytualizowanego stosowania. Ayahuaska “pokazuje drogę” ale nie przejdzie jej za nas. Bez inwestycji w codzienną praktykę, bez podążania za wskazówkami i pradawnymi wskazówkami użycia, jak każda medycyna, może przekształcić się w truciznę, i w tym wypadku oznacza to truciznę dla duszy.

 

 

 

 

 

Ayahuasca appeared in a suprising way in my life in 1986, when I wanted to explore the therepeutical potential of traditional medicines. At the same time it fit in my process of personal, psychological, spiritual and professional search, intitiated much earlier, which came to important turn when I was present at Mother’s Theresa dying moments in Calcultta in 1984 and experienced altered state of consciousness without having taken any substance. That is when I decided to abandon the safe paths and go for an adventure in Peruvian Amazon. The veil has been torn and I understood that I have found what I was looking for, without knowing it. It brought me to create Takiwasi Center for treatment of persons with addiction problems, despite my resistance to perspective of life I had not imagined before. It also brought me to a lot of other plants and ancestral techniques of healing without use of plants. It was like moving from seeing a black and white film to one in 3d and in colours. I would sum these experiences so complex and difficult to encase in words by saying that we are dealing here basically with my path of reconcilliation with what really is and who I am , my history, my origins, my qualities and my limitations, and above all, my Christian heritage, which is an absolute treasure, where correct and ritualized usage of the plants plays a role of precursor in obtaining knowledge of Caritas, spiritual love.

 

Ayahuasca does not create any kind of dependency and does require to “pay a price” for accessing the knowlege. This exploration of depths of the invisible, the personal, collective and transpersonal, requires courage, perseverance and humility. It asks for a large amount of suffering and discipline, confrontation with ego and the most profound fears, like a kind of “truth serum”.  It is not a mere play. It opens the doors of mystical experience of direct contact with spiritual world, which leads in daily life to connecting with suffering of the other and development of active compassion.  This is not a drug in popular sense of the word, but like anything in creation, even the most sacred, it can transform into instrument of power, inflation of ego instead of widening of consciousness. Everything depends upon interior attitude, sincerity, humility, and guided and correctly ritualized use. Ayahuasca “shows the way” but is not walking the way for us. Without investing in everyday practice, without following indications and ancestral rules of use, like all medicine it can transform itself into venom, and in this case it means venom for the soul.

 

 

 

wo.da

July 27th, 2017

„Kto podąża ścieżką, musi jak woda pogodzić się z tym, gdzie się znajduje.” [ Lao Tse ]

 

 

 

 

 

 

 

Water unites and water divides. It has been two years and the river never stops. The seasons change there, beyond great ocean, but not here, not in the way familiar. But we stay close to the roots, how we imagine them. We live like our ancestors, separated from them by physical distance, but close in the common experience of exile, that experience of so many generations. I feel their longing now for the willow in the land of oranges. But we are close to them in another way too, in the burden of water carried from stream daily, in smoke from the fire in our eyes, in joy at the abundance of fresh fish and simple pleasure of root dig out from the ground, in the absence of bounty of supermarket happiness.

 

 

Woda oddziela i woda łączy. Minęły dwa lata i rzeka się nie zatrzymuje. Pory roku zmieniają się tam, za wielkim oceanem, ale nie tu, nie w sposób znajomy. Ale pozostajemy blisko korzeni, tak jak je sobie wyobrażam. Żyjemy jak przodkowie, oddzieleni od ich kości fizycznym dystansem, ale bliscy we wspólnym doświadczeniu wygnania, doświadczenia tak wielu pokoleń. Czuję ich tęsknotę za wierzbą w krainie cytryny. Ale jesteśmy ich blisko jeszcze w inne sposoby, w brzemieniu wody codziennie niesionej ze strumienia, w dymie z paleniska gryzącym w oczy, w radości z powodu obfitości świeżej ryby i prostej przyjemności bulwy wydłubanej z ziemi, wobec braku supermarketowej szczęśliwości.

 

 

 

 

 

Fate twisted like forest river, twisted like Ronin, the cosmic serpent, separates thatched roofs that were and are our shelters. Separates branchless trees of early spring and eternal green of the jungle.

 

 

Los pokręcony jak leśna rzeka, jak Ronin, kosmiczny wąż, oddziela strzechy jakie były i są naszym schronieniem. Oddziela bezlistne drzewa wczesnej wiosny i wieczną zieleń dżungli.

 

 

 

 

 

 

 

 

Branches and leaves are different, but water that nourishes them – it stays the same. In the early hour, just before dawn, even its chill can remind of the paradise lost and bring the memories and now as one.

 

Gałęzie i liście są różne, ale woda, która je żywi – taka sama. O wczesnej godzinie, przed świtem, nawet jej chłód przypomina raj w pamięci żyjący i staje się on tutaj.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Veronika Kavenská is a Jungian therapist. She includes these approaches in clinical practice. Researcher in the field of traditional medicine in Peru and its possible applications in psychotherapy, she wrote a book and several articles on the subject. She currently works as a psychologist in Takiwasi, therapeutic centre in Peru focused on issue of addiction.

 

 

“Before Takiwasi, I never really considered using ayahuasca, I treated is as simply another drug, and I was not interested in these. I was a student of the last year of psychology back then, and after having heard of the work being done here, I came to see it as part of my practice.  I finally decided to experience the brew myself. It was a breaktrough and I quickly saw its enormous potential as a tool to understand oneself in a deeper way, to know oneself, one’s history and ancestors, and from this knowledge to heal, to change things that block our progress in life. So I decided to dedicate my PhD work in clinical psychology to this subject, and at the same, to practice here as therapist.

 

I see this plant as a source of knowledge – both about myself, my personal issues – as well as for my professional life, for work with others as psychotherapist. It also performs well as a supervisor in my relations with patients – it shows me things about it I wouldn’t be able to notice otherwise.

 

It is not a magical pill that changes the life itself, but thanks to the messages received, one can have enough information to make these changes himself. I have been working with ayahuasca for 10 years now and I feel like I am going deeper and deeper in my connection and understanding, so I have no doubts about its value. I am above all amazed how this plant works simultaneously on three levels, physical, spiritual, psychological. It is one of main reasons why the treatment here is so effective – because spiritual dimension is taken into account, unlike most of therapies in the West, where it is completely ignored. This may also be a problem in its wider introduction there, because it requires more than just knowledge of dosis and psychology, rigorous training of years is needed, also to operate on this forgotten, spiritual level.”

 

 

 

 

Veronika Kavenská jest terapeutą w tradycji Junga, i jej podejście stosuje w swojej klinicznej praktyce. Badaczka tradycyjnej peruwiańskiej medycyny i jej możliwych zastosowań w psychoterapii, autorka książki i kilkunastu artykułów na ten temat. Obecnie pracuje jako psycholog w centrum Takiwasi w Tarapoto, Peru, gdzie z dużą efektywnością rozwiązywane są problemy uzależnień od substancji.

 

 

“Zanim trafiłam do Takiwasi nigdy nie rozważałam spróbowania ayahuaski, postrzegałam ją jako po prostu jeden z narkotyków, a te mnie nie interesowały. Byłam studentką ostatniego roku psychologii i opowieści o tym miejscu skłoniły mnie do przyjazdu, w ramach swojej praktyki. Ostatecznie zdecydowałam się na spróbowanie samej substancji. Był to przełom, i szybko dostrzegłam jej wielki potencjał jako narzędzia zrozumienia siebie samego, poznania siebie i swoich tajemnic, swojej historii i przodków, i dzięki tej wiedzy uzdrowienie, zmianę rzeczy, które blokują nasze postępy w życiu.  Podjęłam więc decyzję, by poświęcić swój doktorat w dziedzinie psychologii klinicznej temu właśnie tematowi, i jednocześnie praktykować w Takiwasi jako terapeutka.

 

Postrzegam tą roślinę jako źródło wiedzy – zarówno o mnie samej, o moich osobistych procesach, jak i odnośnie mojego życia zawodowego, pracy z innymi jako psychoterapeutka. Dobrze sprawdza się także w roli superwizora w moich relacjach z pacjentami – pokazuje mi rzeczy, jakich inaczej nie byłabym w stanie zauważyć.

 

To nie jest magiczna pigułka, która sama w sobie zmienia życie, ale dzięki otrzymanym przekazom można mieć dość informacji aby dokonać tych zmian samemu. Pracuję z ayahuaską już 10 lat  i czuję, iż moja relacja z nią i zrozumienie stale się pogłębia, nie mam więc żadnych wątpliwości co do jej wartości. Przede wszystkim jestem wciąż zachwycona jak pracuje ona równocześnie na trzech poziomach, fizycznym, psychologicznym i duchowym. To jeden z głównych powodów, dla których terapia tutaj jest tak efektywna, ponieważ działamy także w wymiarze duchowym, w przeciwieństwie do większości programów na zachodzie, gdzie jest on kompletnie ignorowany. To może stanowić także problem w rozpowszechnieniu ayahuaski na szerszą skalę we współczesnym świecie, bo stosowanie jej wymaga więcej niż tylko znajomości dawki czy psychologii, rygorystycznego, wieloletniego szkolenia, także by móc skutecznie operować na tym zapomnianym, duchowym poziomie.”

The testimonies of patients of Takiwasi, a center based in Tarapoto, Peru, using ayahuasca and psychotherapeutic techniques to break substance addiction.

 

 

 

Relacje pacjentów Takiwasi, ośrodka znajdującego się w Tarapoto, Peru, gdzie ayahuasca w połączeniu z technikami psychoterapeutycznymi jest stosowana w leczeniu uzależnień.

 

 

 

 

 

 

 

Maximiliano ( Chile ) :

 

My reasons for seeking treatment is excessive consumption of alcohol, addiction to cocaine and other drugs. I have tried so far many ways of breaking these addictions, but ayahuasca in the ritual context of Takiwasi center was a breaktrough like none before.

 

There was a tradition of using plants for healing within my family, so I was open to this concept, I have tried mushrooms before or peyote in a ritual in Mexico, and although they had some positive impact, they did not result with the same changes as ayahuasca. I drank it first time here, and from the first experience it was magical encounter, full of spiritual meaning. I connected to my infancy, to my ancestors, to something very ancient about myself and nature. I felt that my problems had a lot to do with lack of roots, they were connected with story of migrations of my family. Drinking aya has shown me whom I really was. I believe that human being is nature – we are part of it. This is why the plants can reveal the truth about ourselves, this fundamental, primordial reality. Drugs I used before or pharmaceuticals were never able to do that, or actually they obscured it even more.

 

 

Powody, dla których poszukiwałem terapii to nadmierna konsumpcja alkoholu i uzależnienie od kokainy i innych narkotyków. Próbowałem wcześniej tak wielu różnych sposobów przełamania tych uzależnień, ale ayahuasca, w zrytualizowanym kontekście centrum Takiwasi była przełomem, jak żaden wcześniej.

 

Była obecna w mojej rodzinie tradycja używania roślin w celach leczniczych, więc byłem na to otwarty, próbowałem wcześniej grzybów czy peyotlu w rytuale w Meksyku, ale chociaż miały one pewny pozytywny wpływ, nie zaowocowały takimi samymi przemianami jak ayahuasca. Wypiłem ją po raz pierwszy tutaj, i od pierwszego doświadczenia było to magiczne spotkanie, pełne duchowego znaczenia. Połączyłem się z moim dzieciństwem, z moimi przodkami, z czymś bardzo starym w sobie, w swojej naturze. Poczułem, iż moje problemy były mocno związane z brakiem korzeni, były połączone z migracjami mojej rodziny. Użycie ayahuaski pokazało mi, kim naprawdę jestem. Uważam, że ludzie są naturą – jej częścią. Dlatego rośliny mogą pokazać nam prawdę o nas samych, tą pierwotną, fundamentalną rzeczywistość. Narkotyki jakie używałem wcześniej, czy farmaceutyki nie były w stanie tego zrobić, a nawet utrudniały to jeszcze bardziej.

 

 

 

 

 

 

 

David ( Iquitos, Peru ) :

 

I am an mechanic, who abandoned his beginning career because I was not interested in anything but drugs, I became addict of pasta ( very toxic and addictive by-product of cocaine production ).

 

What ayahuasca, this spectacular, incredible experience did to me, as to teach to me to think and most of all feel, feel this sensation of sadness that was in me, those nasty things that were done to me, I was not trying to numb this anymore. Then I started to feel love again, to feel the joy of being alive, the need to be in the moment, and what is most important, that stays with me, these are not just temporary feelings in the time of use, but something permanent.

 

 

Jestem z wykształcenia mechanikiem, ale porzuciłem swoją karierę ponieważ nie byłem zainteresowany niczym innym jak narkotykami, uzależniłem się od pasty ( bardzo toksyczny i uzależniający produkt uboczny przy wytwarzaniu kokainy ).

 

Doświadczenie ayahuaski, naprawdę spektakularne, niesamowite, nauczyło mnie myślenia, a przede wszystkim czucia, zwłaszcza emocji smutku, która była we mnie, tych strasznych rzeczy jakie mi zrobiono, nie próbowałem już dłużej ich stłumiać. Potem zacząłem czuć ponownie miłość, radość z życia, potrzebę bycia w chwili, i co najważniejsze, to pozostaje ze mną, to nie tylko tymczasowe wrażenia po zażyciu, ale coś trwałego.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Billy ( 21, Cajamarca, Peru )

 

I am very young but already I was deep into troubles with drugs. What I saw in my ayahuasca visions was that If I continue this, I will end very badly, in prison or death. I decided then that I wanted to be free and to start to heal. I saw the drugs as a vision of countless snakes and spiders covering my heart. The ayahuasca can not be considered as drug – they all left me weaker, despite temporary enchantment,  I ended up worse after taking them, and I did not know who I was. With ayahuasca it is opposite. It heals very deep and I have great respect for it.

 

 

Jestem bardzo młody, ale zdążyłem już popaść w poważne problemy z narkotykami. To, co ujrzałem w swoich wizjach, było jednoznaczne, jeżeli będę dalej używał tych środków, skończę bardzo źle, więzieniem lub śmiercią.  Zdecydowałem wtedy, że chcę być wolnym i zacząć swój proces leczenia. Zobaczyłem narkotyki jako niezliczone węże i pająki pokrywające moje serce. Ayahuaski nie można postrzegać jako narkotyku. One czyniły mnie słabszym, pomimo chwilowego oczarowania, mój stan pogarszał się w miare ich stosowania i nie wiedziałem kim jestem. W wypadku ayahuaski jest odwrotnie. Leczy na bardzo głębokim poziomie, i mam dla niej wielki szacunek.

 

 

 

 

 

 

 

 

Santiago ( 31, Spain )

 

 

I have been a heavy user of many drugs, crack, cocaine, cannabis, whatever. I tried various modes of treatment before, including two long term stays in centers in Spain, full year, but without any success. Then I was able to experience ayahuasca for the first time in my home country, which brought certain effect, especially in affecting my conscience. I started hearing about this center operating in Peru, found out more and finally ended up here. In the whole context of ritualistic use in Takiwasi, in combination with icaros and whole healers work I was able to see ayahuasca as truly healing plant. I could not compare it to drugs I had used in the past, despite modifying consciousness it brings actual healing, there are also many physical sensations that there are not pleasant, it is used in certain context, and above all – with deliberately chosen intention.

 

 

Byłem poważnie uzależniony od rozmaitych narkotyków, między innymi kracku, kokainy, marihuany. Próbowałem wielu dróg terapii, w tym dwóch rocznych pobytów w ośrodkach odwykowych w Hiszpanii, i nic nie przynosiło rezultatów. W końcu trafiłem na ayahuaskę w moim rodzinnym kraju, i zauważalna była pewna zmiana, zwłaszcza jeśli chodzi o moją zwiększoną świadomość. Potem zaczęły dochodzić do mnie informacje o ośrodku działającym w Peru, dowiedziałem się więcej i w końcu wylądowałem tutaj. W ciągu 5 miesięcy mojego pobytu i jedenastu ceremonii, w całym kontekście rytualistycznego użycia, w połączeniu z icaros i pracą uzdrowicieli, mogłem zobaczyć ayahuaskę jako naprawdę leczącą roślinę. Nie chciałbym jej porównywać do narkotyków jakie stosowałem w przeszłości, pomimo modyfikacji świadomości przynosi ona rzeczywiste uzdrowienie, jej użycie wiąże się też z wieloma fizycznymi wrażeniami, które nie są przyjemne, jest też używana w bardzo szczególny sposób, a przede wszystkim – ze starannie wybraną intencją.

 

 

 

 

 

 

 

 

Roman ( 21, Piura, Peru )

 

I am a student of psychology, and a drug user since I was 14. I started with alcohol and cannabis, and later got into more serious stuff, like cocaine. I am now in my process of healing and ayahuasca helped me a lot. Thanks to it I could see the world in new way, a spiritual way, which means plants, for example, are not just only plants for me, but real beings. I cleaned a lot of bad energies that the drug use accumulated in me. They consume your energy, your psyche, body, they catch you in a trap. Ayahuasca teaches you to be a better person, on level both physical as well as energetic and spiritual. It shows you what is important.

 


Jestem studentem psychologii, i używam narkotyków od 14 roku życia. Zacząłem od alkoholu i konopii, i później zaplątałem się w poważniejsze rzeczy takie jak kokaina. Jestem teraz w trakcie procesu uzdrawiania, i ayahuaska wiele mi w tym pomogła. Dzięki niej byłem w stanie zobaczyć świat w nowy sposób, bardziej duchowy, co oznacza na przykład iż rośliny nie są już dla mnie tylko roślinami, ale istotami o własnym bycie. Oczyściłem wiele złych energii jakie skumulowały się we mnie przez użycie narkotyków. One zżerają twoją energię, twoją duszę, ciało, więżą cię w pułapce. Ayahuasca uczy jak być lepszą osobą, na poziomie zarówno fizycznym jak i energetycznym czy duchowym. Pokazuje co jest naprawdę ważne.

 

 

 

 

 

 

 

 

Alexandre ( 42, France )

 

 

I came here to solve my addiction to marijuana. All my life I felt bad in my body, in my head, and I guess marijuana was a way of numbing this pain. After ayahuasca session I was quickly able to solve my addiction problem, because I could see where it came from. I started to work on issues from my infancy, and ayahuasca made it very clear for me that the root is in the problems with my mother. So I focused on this in my following sessions. Slowly the improvements started to appear, I began to feel more at peace, more accepting. I don’t think I will need to come back to smoke marijuana, now that I saw what was the real reason of my use. I am interested in the transformative potential of the plants, and when I leave Takiwasi, I am hoping to go to Iquitos, to do a diet with tobacco.

 

 

 

 

Przyjechałem tutaj by pracować ze swoim uzależnieniem od marihuany. Całe życie czułem się źle, w swoim ciele, w swojej głowie. Wydaje się że marihuana była sposobem stłumienia tego bólu. Po sesji ayahuaski byłem szybko w stanie rozwiązać swój problem uzależnienia, bo mogłem zobaczyć skąd on się wziął. Zacząłem pracować ze sprawami ze swojego dzieciństwa, i ayahuasca bardzo szybko mi wyraźnie pokazała, że korzeni trzeba szukać w mojej relacji z matką. Na tym więc skoncentrowałem się w kolejnych sesjach. Pomału poprawa zaczęła się pojawiać, zacząłem czuć się bardziej spokojny, akceptujący siebie i to co jest. Nie wydaje mi się bym musiał powrócić do palenia marihuany, teraz kiedy już wyraźnie zobaczyłem jaki był jego rzeczywisty powód. Jestem bardzo zainteresowany transformującym potencjałem roślin, i kiedy opuszczę Takiwasi, mam nadzieję pojechać do Iquitos by zrobić tam dietę z tytoniem.

 

 

 

 

 

 

 

 

Marcos ( Bilbao, Spain )

 

I have been working all my life in pharmaceutical industry, and at the same time I have been heavy cocaine addict myself. I was using huge amounts of cocaine, and frankly speaking, living in darkness. What ayahuasca gave me was access to light.  I can see the changes are almost immediate, especially here in Takiwasi, where ceremonies are so powerful, in comparison to places in Spain where I drank a couple of times before coming to Peru. Here it is very hard work, but effective. I am becoming new person, receving many revelations, opening my feelings. I can say that since I started to drink ayahuasca, I speak from my heart.

In contrast with drugs I took before in my life, I don’t depend on ayahuasca. It helps, but I am not seeking it out, one does not do it because one feels like it, it is not pleasant. It is work and it is not easy. You have to try it to understand. However, despite hard moments , it is full of love, and you can feel it.

 

 

Pracowałem całe moje życie w przemyśle farmaceutycznym, i w tym samym czasie byłem coraz bardziej uzależnionym kokainistą. Używałem ogromnych ilości i szczerze mówiąc, żyłem w ciemności. To co otrzymałem od ayahuaski, to dostęp do światła. Mogę zobaczyć zmiany niemal natychmiastowe, zwłaszcza tutaj w Takiwasi, gdzie ceremonie są tak potężne, w porównaniu do sesji w Hiszpanii w jakich miałem okazję wziąść udział kilkakrotnie, zanim trafiłem do Peru. Tutaj przechodzi się cieżką pracę, ale efektywną. Staję się nową osobą, otrzymując wiele objawień, otwierając uczucia. Mogę powiedzieć, iż od czasu gdy zacząłem pić ayahuaskę, mówię z serca. W kontraście z narkotykami, które wcześniej w życiu przyjmowałem, nie jestem od ayahuaski uzależniony. Pomaga, ale nie pożądam jej, to nie jest coś, co się robi dla zachcianki. Nie jest to przyjemne. To praca, i to niełatwa. Trzeba tego spróbować, by zrozumieć. Jednakże, pomimo ciężkich momentów, jest też pełna miłości, to roślinna inteligencja i miłość, i można ją poczuć.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jose Maria ( 28, Barcelona, Spain )

 

 

Ayahuasca opened for me the door of spiritual world. I met my deceased grandmother and a friend, and this experience of their presence changed my life. Before that I could only suspect the existence of this world. Then I knew it is real.

In regards to my problems, it has been very poweful cleaning of bad energies, poisons that I could literally perceive as something that accumulated over years of abuse of drugs in my liver, in my brain, I was impregnated with bad energy. I could also see the actions I did in my life, events that were hidden in my unconscious, and that were blocking me. I knew before that all the drugs were doing me harm ( I took alcohol, cocaine, lots of designer drugs ) but had no idea how to leave them behind. When the real reasons of taking them were revealed by ayahuasca, I can say that it saved my life. I see it as a miraculous plant, with its own personality, that is communicating with you, sending messages, teaching. After spending over 8 months in Takiwasi I am ready to leave next week, and I can say I am leaving as a new person.

 

 

 

 

Ayahuaska otworzyła dla mnie drzwi do świata duchowego. Spotkałem się ze swoją zmarłą babcią i przyjacielem, i to doświadczenie ich obecności zmieniło moje życie. Wcześniej mogłem tylko podejrzewać istnienie tego świata. Potem wiedziałem już, iż jest prawdziwy.  Co do moich osobistych problemów, dała mi bardzo potężne oczyszczenie ze złych energii, trucizn, które mogłem dosłownie zobaczyć jako coś, co przez lata nadużywania narkotyków skumulowało się w mojej wątrobie, w moim mózgu, byłem cały przepełniony taką energią. Mogłem też ujrzeć czyny ze swojej biografii, wydarzenia, które wyparłem do swojej podświadomości, i które mnie blokowały. Już dużo wcześniej wiedziałem o tym, że narkotyki szkodziły mi ( używałem alkoholu, kokainy, różnych syntetyków ), ale nie miałem pojęcia jak je odstawić. Kiedy prawdziwe przyczyny ich przyjmowania zostały mi pokazane przez ayahuaskę, mogę powiedzieć, że uratowało mi to życie. Postrzegam ją jako cudowną roślinę, z własną osobowością, która komunikuje się z nami, wysyła wiadomości, uczy. Po ponad 8 miesiącach spędzonych w Takiwasi jestem gotowy do wyjścia w przyszłym tygodniu, i mogę powiedzieć, że wychodzę jako nowa osoba.

 

 

 

 

 

 

“Ayahuasca była wielkim odkryciem dla mojego życia zawodowego, jako osoby duchownej. Wiele lat temu zostałem poproszony przez mojego ówczesnego biskupa, abym objął duchową opieką pacjentów z centrum Takiwasi, uzależnionych od narkotyków, pogubionych ludzi, będących w istocie poszukiwaczami. Bardzo szybko zdałem sobie jednak sprawę, iż nie posiadając wiedzy odnośnie roślin z jakimi pracowali i światów w jakie te rośliny ich zabierały, nie miałem możliwości komunikacji z nimi a zatem skutecznej pracy. Przebywali oni w światach mi nieznanych i obcych dla moich koncepcji religijnych. Jak miałem zrozumieć ich trudności, ich przeszkody na tej ścieżce? Była tu jednoznaczna, duchowa konieczność mojego zanurzenia się w tej rzeczywistości, a równocześnie czułem, że rośliny te mogą pomóc mi w moich własnych problemach, które w tamtym czasie były poważne. Byłem pogubiony, a przecież oczekiwano ode mnie bym był pasterzem dla innych. Dr Mabit także to dostrzegł, i sugerował, że rośliny mogą być pomocne. Zacząłem od roślin przeczyszczających, i stopniowo zacząłem zauważać poprawę, subtelne zmiany w moich uczuciach. Zdecydowałem, iż muszę spróbować głównego narzędzia z jakim pracuje się w Takiwasi – ayahuaski. Niezbędnym było spytanie o zgodę mojego biskupa. Jeżeli mam zdziałać coś w sferze duchowej dla tych pacjentów, powiedziałem mu, muszę poznać ich świat. W seminarium mówiono nam, że powinniśmy mówić o Bogu w oparciu o naszą własną rzeczywistość i doświadczenie. Biskup odpowiedział, jeżeli jest to dla pracy zdobywania dusz, ułatwiania im odkrycia tego, czego szukają, to powinienem zrobić to, co uważam za słuszne.

 

 

A zatem wypiłem. Zobaczyłem wtedy ogromny potencjał tej medycyny. Umożliwiła mi ona po raz pierwszy w życiu wniknięcie w duchową rzeczywistość, o której nie wiedziałem nic do tego momentu. Studiowałem przez lata w seminarium, pracowałem potem jako kapłan w wielu parafiach, ale nigdy nie było mi dane doświadczyć bezpośredniej relacji z tą świętą, wewnętrzną przestrzenią. Rośliny pokazały mi, iż blokada była we mnie, i po tym jak przyjęłem ayahuaskę, zrozumiałem jakie zmiany były niezbędne w moim życiu, jak powinienem rozpocząć proces pogodzenia się ze sobą samym, z naturą, z innymi, z Bogiem. Ta roślina, ayahuaska, to skuteczne narzędzie dla tych z nas, którzy szukają w życiu odpowiedzi. Czyni nas bardziej wrażliwymi, ludzkimi, osłabia racjonalną część naszej osobowości, i pomaga przez to poczuć to, co znamy z pism, naprawdę wejść w kontakt z tym, o czym dotąd jedynie czytaliśmy i znaliśmy intelektualnie.

 

Doświadczenie to było zdecydowanie przeżyciem duchowym. Mogłem dostrzec własne demony i zrozumieć skąd one pochodzą, dlaczego moje życie dotąd nie było szczęśliwym, dlaczego nie mogłem żyć w pokoju, całą tą wściekłość i ciemność mnie blokującą. Nie byłem wcześniej w stanie odkryć swojej prawdziwej natury. To właśnie odróżnia ayahuaskę od narkotyków – wielu ludzi żyje w takim pogubieniu, i uciekają w narkotyki, ale te przynoszą tylko tymczasową ulgę, i nie przynoszą zrozumienia.

 

Kontynuuję swoją pracę z roślinami i z ayahuaską, i widzę do teraz, jak wpływają na mnie, jak motywują mnie w moim życiu religijnym, w moich obowiązkach kapłana, pozwalają mi docenić bardziej kościół do jakiego należę. To doświadczenie pomaga mi w mym codziennym życiu aby lepiej rozróżniać pomiędzy złem i dobrem. Jest pewne pomieszanie w Kościele Katolickim odnośnie szamanizmu. Szaman to termin neutralny etycznie, wykonuje on pracę do jakiej jest wynajęty, czasem uzdrowienie a czasem czynienie szkody. Moja praca wiąże się z “curanderos”, uzdrowicielami, których intencją jest używanie roślin wyłącznie w celu leczenia. Jak może być to złe w oczach Boga, twórcy roślin dla pożytku człowieka?

 

 

Tutaj warto wspomnieć o interesującym fakcie – termin “curandero” w swym rdzeniu zawiera hiszpańskie określenie kapłana – “cura”. To nie jest zbieg okoliczności. Wykonujemy wspólne zadanie, leczymy dusze. To jest praca, która płynie od Boga, ze światła, którego wszyscy w istocie szukają. Jest wiele dróg dotarcia do dusz, niektórzy potrzebują tej drogi, drogi roślin. Ostatnio, podczas wizyty biskupa w Takiwasi, odbyło się kilka chrztów pacjentów. To są konkretne życia, duchowe życia odmieniające się. Czy jest to zasługą mej pracy jako ksiądz? Nie, to dzięki pracy curanderos i dzięki roślinom, więc mówimy tu o realnym wpływie, realnej odmianie. Tak było i w moim przypadku, wielka odmiana i ratunek z bałaganu w jakim wtedy byłem. Teraz kocham bardziej swoje powołanie, bardziej się poświęcam pracy, jestem mniej znużony. Mam nadzieję, iż zrozumienie tych procesów będzie powoli wzrastać, że doświadczenia ludzi takich jak ja bedą świadectwem, za którym inni w Kościele będą mogli podążyć.”

 

 

O. Christian Alejandria.

 

Z nakazu swojego biskupa jest pasterzem, duchowym przewodnikiem dla personelu i pacjentów Centrum Takiwasi. Uczestniczy aktywnie w procesach rozwoju psychoterapeutycznego poprzez sesje z roślinami, i prowadzi warsztaty dla promocji wartości. Takiwasi jest bezwyznaniową organizacją pozarządową, jednak uznaje jako niezbędne wprowadzenie wymiaru duchowego dla skutecznego przełamywania psycho-emocjonalnych problemów.

 

 

 

 

“Ayahuasca has been a discovery for my priest life. Years ago I have been asked by my bishop to take into my spiritual care patients of the Takiwasi center, drug addicts, people lost, who were also on spiritual quest. However, very quickly I realized, that having no knowledge of the plants they work with and the worlds these plants take them to, there was no possibility of communication between us and therefore no possibility of effective work. They lived in world unknown to me and alien to my religious concepts. How could I understand their difficulties, their obstacles on this path? There was a clear spiritual necessity for my immersion and I also felt these plants could help me in my problems, which were serious at this time. I was lost myself, and at the same time there was expectation of me to be shepherd to others. Dr Mabit saw that too, and he suggested the plants could be of help. I started first with plant purges, and as I slowly started to notice improvements, subtle changes in feelings, I decided I have to try the main tool used in Takiwasi – ayahuasca. I needed to go and ask permission of my bishop. If I am to do something spiritually for my patients, I said to him, I need to know their world. We were told in seminary that we should talk about God based on our own reality and experience. Bishop replied, that if it is for the work of winning souls, enabling them to find what they look for, then I should do what I feel is right.

 

 

So I drank. I saw that the potential of this medicine is enormous. It helped me for the first to truly enter inside spiritual reality I did not know before. I studied years in the seminary, worked afterwards as a priest in many parishes, but I was never able to enter in relation with this sacred, interior space. The plants have shown me that the blockage was in me, and after I took ayahuasca, I understood what changes were necessary to do in my life, how I should start the process of reconciliation with myself, with nature, with others, with God. This plant, ayahuasca, is effective aid for those of us, who seek answers in life. It makes us more sensitive, more human, weakens our rational part and so helps us to feel what we know from the teaching of the scriptures, to truly enter in the relationship we read about and so far only knew intellectually.

 

 

That experience was something definitively spiritual, because I could see my own devils, where they originate, why my life so far was not happy, why I could not live in peace, all the rage and darkness blocking me. I couldn’t really know whom I was. This is how ayahuasca differs from drugs – many people live in this kind of confusion, and they resort to drugs to escape, but they bring only temporary relief. They belong to the darkness and offer no understanding.

 

 

I continue to work with ayahuasca and I can see until now how it affects me and motivates me in my religious life, in my duties as a priest, it helps me to appreciate more my church. The experience helps me in my daily life, to distinguish between good and bad with better clarity. There is this confusion within Catholic church regarding shamanism. Shaman is a term neutral ethically, he performs work he is hired to do, be it harm or healing. My work is with curanderos, healers whose intention to use plants is to heal exclusively. How can that be wrong in the eyes of God, creator of plants for the benefit of humanity?

 

 

It is interesting, that the term “curandero” in its core has a Spanish word for priest – “cura”. It is not a coincidence. We do the common work, we heal the souls. This is the work which flows from God, from light, which all are truly looking for. There are many ways to reach souls, some need this way, way of the plants. Recently, during bishop’s visit to Takiwasi, some baptisms of patients were performed. These are real lifes, spiritual lifes affected. Was it because of my work as a priest? No, it was thanks to the work of curanderos and the plants, so we are talking about real changes occuring. So it was in my case, a great change and a rescure from great mess I was in at that time. I love now more my vocation, I am more dedicated to my work, less weary. I hope that understanding of these things will increase gradually, that the experiences of people like me will be testimonies for others within church to follow.”

 

 

Father Christian Alejandría

 

By order of his bishop, he assumes a pastoral role of spiritual guidance to staff and patients of the Takiwasi Center. Participates actively in the psychotherapeutic evolution processes through plant sessions, and offers workshops to promote values. Takiwasi is a non-denominational NGO that however considers essential to extend the overcoming of psycho-emotional problems through the introduction to a spiritual dimension.

 

 

 

 

dr Jacques Mabit

July 5th, 2017

 

 

 

 

For many of those involved in entheogenic movement any spiritual tradition is good to play with, as long as this is not too close to heavy burden we carry from our own culture and life, where religion too often meant just law and prohibition, and very little of actual spiritual experience. So when we think – when I thought about experience approaching spirituality, it was often connected with captivating rhythm of Rastafarian drums in camps of Jamaica, trance practices of Sufis in Pakistan or Ethiopia, it might have even been Orthodox choirs ( when I was able to out aside probably even bigger social conservatism and obscurantism of Orthodox priests I met in my path. ) But Catholic tradition to me was just boring, out of tune moaning of my local priests, Sunday mass of my childhood when all we did was counting time left until we are free to play again, and all this fire and brimstone, very little love. Neither in life attitudes nor in aesthetic experience I could find anything but Hammurabi’s style laws, repression and boredom. I took Huachuma and went into the mountains and I took San Pedro and went inside stone walls of the Cuzco cathedral, and it was clear where Spirit speaks. And it is not only about taking entheogens – I drank with Santo Daime, and found it wasn’t really resonating with me either. The path of plants opened my empathy and understanding, I felt the suffering of old Catholic grandmothers and understood what church may be offering them, but I couldn’t overcome barrier of aesthetics and symbolics, impossible to erase intellectual knowledge of 2000 years of hypocrisy of the institution and feeling that lack of  love or actual experience is being compensated by excessive rigidness and moral preaching.

 

So last Friday I saw something like light in the tunnel, and in my personal opinion it is by combining discipline of the tradition with practical skill acquired in years of  rehearsal, not theoretical or theological excercises, but actual experience, that dr Jacques Mabit can be one of few I was able to meet who are reviving mystical path grounded in Christian roots, path where the experience of divine can be actually participated in, and not read about in tales of events 2000 years ago during weekly intellectual ritual. I am saying this as personal opinion, he may consider it heresy, but after all I am not bound by any institutional connection, so can afford to be heretic.  I was more affected by philosophy of Beshara, more closer to anarchic Qalandars then sober men of shariah, dancing with the Sufis never made me think that mosque is better than an open meadow, and so here as well I believe that being inside their well choreographed transformative ritual and listening to superfast, creative and captivating Catholic prayers and icaros of dr Mabit is as close as I can get for now to Christian experience of divine, without likelihood of you seeing me on next Sunday mass. But for someone who always rather preferred incomprehensible Shipibo songs, not be forced to listen to mestizo “Jesus Christo curandero”, that is a lot already, and I think it is great portal back into Christianity for many like me. Dear men of the Book, don’t follow bad example of your radical Muslim peers who are bombing Sufi shrines, and try to understand the work of this man. People like him can be great bait in your fisherman’s work, or to put in other words, great salesmen in the age of global supermarket of traditions.

 

Full story from Takiwasi, dr Mabit’s centre for work with addiction is coming soon.

 

 

….

 

 

Dla wielu osób związanych z ruchem enteogenicznym jakiekolwiek tradycje duchowe są warte wrzucenia do tygielka, pod warunkiem, że nie są zbyt blisko związane z cieżkim brzemieniem jakie wynosimy z własnej kultury i życia, gdzie religia zbyt często oznaczała tylko prawo i zakaz, i bardzo niewiele doświadczenia duchowego. Więc kiedy myślimy – kiedy myślałem o doświadczeniu zbliżającym się do duchowego, było to często związane z wciągającymi rytmami rastafariańskich bębnów w jamajskich obozach, transowymi praktykami sufickimi w Pakistanie czy Etiopii, mogły to nawet być prawosławne chóry ( kiedy udało mi się odłożyć na bok jeszcze większy niż u księży społeczny konserwatyzm i obskurantyzm prawosławnych popów jakich miałem okazję spotkać ). Ale katolicka tradycja była dla mnie zwyczajnie nudnym, fałszującym zawodzeniem lokalnego księdza, niedzielną mszą, podczas której zajmowaliśmy się głównie odliczaniem czasu pozostałego do wyjścia na zewnątrz i do zabawy, całą tą siarką i ogniem piekielnym, a wcale miłością. Ani w postawach życiowych ani w estetycznym doświadczeniu mogłem odnaleźć cokolwiek poza prawami w stylu taty Hammurabiego, represją i nudą. Spróbowałem Huachumy i wyszedłem w góry, spróbowałem San Pedro i poszedłem pomiędzy kamienne mury katedry w Cuzco, no i jasne było gdzie przemawia Duch. I nie chodzi tu tylko o same enteogeny – piłem także z Santo Daime, i odkryłem, że nie rezonuje ze mną za bardzo. Ścieżka roślin otworzyła moją empatię i zrozumienie, poczułem cierpienie katolickich babcinek i zrozumiałem co kościół może im oferować, ale nie mogłem przekroczyć tej bariery estetyki i symboliki, niemożliwej do wymazania świadomości dwóch tysięcy lat hipokryzji tej organizacji i poczucia, że brak miłości i duchowego doświadczenia jest kompensowany przesadną sztywnością i kaznodziejstwem.

 

 

A jednak w zeszły piątek zobaczyłem coś w rodzaju światełka w tunelu, i moim osobistym zdaniem, to dzięki połączeniu dyscypliny tradycji z praktycznymi umiejętnościami zdobytymi przez lata prób, nie teoretycznych czy teologicznych dywagacji ale konkretnych doświadczeń, dr Jacques Mabit może być jednym z niewielu jakich miałem okazję spotkać, którzy przyczyniają się do odrodzenia mistycznej ścieżki zakorzenionej w chrześcijaństwie, ścieżki gdzie w doświadczeniu boskości można uczestniczyć, a nie tylko czytać o nim w relacji sprzed 2000 lat podczas cotygodniowego intelektualnego rytuału. Wygłaszam powyższe jako osobistą opinię, on sam może postrzegać ją jako herezję, ale bądź co bądź nie jestem związany żadną relacją z instytucją i mogę pozwolić sobie na bycie heretykiem. Bardziej na mnie wpłynął koncept beshara, bliżej mi do anarchicznych Qalandarów niż trzeźwych strażników shariah, tańczenie z sufi nigdy nie sprawiło, że zacząłem wyżej cenić meczet niż otwartą łąkę, i tak samo tutaj, sądzę że słuchanie superszybkich, kreatywnych i urzekających modlitw i icaros dr Mabit jest tak blisko jak mogę póki co być chrześcijańskiego doświadczenia boskości, z małym prawdopodobieństwem, iż ujrzycie mnie na najbliższej niedzielnej mszy. Ale dla kogoś kto zawsze raczej preferował niezrozumiałe pieśni Shipibo by nie być zmuszonym do wysłuchiwania “pod wpływem” że “Jesus Christo curandero” to i tak bardzo dużo, i że może to być świetna brama do chrześcijaństwa dla takich jak ja. Drodzy wyznawcy Księgi, nie podążajcie za złym przykładem swych radykalnych muzułmańskich kolegów, którzy bombardują sufickie sanktuaria, i spróbujcie zrozumieć pracę tego człowieka. Ludzie tacy jak on mogą być doskonałą przynętą w waszej pracy rybaków dusz, albo, innymi słowy, świetnymi sprzedawcami w tej erze globalnego supermarketu tradycji.

 

Pełna historia z Takiwasi, centrum pracy z uzależnieniami jakie prowadzi dr Mabit już wkrótce.

earth, my body

April 27th, 2017

ziemia moim ciałem

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[ Peru, 2017 ]

 

 

 

 

 

Our lifes are so smooth and problems so little in comparison, we realize when facing such stories, and then next day or an hour later we already don’t remember that at all.

We visited a healer living in a remote village on Maranon river. We slept in one room with his family and other patients, in this case old mother of the healer’s wife. She is almost 90 years old and taken care of by her partner, who is around 58, half blind from an accident in the field. He asked me if by any chance I dont have any glasses. His wife is constantly holding or trying to grab his hand, to be sure he is around, even if he goes out for a moment to carry out the pot with her urine. In the meantime her other hand constantly scans the floor, even right after dinner, in search of something to eat, be it crumbs, insects, dust, mud. She just can’t be reasoned with, can’t be convinced to stop. She wakes in the middle of the night, screaming. That is her life. On the wooden floor, waiting for the end. That is his life. Without nurses to help, government benefits, free day to rest from the unexplainable burden of being full time caretaker that is only known to those who have experienced it. Even if there was someone with TV in the village, to distract his mind for a while, he doesn’t have this pair of glasses we just take for granted, as many other things, health included. Until it is lost.

 

 

 

Nasze życia są tak proste i bezproblemowe w porównaniu z takimi, zdajemy sobie sprawę, kiedy los podsunie nam takie przykłady pod nos, a potem, następnego dnia albo godzinę później nie pamiętamy już o tym wcale.

Odwiedziliśmy uzdrowiciela mieszkającego w odległej wiosce nad rzeką Maranon. Spaliśmy w jednym z pokoju z jego rodziną i innymi pacjentami, w tym wypadku starą teściową znachora. Ma około 90 lat, i zajmuje się nią jej partner, w wieku ponoć 58 lat, na wpół ślepy po wypadku w polu. Spytał mnie czy nie mam czasem jakiś okularów, nie wiedział zupełnie jaką moc potrzebuje. Jego żona bezustannie próbuje trzymać go za rękę, by być pewną że jest w pobliżu, nawet kiedy musi wyjść na moment by wylać jej nocnik z sikami. W międzyczasie jej druga dłoń stale skanuje podłogę, nawet tuż po posiłku, w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia, okruszków, insektów, drzazg, kurzu, błota. Nie można z nią się dogadać, nie można jej przekonać by przestała. Budzi się często – i innych – w środku nocy, krzycząc. Takie jest jej życie. Na gołych deskach, czekając na koniec. Takie jest jego życie. Bez pielęgniarek jakie by mu pomogły w opiece, bez rządowych zasiłków, bez wolnego dnia by odpocząć od trudnego do wytłumaczenia brzemienia całodobowej opieki, znanego tylko tym, którzy go doświadczyli.  Jeżeli nawet ktoś w wiosce miałby telewizor, by odciągnąć od tych kłopotów na moment jego głowę, nie ma on przecież nawet tej pary okularów, czegoś co uważamy za oczywiste, nam dane, jak wiele innych rzeczy zresztą, wliczając to zdrowie. Ten, co je stracił ci powie.

 

 

 

(…) The war on germs is therefore another aspect of our culture’s self-other confusion, the confusion over who we are. It is not surprising that the great epidemics of our time are the automimmune diseases. At its most basic, the immune system distinguishes between self and the other. Our collective confusion over who we are manifests in the body as immune system disorders.

 

 

(…) Wojna z zarazkami jest zatem innym aspektem obecnego w naszej kulturze zagubienia co do ja-inny, zagubienia co do tego, kim jesteśmy. Nie jest więc zaskakującym, że wielkie epidemie naszych czasów to choroby autoimmunologiczne. Na najbardziej podstawowym poziomie, system odpornościowy rozpoznaje pomiędzy ja i nie-ja. Nasze kolektywne pogubienie co do tego, kim jesteśmy manifestuje się w ciele jako zaburzenia systemu immunologicznego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nasze fobie wobec zarazków są szczególną formą bardziej generalnej awersji, która ukrywa się pod określeniem – czystość – kwintesencja obsesji kontroli. Czystość jest zaraz po pobożności, powiada się, ale tylko jesli Bóg jest odległy od tej ziemi. Czym jest bowiem brud, całkiem dosłownie, jeżeli nie światem? Utrzymywanie absolutnie czystych ciał i czystych domów oznacza oddzielanie się od świata. Mało jest tak poważnych faux pas jak pojawienie się brudnym i śmierdzącym publicznie, w towarzystwie. Być jednym z brudem oznacza być niecywilizowanym, mniej wywyższonym ponad ziemski świat, być bardziej z ciała a mniej z umysłu i ducha. Podobne założenia tłumaczą dlaczego dorośli czują się tak niekomfortowo kiedy są lepcy i brudni. Jak każdy rodzic wie, małe dzieci nie mają nic przeciwko byciu umorusanym. Ale bycie lepkim oznacza dosłownie że świat ( Inny ) przyczepia się do twojego ja.  Lepkość gwałci zatem nasze poczucie kontroli, zagrażając fizycznemu rozdzieleniu ja i świata.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Obecna obsesja co do higieny żywności -  i cała kampania eksterminacji bakterii – zaczyna wyglądać absurdalnie, kiedy uświadomić sobie, że ludzki system trawienny nie jest wcale tak różny od tego, którym dysponuje pies czy świnia. Im więcej kontroli wymuszamy nad światem, tym bardziej nadwrażliwi na świat się stajemy. Pomimo tego, iż regularnie jadają z podłogi i piją z muszli klozetowej, psy nie wydają się chorować częściej niż my, nie zauważyłem też szczególnego wzrostu poziomu zdrowia odkąd pracownicy przemysłu gastronomicznego zaczęli nosić gumowe rękawiczki. Przeciwnie, brak regularnych wyzwań dla systemu immunologicznego z jednej strony czyni go bardziej wrażliwym ( “myśli” on : może coś przeoczyłem ), z drugiej pozbawia go ćwiczeń, których może potrzebować by przygotować się na prawdziwy kryzys. System odpornościowy staje się jednocześnie bardziej wrażliwy ale i mniej zdolny do radzenia sobie z prawdziwymi wyzwaniami. Paralela z niańczonymi, nadmiernie chronionymi wspólczesnymi ludźmi jest oczywista.

 

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spójrzmy na wymarcie megafauny na północnej półkuli. To stało się nadzwyczaj niedawno, po tym jak znikli neandertalczycy, i w pełni rozwinął się współczesny typ człowieka, i zwykle przypisywane jest wyższości naszej technologii i, co z tym związane, naszej wyższej inteligencji. Zatrzymajmy się na chwilę by o tym pomyśleć – poważne zaburzenie ekosystemu jako oznaka wyższej inteligencji ! Zakładamy iż w ludzkiej naturze jest zagarnianue tyle ile jest to tylko możliwe. Porzućmy na moment takie założenie i przypuśćmy, że neandertalczycy i inni pra-ludzie miel inteligencję, ale nie mieli takich chęci. Być może mieli oni mądrość by unikać praktyk, które zakłócałyby równowagę w naturze. Późniejsze kultury, bardziej od niej oddzielone, pomimo to wciąż rozumiały wagę utrzymywania tego kurczącego się podłączenia. Używały religijnego rytuału i magii aby potwierdzić i odnowić je, opierając się na pradawnym dziedzictwie szamanów i historiach o korzeniach wśród pierwotnych nauczycieli, z czasów kiedy jeszcze harmonia z naturą nie potrzebowała sztucznych sposobów połączenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy separacja nabrała tempa poprzez rozwój rolnictwa, przepaść nad jaką miała za zadanie budować most religia poszerzyła się. Ludzie oddalili się bardziej od “praw świata” i stare ceremonie utraciły moc przywracania równowagi. Powoli natura zaczęła tracić wewnętrzną boskość w ludzkich oczach i stała się, progresywnie, jedynie rzeczą. Aby było jasnym, natura-jako-rzecz nie było nigdy niczym innym jak ideologią, i to ideologią jakiej niezmiennie przeczy bezpośrednie doświadczenie, kiedy się na nie otworzymy. Mimo tego, ta ideologia była ( i wciąż jest ) dostatecznie potężna aby doprowadzić do i uzasadnić trwający stulecia projekt dominacji i zniszczenia, subordynacji i podboju natury. Jak opisano w poprzednim rozdziale, rolnictwo stopniowo zabrało bogów od utożsamienia ich z naturalnymi siłami do władzy nad nimi, równolegle do postępującego ludzkiego wyabstrahowania własnej tożsamości od natury. Kiedy starożytni królowie i faraonowie byli jeszcze bogami, począwszy od mniej więcej 2000 r p.n.e w Mezopotami królowie stali się zaledwie emisariuszami lub reprezentami boskości, która wyniesiona została w strefę niebios.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z bogiem eksportowanym, o nie-ziemskim statusie, ludzie ( którzy, bądź co bądź są z tej ziemi ) stracili swoją wewnętrzną boskość i stali się zaledwie sługami Boga. Około roku 2000 przed naszą erą, “zaczęły pojawiać się mezopotamskie mity o ludziach stworzonych przez bogów jako ich niewolnicy. Ludzie stali się zwykłymi sługami, bogowie, absolutnymi władcami. Człowiek nie był już w jakimkolwiek sensie inkarnacją boskiego życia, ale innej zupełnie natury, ziemskiej, natury śmiertelnej. A sama ziemia stała się teraz gliną. Materia i duch rozpoczęły swój rozdział.” W związku z tym, mamy w żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich religiach, które w tymże regionie powstały, koncepcję grzechu wobec Boga, która jest zupełnie oddzielna od gwałtu na porządku natury, czy jej harmonii. Nie tylko odrębna, ale często dokładnie przeciwna. Słowo duchowość zaczęło oznaczać podporządkowanie ciała, którego pragnienia zostały przeciwstawione podwyższeniu ducha. Paralela z technologią i “wspniaczką” ludzkości jest jasna. Technologiczna krucjata cywilizacji aby przezwyciężyć naturę porządkiem i regularnością maszyny znajduje swoje odbicie w religii jako programie przezwyciężenia naszej nieuporządkowanej wewnętrznej natury, czy też “ludzkiej natury”.

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.