światosław / tales from the world

Posts tagged:

love

 

Recent years brought a lot of hard lessons about nature of healing as something that can not be forced, no matter how hard we would like to try. First the death of my mother after many years of deterioration due to brain cancer, but mostly subsequent chemo and radiotherapy. Seeing her in bed, in such a long agony, fed by a tube, injections, bedsores. Constantly battling with the meaning of life, worth of such life, ultimate questions.

 

Then, after a short happy break came the disaster with my brother, cruel irony of the fate, that the person dearest to me, whom I care most about, was brought into tragic circumstances because of the Amazonian medicine, which had never even had opportunity to try. The same medicine that could have brought him more peace and equilibrium caused trouble and sadness. My wanting to do good resulted in bad, but things are never black and white.

 

The very same disaster that set me apart from my brother, brought me closer to my father than ever before in our lifes. The realization that he may never see me again was what finally lifted him from his deep depression, caused by years of negative attitude towards others, world, and as a natural consequence, towards himself. He kept casting on himself for years this negative spell, not only with actions of unhealthy lifestyle, but also by literally spelling it out : “life has no purpose”, “it’s over”, “i lost it”. The efforts to bring him into “now” were all in vain, and for his stubborn character no amount of “come on” would work. Only the opposite, “you can’t”.

 

 

Ostatnie lata przyniosły wiele trudnych lekcji o naturze uzdrowienia jako czegoś co nie może być wymuszone, niezależnie od tego jak bardzo byśmy tego dla innych próbowali. Najpierw śmierć mojej mamy po wielu latach degeneracji spowodowanej rakiem mózgu i późniejszą radio i chemioterapią. Patrzenie na nią w łóżku, w tak długiej agonii, karmioną przez rurę, zastrzyki, odleżyny. Ciągłe dylematy co do sensu życia, wartości takiego życia, pytania ostateczne.

 

Potem, bo krótkiej szczęśliwej przerwie nadciągła katastrofa z moim bratem, okrutną ironią losu, osoba mi najbliższa, na której tak mi zależało, właśnie przez amazońską medycynę, której nigdy nawet nie dane mu było spróbować, wpakowany został przeze mnie w tarapaty. Ten sam lek, który mógłby był przynieść mu więcej spokoju i równowagi ściągnął na nas tragedię i smutek. Moja próba czynienia dobrze, skończyła się źle. Ale rzeczywistość nie jest nigdy czarno biała.

 

Ta sama katastrofa, która oddzieliła mnie od brata, przybliżyła mnie do ojca bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w naszych życiach. Świadomość, iż być może nigdy nie zobaczy mnie już więcej była tym co w końcu wyrwało go z głębokiego marazmu i depresji, spowodowanej latami negatywnego nastawienia do świata, innych, i w naturalnej konsekwencji, do samego siebie. Wytrwale rzucł na siebie przez lata te negatywne zaklęcie, nie tylko poprzez niezdrowy tryb życia, ale dosłownie, przez wypowiadanie klątwy : “życie nie ma celu”, “jest już za późno”, “przegrałem”. Wysiłki sprowadzenia go do Tu i Teraz były na próżno, i na jego uparty charakter nie mogło zadziałać żadne “no chodź, dalej”. Jak się okazało, jedynie przeciwne, “nie możesz”.

 

 

 

 

So when he could not, he came. He came first time in his life, to Peru, to Amazon jungle, him who always scorned those exotic cultures, him who hated the heat. We spent great year together, and it brought enthusiasm into his life..It brought some hope, a least sparks. There was still a lot of self pity, a lot of negativity but I knew the burden of a lifetime can not be cleared in a month. On top of that, because of his health condition and weak heart, as well as our family history with ayahuasca, I was again faced with difficult choice, and were not able to use the most powerful tool we have for lifting such depression. All we could do during this short stay, and a year later, during 6 months of second visit, was to introduce him to healthier living, to all the things he scorned for so many years, with the favourite saying “what is the difference if I die sick or healthy”. So during this time he quit alcohol and cigarettes, was eating well, spending a lot of time outdoors. We tried to show him the best we could of Peru, the jungle, ocean, mountains.

 

 

Więc kiedy okazało się że nie może, to przyjechał. Przyjechał po raz pierwszy w swoim życiu tak daleko, do Peru, do dżunglii amazońskiej, on, który zawsze wyśmiewał się z “egzotycznych” kultur, który nie znosił gorąca. Spędziliśmy wspaniały miesiąc razem, i wniosło to w jego życie odrobinę entuzjazmu, przyniosło nieco nadziei, chociaż iskierki. Zaczął być nieco bardziej aktywny, znów planować. Wciąż było wiele użalania się nad sobą, wiele negatywności ale wiedziałem, że bagaż nagromadzony w ciągu całego życia nie może być tak łatwo oczyszczony w ciągu miesiąca. Poza tym, ze względu na jego stan zdrowia i słabe serce, jak i naszą niedawną rodzinną historię z ayahuaską, znów byłem postawiony przed trudnym wyborem i nie czułem iż mogę użyć najpotężniejszego z narzędzi jakie mamy do walki z taką depresją. Wszystko co mogliśmy zrobić podczas tak krótkiego pobytu, jak i rok później, podczas sześciu miesięcy drugiej wizyty, to przestawić go na zdrowszy tryb życia, zapoznać z tymi rzeczami, którymi gardził przez te lata, kiedy jego ulubionym powiedzeniem było “co za różnica czy umrę chory czy zdrowy”. Więc podczas tego czasu odstawił zupełnie alkohol, papierosy, zaczął lepiej jeść ( chociaż stale narzekając ), spędzał dużo czasu na dworze. Próbowaliśmy pokazać mu najlepsze co się dało w Peru, dżunglę, ocean, góry.

 

 

 

 

It was not too late to rebuild the bond we probably never had since childhood. Every day and every now was worth trying. But it turned out, it was too late for this change to undo so many years of the opposite, of anger, resentment, frustration on spiritual level, and unhealthy habits on physical level.

 

The plants are powerful tools. Traditional medicine can do wonders. But applied in a right time, and with cooperation, strong will and intention of the patient. So when the snake bit, it was too late, too hard. The snake in form of cancer. Things went quickly. We tried many things, consulting with many healers, both traditional, from different fields, as well as oncologists. But things went quickly.

 

 

Nie było za późno by odbudować więź, jakiej prawdopodobnie nie mieliśmy od dzieciństwa. Każdy dzień i każde teraz było warte próbowania, i jeżeli czegokolwiek żałuję, to każdego podniesienia głosu, każdej nawet drobnej utraty cierpliwości.  Ale jak się okazało, było za późno by ta zmiana odkręciła tyle lat odwrotnego, gniewu, żalu, frustracji na poziomie duchowym, a niezdrowych nawyków na fizycznym.

 

Rośliny są potężnymi narzędziami. Tradycyjna medycyna może uczynić cuda. Ale użyta odpowiednio wcześnie, i z współpracą, silną wolą i intencją pacjenta. Więc kiedy wąż ukąsił, było za późno, zbyt trudno. Wąż w formie raka. Sprawy potoczyły się szybko. Próbowaliśmy wielu terapii, konsultując z wieloma uzdrowicielami, zarówno tradycyjnymi, wielu specjalności, z wielu tradycji, jak i konwencjonalnymi, onkologami, chirurgami. Ale sprawy potoczyły się szybko.

 

 

 

 

The gift of my mothers suffering turned out to be a lesson in yet another sense i did not expect before. Seeing her long agony helped me understand that it is good that all went quickly this time. It is good suffering was short and less, even if that is so relative, I thought, when I saw my father take for granted or complain about things so many others would be grateful for.

 

He went back to Poland on the 21st of February. We were able to reconcile, to say our good byes, I knew that deep inside he knew he is coming exactly for that. After his return home, he saw his second son he had been missing. He was still unable to tell these things, years of emotional blockage also can not be undone in last moment, but he was able to show. Then pneumonia set in and other complications. Exactly one month later, today, on the first day of spring, on the first day of new astrological year, when the great cycle of life turns again, his last breath was gone and he was spared further suffering.

 

 

Dar cierpienia mojej mamy okazał się lekcją jeszcze w innym sensie, jakiego się nie spodziewałem. Pamięć jej długiej męki pomogła mi zrozumieć, że to dobrze, że tym razem wszystko potoczyło się szybko. To dobrze, iż cierpienie było krótkie, i było go mniej, chociaż to tak relatywne, myślałem, kiedy widziałem mojego ojca jak narzeka na rzeczy za które wielu innych byłoby wdzięcznych.

 

Wrócił do Polski 21 lutego. Mieliśmy czas by się pogodzić, pożegnać. Wiedziałem, że on w głębi wiedział, iż właśnie po to przyjechał. Po jego powrocie do domu, mógł zobaczyć się z drugim synem, za którym tęsknił. Wciaż nie był zdolny mówić o tych rzeczach, lata emocjonalnych blokad trudno odkręcić w ostatniej chwili, ale był w stanie pokazać. Potem zaatakowało zapalenie płuc i inne komplikacje. Dokładnie miesiąc po powrocie, dzisiaj, pierwszego dnia wiosny, pierwszego dnia nowego astrologicznego roku, kiedy wielki cykl życia znów się obraca, jego ostatni oddech uszedł i oszczędzone mu zostało dalsze cierpienie.

 

 

 

 

I give thanks for that. But not only, I also give thanks for the greatest gift he left behind, even if until the last moment, I am still not sure, he was conscious of it. When I posted here on this blog last time, it was exactly four months ago. We didn’t know yet about his cancer. My brothers charges were being dropped, we spoke again, the storm was almost over. I wrote then a quote from one of my favourite dub songs :

“I give tanx for life. Never will I be ungrateful. I give tanx for life.  Even if my days are dreadful”

I also wrote, taught by the hardships of those many preceding months, that the answer is not in the joy when things are going smooth, like then, on the beach, with family happy, but in remembering, etching out these words in the bottom of the soul, remembering when the things are hardest. This is the unconquered joy in tears, joy in prisons, joy in despair, joy that overcomes death.

 

 

Jestem za to wdzięczny. Ale nie tylko, składam także dzięki za największy dar jaki na końcu mi zostawił, nawet jeżeli do ostatniej chwili, nie jestem tego pewien, nie był go świadomy. Kiedy ostatni raz pisałem coś tu na blogu, było to dokładnie cztery miesiące temu. Nie wiedzieliśmy jeszcze o jego raku. Mój brat był właśnie uniewinniony z postawionych mu zarzutów, nawiązaliśmy znów kontakt, burza prawie minęła. Napisałem wtedy cytat z jednego z moich ulubionych dubowych kawałków :

“Dziękuję za życie. Nigdy nie będę niewdzięcznym. Dziękuję za życie. Nawet jeśli me dni są koszmarem”

Napisałem także, nauczony przeciwnościami tych wielu poprzednich miesięcy, że odpowiedź nie jest w radości kiedy wszystko toczy się gładko, jak wówczas, na plaży, ze szczęśliwą rodziną, ale w pamiętaniu, w wyryciu sobie tych słów w głębi duszy, pamiętaniu kiedy jest najgorzej. To jest ta niepokonana radość we łzach, radość w więzieniach, radość w rozpaczy, radość, która przezwycięża śmierć.

 

 

 

 

 

This the joy that was so hard to access for my father. This the joy that arises only from patient acts of gratefulness, day by day, moment by moment, the joy that seems to be out of reach of most of us, at most times. This is the state of being that, obviously was out of my reach for so many years. It is obvious we inherit life attitudes, growing together with others we take them by osmosis, from society, from friends, but most of all from closest family. I never was able to discover, but was very interested, where this cycle started, for us, also for my tribe. Who was the first who was hurt so much, that started the curse of generations, passing on frustration, anger, unfullfillment, desperate reaching out for love, defense mechanism of alcohol, the drugs? In the end I gave up looking for that answer and I think it changes very little. I found the answer in now, NOW without guilt, without reasoning, without trying to sort out the past. I first found it intellectually, on my spiritual search, but that was not enough. This enormous thirst can not be quenched by words, by concepts, only by feeling and by experience. That experience was provided to me first by contact with certain societies of joy, and then by the plants, and I will never stop singing praise to them, despite the legal situation, despite my persecution. I hope I will also never forget the lesson left by my father.

 

 

To radość jaka była trudna do osiągnięcia przez mojego ojca. Ta radość wyrasta tylko z cierpliwych aktów wdzięczności, dzień po dniu, chwila po chwili, to radość jaka wydaje się być poza zasięgiem większości z nas, przez większość naszego czasu. To stan bycia, jaki był oczywiście także poza moim zasięgiem przez tyle lat. Jest oczywistym, iż dziedziczymy postawy życiowe, wyrastając razem z innymi przejmujemy je przez osmozę, od społeczeństwa, przyjaciół, ale przede wszystkim najbliższej rodziny. Chociaż nigdy nie mogłem tego odkryć, od dawna byłem bardzo zainteresowany, kiedy ten cykl się zaczął, dla nas, dla rodziny, dla mego plemienia. Kto i kiedy został tak pierwszy skrzywdzony, iż uruchomiło to klątwę pokoleń, przekazywania frustracji, gniewu, niespełnienia, desperackich prób wymuszania miłości, obronnych mechanizmów alkoholu, narkotyków? Ostatecznie porzuciłem te poszukiwania, bo myślę, że taka odpowiedź w istocie niewiele zmienia. Znalazłem skuteczną w teraz, TERAZ bez poczucia winy, bez rozumowania, bez próby osądzania przeszłości. Najpierw znalazłem ją intelektualnie, podczas duchowych poszukiwań, ale to nie było wystarczające. Te ogromne pragnienie nie może być zaspokojone poprzez słowa, przez koncepty, a jedynie poprzez czucie i poprzez doświadczenie. To doświadczenie było mi najpierw dane poprzez kontakt z niektórymi społecznościami – społeczeństwami radości, a potem poprzez rośliny, i nigdy nie umilknie moja pieśń sławiąca je, niezależnie od sytuacji prawnej, niezależnie od prześladowania. Mam nadzieję, że nigdy także nie zapomne o ostatniej lekcji pozostawionej przez mego ojca.

 

 

 

 

 

It is lesson by negative inspiration. For some it may be controversial thing to write on the day of his death, but I am only interested in truth, truth as liberation. We have different destinies and different ways of teaching those who choose to listen everywhere and carefully. My father had many great qualities, and we can tell story from different angles. Shamanism, Amazonian as well, teaches there is no separate good and bad, there is one reality. The most beneficial medicines can be poisons, the most powerful healing trees bring also the dark power, shitana. Perhaps the greatest masculine quality present in our family, and inherited probably along the long line, ( I can only reach as far as my grandfather ) is the extreme stubborness or perseverance. This is perfect example of the ambiguity of the world I mention above. This stubborness is what I believe helped my brother survive in jail, this stubborness is what brought me where I am, very far along rarely trodden paths, but this stubborness was also what killed my father.

Because when energy is employed for wrong intention, its effects can be devastating. When one declares he does not want to live, he does not enjoy this and this and this, he does not enjoy life, then with such energy behind , that wish will be granted and unwanted gift of life taken away. There is an old Sufi saying, that we are like guests of God at the banquet of life, and we can expect to be served, but have no right to demand. My father demanded and tried to force his way for so many years, and he was not alone in this, this is what masses of unhappy souls do every day, and in many cases a lifetime is not enough to understand that happiness is not achieved by force, by demanding, but by letting go. So after my dad grew tired and weak – and for a strong character like his it took long time – he started complaining. That is other side of the same coin, frustration and anger, they alternate and create misery again and again, for oneself and for others.

 

 

To lekcja poprzez negatywną inspirację. Niektórym może wydać się kontrowersyjne pisać coś takiego w dzień jego śmierci, ale ja jestem zainteresowany jedynie prawdą, prawdą jako wyzwoleniem. Mamy różne przeznaczenia, różne sposoby przekazania swojej lekcji tym, którzy chcą przy każdej okazji, z każdego źródła, i dostatecznie pilnie się uczyć. Mój ojciec miał wiele wspaniałych cech, i oczywiście każdą historię możemy opowiedzieć na wiele sposobów. Szamanizm, także amazoński, pokazuje, że nie ma rozdzielonego dobra i zła, jest jedna rzeczywistość. Najbardziej dobroczynne leki mogą być truciznami, najpotężniejsze uzdrawiające drzewa mają także w sobie ciemną moc, shitanę. Być może największą męską cechą obecną w naszym rodzie, i prawdopodobnie odziedziczoną gdzieś po długim łańcuszku ( ja pamięcią sięgam jedynie do swego dziada ) jest ekstremalny upór i wytrwałość. To doskonały przykład wieloznaczności świata o jakiej piszę wyżej. Ten upór, jak sądze, jest tym co pomogło memu bratu przetrwać w areszcie, ten upór przywiódł mnie tu gdzie jestem, daleko na mało uszczęszczanej ścieżce, ale ten upór jest też tym co zabiło mojego ojca.

Ponieważ gdy energia jest zaprzęgnięta do złej intencji, jej efekty mogą być niszczące. Kiedy deklaruje się, iż nie chce się żyć, nie cieszy ani to ani to ani to, nie cieszy życie, wówczas, z tak silną energią, takie życzenie zostaje spełnione, i niechciany dar życia odebrany. Jest stare sufickie powiedzenie, jesteśmy jak goście Boga na bankiecie życia, i możemy oczekiwać iż będziemy obsłużeni, ale nie mamy prawa żądać. Mój ojciec żądał, i chciał siłą torować sobie drogę przez tyle lat, i nie był w tym sam, masy nieszczęśliwych dusz robią to co dzień, i w wielu przypadkach całe życie nie starcza by zrozumieć, że szczęście nie może być osiągnięte siłą, poprzez żądanie, ale poprzez odpuszczenie. Wiec kiedy tata zmęczył się już tym i osłabł – a dla tak silnego charakteru zajęło to bardzo długi czas – zaczął narzekać. To jest druga strona tego samego medalu – żal i wściekłość, zamieniają się miejscami i tworzą nieszczęście, dla swych gospodarzy i dla innych.

 

 

 

 

 

Our task is not to repeat this cycle. This is where I am trying to explain how my father’s life is a gift for us. It is by the power of opposites, by the eternal laws of action and reaction, where the careful and aware can learn. It is by the very strength of this tragedy that it can be seen so clearly, and so the lesson can be learned best. It is by gift of being almost every day with him for past 6 months, ( so rare these days, for people my age, with broken families being norm rather exception ), that I was able to observe him in me and me in him, was able to see my qualities, my character, so sharp it sometimes hurt. I was able to catch myself again and again on similar thought and action patterns, same kind of criciticsm, impatience and even if a lot milder now, there is not much to stop them from growing into the same disease that consumed my father. They say in the Amazon that for becoming brujo, black sorcerer, one must not do much, just let it happen, it is the purification of healer that requires constant work, effort, and remembering.

 

 

Naszym zadaniem jest nie powtarzać tego cyklu. To właśnie tutaj próbuje sobie wytłumaczyć jak życie mojego ojca jest darem dla nas. To poprzez moc przeciwstawieństw, poprzez odwieczne prawa akcji i reakcji, na których uważni i świadomi mogą się uczyć. Właśnie poprzez intensywność tego dramatu można zobaczyć tak wyraźnie, i lekcja może być najlepiej przyswojona. Poprzez dar przebywania z tatą prawie każdego dnia przez minione sześć miesięcy ( tak rzadki dar w dziejszych czasach, dla ludzi w moim wieku, w erze rozbitych rodzin ), byłem w stanie obserwować jego w mnie a mnie w nim, i mogłem zobaczyć moje cechy, mój charakter, tak ostro iż czasem bolało. Byłem w stanie złapać się wielokrotnie na podobnych wzorcach myśli i działania, tym samym krytycyzmie, niecierpliwości, i nawet jeśli są o wiele łagodniejsze teraz, nie ma wiele przeszkód aby wyrosły w tą samą chorobę, która pożarła mego ojca. Mawiają w Amazonii, iż aby stać się brujo, czarownikiem, nie wiele trzeba robić, wystarczy na to pozwolić, natomiast oczyszczanie uzdrowiciela jest czymś co wymaga nieustannej pracy, wysiłku i przypominania.

 

 

 

 

 

So my prayer on the departure of my father is for his spirit to keep reminding me. When in my early childhood I was devasted by death of my grandfather, I woved to stay honest man as he was. This time I summon my father stubborness and my mother’s direction / intention to be always focused on the good things in life, because it is then that they abound. My abundance already is beyond measure. The quest now is to share it, in any way I know, be it by telling story or by sharing the gift of the medicines, which open path of liberation. This path is to be trodden by each and every one, we can support each other, and we may fall again and again, but for fucks sake, don’t wait until it is too late. Don’t wait a single day. Be happy today.

 

 

Tak więc moja modlitwa na odejście mojego taty jest aby jego duch mi przypominał. Kiedy w moim dzieciństwie straciłem pierwszą ważną osobę, mojego dziadka, przysiągłem pozostać uczciwym człowiekiem, tak jak on był. Tym razem wzywam upartość mojego ojca i kierunek / intencję mojej mamy, aby zawsze i wytrwale podążać uwagą w stronę dobrych rzeczy w życiu, ponieważ wówczas rodzi się ich obfitość. Ta obfitość w moim życiu już teraz jest niezmierzona. Czas na jej dalsze pomnażanie i przelewanie, czy to poprzez opowieść, czy poprzez dzielenie się darem medycyny, która otwiera ścieżkę do wyzwolenia. Tą ścieżką każdy musi pójść sam, możemy się wspierać, być może nieraz upadniemy, ale kurwa mać, nie czekajcie aż będzie za późno. Nie czekajcie ani dnia. Bądźcie szczęśliwi dziś.

 

 

 

 

 

Instead of condolences towards me, find one less thing to complain about. I have a good purge today, tears and further unblocking of the heart. I know how to make this story meaningful, inshallah, if the Writer allows it. Be a part of the tale of gratitude wherever we are.

This is a liberation day, his task is over. Ours not.

 

 

Zamiast wysyłania mi kondolencji, znajdźcie choć jeden powód do narzekania jaki warto wypierdolić. Miałem dziś dobre oczyszczenie, dużo łez i dalsze odblokowanie serca. Wiem jak nadać tej historii sens, inshallah, jeżeli Pisarz pozwoli. Bądźmy częścią baśni o wdzięczności, gdziekolwiek jesteśmy.

To dzień wyzwolenia, jego zadanie skończone. Nasze nie.

 

 

 

 

 

 

 

( “Risques et potentialités thérapeutiques du transfert culturel de l ́Ayahuasca”, dr Jacques Mabit, médecin, fondateur du Centre Takiwasi )

( Fragment z “Zagrożenia i potencjał terapeutyczny transferu kulturowego ayahuaski”, autorstwa założyciela Centrum Takiwasi, dr Jacques Mabit, tłumaczenie Światosław Wojtkowiak )

 

 

“(…) Il y a eu le mythe de l’amour grec, par exemple. Là, maintenant, on est en train de tâtonner par rapport à la liberté. Dans cette quête de la liberté, comme pour l’amour, on croit transitoirement que la liberté annule l’amour, parce que, pleinement dans l’amour, on se croit complètement prisonnier. On se rappelle quand même que les mystiques se disaient, tous, esclaves du maître, de Dieu. Est-ce qu’on a envie d’être esclave ? Ces gens-la sont-ils libres ou prisonniers ? Et pourtant se livrer totalement, c’est être libre. C’est la même racine.

Mais à quoi se livrer ? Si on se livre à l’autre, à son pouvoir et à sa domination qui nous écrase, on ne se sent pas libre. Mais si on se livre à ce qui nous habite et qui est notre aspiration profonde, alors on est pleinement libre. C ́est-à-dire que la liberté n’est pas dans le choix multiple : la liberté, c’est quand on n ́a plus le choix. Si toutes les femmes vous attirent, vous n’êtes pas libre parce que c’est épuisant et il faut sans arrêt passer de l’une à la suivante, il y en a plusieurs en même temps… Mais si vous avez trouvé l’unique pour vous, les autres ne vous intéressent plus du tout. Dans celle-là, vous allez trouver toutes les autres. Vous êtes livré complètement à cette personne, vous êtes prisonnier ou prisonnière de cet autre. Et vous êtes pleinement libre.

 

 

Istniał na przykład mit greckiej miłości. Opowiada on poszukiwaniu wolności po omacku. W tej krucjacie jednak za wolnością, jak i za miłością, wierzy się przejściowo, iż wolność niszczy miłość, bo ktoś kompletnie zakochany ma się całkowicie za więźnia. Pamiętajmy jednak, że mistycy sami określali się zawsze jako niewolnicy pana, Boga. Czy chcemy być niewolnikami? Czy ci ludzie są wolni, czy też są więźniami? A jednak, całkowite oddanie się oznacza wyzwolenie. Te słowa łączy wspólny rdzeń [ nie w polskim języku, niestety ]

Ale czemu się oddać? Jeśli ktoś oddaje się drugiej osobie, jej władzy i dominacji, która go miażdży, nie czuje się wolnym. Ale jeśli oddajemy się temu, co żyje w nas i co jest naszym głębokim dążeniem, wtedy jesteśmy całkowicie wolni. To znaczy, że wolność nie leży w możliwości wyboru spośród wielu opcji : wolność jest wtedy, gdy nie mamy już wyboru. Jeśli wszystkie kobiety cię przyciągają, nie jesteś wolny, ponieważ jest to wyczerpujące i musisz zamieniać jedną na drugą, jest ich kilka w tym samym czasie … Ale jeśli znalazłeś wyjątkową dla ciebie, inne już cię nie interesują. W tej jednej znajdziesz wszystkie pozostałe. Jesteś całkowicie oddany tej osobie, jesteś więźniem tej jednej. I jesteś całkowicie wolny.

 

 

 

 

 

On cherche tous cela : l’amour unique, le grand amour ! Si on a trouvé sa vocation professionnelle, et qu’on ne peut faire autre chose que d’écrire ou d’autre chose que faire de la musique ou que de soigner, que d’enseigner, parce que si on ne fait pas cela, on est pas bien, alors livrons-nous entièrement à notre inspiration si elle est vraie et on trouve notre liberté. Ca n’est pas intéressant du tout de ne faire que du jardinage si on a une inspiration de musicien. Et vice-versa. La quête de la vocation, la quête de ce dont on est porteur, la quête du sens de notre vie est ce qui nous donne notre liberté. Au fur et à mesure que l’on progresse vers le sens de cette vocation, vers ce qui nous appelle ou nous habite, vers ce dont on est porteur et qui doit s’épanouir en nous, les possibles se réduisent de plus en plus.

 

 

Wszyscy tego szukamy: jedynej miłości, wielkiej miłości! Jeśli ktoś znalazł zawodowe powołanie i nie może robić nic poza pisaniem lub innej rzeczy niż robienie muzyki lub uzdrawianie, nauczanie, ponieważ jeśli tego nie robi, nie czuje się dobrze, zatem oddaje się on całkowicie swojej inspiracji, jeśli jest prawdziwa, i odnajduje swoją wolność. W ogóle nie interesuje cię praca ogrodnika, jeżeli twa inspiracja to muzyka. I odwrotnie. Poszukiwanie powołania, poszukiwanie tego, co nosimy, poszukiwanie sensu naszego życia jest tym, co daje nam naszą wolność. W miarę postępu w stronę tego powołania, w kierunku tego, co nas wzywa lub żyje w nas, w kierunku tego, co w sobie niesiemy i co musi się w nas rozwijać, możliwości stają coraz bardziej ograniczone.

 

 

 

 

(…)

 

C’est ainsi que je comprends la liberté: c’est la réalisation pleine de sa vocation qui ne peut être que de l’ordre de l’épanouissement spirituel, c ́est-à-dire qu’elle ne peut se trouver que dans les manifestations de l’air, les éléments d’air. C’est pour cela que nous sommes dans le « liber », dans le verseau, c ́est-à-dire un signe d’air. La liberté ne peut être que spirituelle, or nous qui sommes des matérialistes, nous avons la tentation de revenir un peu en arrière, c ́est-à-dire à l’ère du capricorne et d’être dans la « caper », dans la matière, dans le caprice.

Et notre liberté, c’est de faire tout ce que je veux, voir tous les films que je peux, lire tous les livres que je peux, rencontrer toutes les femmes que je peux et bouffer toutes les glaces que je peux. La liberté serait d’accumuler le plus possible et de s’en remplir le plus possible et on retrouve la typiquement le symptôme toxicomaniaque de notre société. (…) ”

 

 

Oto, jak rozumiem wolność: jest to pełne urzeczywistnienie powołania, które może  pochodzić tylko z porządku duchowego spełnienia, to znaczy, że można je znaleźć tylko w manifestacji powietrza, żywiołu powietrza. To dlatego znajdujemy się w “liber” [ gra słów lib(air) ], w erze Wodnika, to znaczy w znaku powietrza. Wolność może być tylko duchowa, ale my, którzy jesteśmy materialistami, mamy pokusę, by cofnąć się nieco, to znaczy do epoki Koziorożca i pobyć w “caper” [ gra słów : koziorożec=capricorn ], w materii, w kaprysie.

I naszą wolnością jest zrobienie wszystkiego, co chcemy, oglądanie wszystkich filmów, jakie się da, przeczytanie wszystkich książek, które można, poznanie tylu kobiet, ile się da i zjedzenie wszystkich lodów, jakie da radę. Wolnością będzie zgromadzenie jak najwięcej i wypełnienie się jak najbardziej, i znajdziemy w tym typowy objaw uzależnienia naszego społeczeństwa. (…)”

 

 

 

♥ vs §

February 25th, 2017

Right now in my country things are not going well, and the tyranny of male qualities like overgrown logic and reason show as never before the need to balance them and complement for healthy and happy life. On political or ideological level, xenophobic regime whose ideology is based on hatred of the Other seems to have no alternative – big Idea – around which those oppressed and discontent could rally around. Nationalistic and religious bigotry thrives, because its message is simple enough for masses to follow, and hatred is powerful force to woo those who are not happy with themselves.

But the answer is simple, and it has been taught, among many others, by the Teacher who those who preach traditional values claim as their God. That man has taught that to prevail about cold Law, there is one force – Love. The Love which does not judge, the Love that is compassionate, the Love that tries to understand – for example the situation of raped woman, despaired and deciding for an abortion, Love that is above black and white logic of the Reason – absolute truths often so far from actual lifes of hypocritical preachers.

This love is not to be found in words, because the words are of separation, of naming and calling what is and what is not, so you can forever be looking for inconsistencies, like how can I say in one sentence love which does not judge and hypocritical preachers, but what do you gain by these logical exercises? The truth is in the contradictions, it can be felt, not argued and proven. It is not in declarations, we have seen so many times that those who talk it, do not live it.

It is in silence, in action, in wu wei.

It can not be taught to masses from above, neither from church pulpit, nor government nor corporate media, not from the book and not from this blog. It can only be discovered within, practiced and then projected outwards. Never too late, never not important enough, each choice matters., after a thousand of fails, each new try is worth it.

 

 

W moim kraju sprawy nie mają się obecnie za dobrze, i ta tyrania męskich cech , jak chorobliwie rozrośnięty rozum i logika, pokazują jak nigdy wcześniej ( to retoryczna przesada oczywiście, z tym nigdy ), konieczność zrównoważenia ich dla szczęśliwego i zdrowego życia. W sferze polityki a zwłaszcza ideologii, wydaje się że ksenofobiczny reżim, którego ideologia oparta jest na nienawiści do Innego, wydaje się nie mieć realnych konkurentów – alternatywy wielkiej Idei – wokół której uciskani i niezadowoleni z tej tyranii byliby w stanie się zgromadzić razem. Nacjonalistyczny i religijny fanatyzm kwitnie, bo jego przekaz jest wystarczająco prosty aby pociągnąć masy, a jednocześnie nienawiść jest potężną siłą zdolną uwodzić sfrustrowanych, nieszczęśliwych ze sobą samych.

Ale odpowiedź jest przecież prosta, i była już nauczana poprzez wielu, między nimi przez Nauczyciela, którego ci co głoszą tak zwane tradycyjne wartości uważają za swojego Boga. Ten człowiek uczył, że zimnemu Prawu przeciwstawić można jedynie jedną siłę – Miłość. Miłość, która nie osądza, Miłość, która współczuje, która próbuje zrozumieć, na przykład sytuację zgwałconej kobiety, która zdesperowana decyduje się na aborcję, Miłość, która jest ponad zerojedynkową logiką, absolutnymi książkowymi prawdami, tak często odległymi od rzeczywistej praktyki głoszących je hipokrytów.

Tej miłości nie znajdzie się w słowach, bo słowa to język oddzielenia, nazywania czym jest a czym nie jest, więc możecie w nieskończoność wyszukiwać niespójności, jak mogę w jednym zdaniu pisać o Miłości, która nie osądza i o hipokrytach, ale co zyskacie tymi logicznymi wygibasami? Prawda jest w sprzecznościach, można ją poczuć, nie wykłócić i udowodnić. Nie jest w deklaracjach, widzieliśmy tylekroć, że ci którzy o niej gadają, zwykle nią nie żyją.

Jest w milczeniu, w czynie, w wu wei.

Nie można nauczyć jej masową drogą, od góry, ani z kościelnej ambony, ani z rządowych czy korporacyjnych mediów, ani z książki, ani z tego bloga. Można jedynie odkryć w środku, praktykować i wypuścić na zewnątrz. Nigdy za późno, nigdy nie dość ważne, każdy wybór ma znaczenie, i po tysiącu porażek, każda nowa próba jest warta.

 

 

 

 

 

 

आत्मन्

May 27th, 2015

 

 

 

 

Wiele lat później wspominając swoje pierwsze doświadczenie z LSD rabbi Schachter powiedział:
„Zdałem sobie sprawę, że wszystkie formy religii są maskami, które Boskość zakłada, by się komunikować z nami. Za wszystkimi religiami stoi rzeczywistość, a ta rzeczywistość zakłada taki strój, jakiego akurat potrzebuje, by przemówić do określonych ludzi.”

- Shalom Goldman, LSD and the Rabbis
 

 

 

 
Reflecting on his first acid trip many years later, Schachter said:
“I realized that all forms of religion are masks that the divine wears to communicate with us. Behind all religions there’s a reality, and this reality wears whatever clothes it needs to speak to a particular people.”

- Shalom Goldman, LSD and the Rabbis

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedna rzeczywistość, która bawi się ze sobą, przybierając maski idei ale także maski odrębności, maski ja, jak siebie widzimy. Ta rzeczywistość, która próbuje się z “nami” komunikować, jest tym samym co my, a jej stan kiedy na dłuższy lub krótszy czas doświadczamy zrozumienia, to stan w którym jest miło, to miłość.

 

 

 

 
That one reality is playing with itself, putting on masks, masks of ideas, concepts, but also masks of separateness, masks of “self”, how we see ourselves. This reality, which tries to communicate with “us” is the same what we are, and when we experience longer or shorter moments of understanding, this state is called love.
 

 
 

 


 

 

amor / miłość

April 19th, 2015

On Saturday morning, 6:12 AM, when we were sleeping after medicine ceremony, my mum passed away in hospital, ending her many years long sickness and suffering. This was my request and intention the previous evening, before we drank, and yet another example of the sacred magic of this medicine.
 

 

 

 
W sobotni poranek, o 6:12, kiedy spaliśmy jeszcze po ceremonii z medycyną, moja mama odeszła w poznańskim szpitalu, kończąc wieloletnie cierpienie i chorobę. Taka była moja intencja wyrażona głośno przed ceremonią, poprzedniego wieczora, zanim wypiliśmy, i był to dla mnie kolejny przykład świętej magii tej medycyny.

 

 

 

 

 

She spent her last years in coma, in a bed in our home. We were fortunate enough to have conditions and money to be able to do that, to have nurses after we couldn’t cope anymore on our own, and we were not forced to give her away to the terrible and soulless public hospice. In exchange, in very special way in that process, with this long illness she gave us amazing gift. She was my greatest teacher and even if I didn’t understand it back then, she brought me not only to this world, but also to the place I am now.
 

 


 

 

Spędziła ostatnie lata życia w śpiączce, w łóżku w naszym domu. Mieliśmy szczęśliwie takie warunki i środki aby jej to umożliwić, aby opłacić pielęgniarki kiedy nie mogliśmy już poradzić sobie sami, i nie musieliśmy oddawać jej do strasznej i bezdusznej instytucji jaką są państwowe zakłady opieki. W zamian za to, w bardzo szczególnym procesie jakim była ta długa choroba ofiarowała nam wspaniały prezent. Była moją największą nauczycielką i nawet jeśli nie rozumiałem tego wtedy, przyprowadziła mnie nie tylko na ten świat ale i do miejsca w którym jestem teraz.

 

 

 

 

 

 

All pieces of the puzzle, with the clarifying force of the medicine started to come in place in recent years and I understood. You may talk about coincidences and laugh at synchronicities if you choose too, but it is like Einstein said, you may live your life either in depressing conviction that everything is accident, take everything for granted, and then no such thing as miracle exists, or you may live it like everything is miracle, and every thing is sacred, part of bigger story, which, when uncovered, can be only talked about in grand words, like destiny.
 

 

 

 
Wszystkie kawałki tej układanki, dzięki krystalizującej mocy amazońskiej medycyny zaczęły trafiać na swoje miejsce w ostatnich latach i zacząłem rozumieć. Możecie mówić o zbiegu okoliczności, przypadkach i śmiać się z synchroniczności, jeżeli tak wybierzecie, ale jest tak jak powiedział Einstein, można żyć w tym depresyjnym przekonaniu, że nic nie jest cudem, wszystko jest przypadkiem, albo tak jakby wszystko było cudem – i to już moje dopowiedzenie – że wszystko jest święte, jest częścią większej historii, o której, kiedy ją odkrywamy, można mówić tylko w wielkich słowach, takich jak przeznaczenie.

 

 

 

 

 

 

My mother had PhD in plant physiology which she managed to obtain when taking care of me in my infancy, in hard reality of 80′s in communist Poland. She was later forced to give up career as scientist, dedicating herself to raising me and my brother, and working as a biology teacher in college. She was very interested in the miracle of brain and the way it works. During these years, accumulated stress in family life, despite her great reserves of joy, ended up in serious, malignant brain tumour. I was in my early teenage years when I had to face the fact, after having lost my beloved grandfather, that my mother is going to die.

She used to be rational scientist, atheist, but in these hard years before the cancer, after an intense search, she managed to find great faith, so great, that despite all predictions, she managed to conquer the cancer completely. The word miracle was heard even from the doctors.

Unfortunately, two years later it came back. She was operated by her own brother and another renowned brain surgeon, and they managed to remove the cancer. But her brain was already affected by this and further damaged by the terrible and indiscriminate tool of modern medicine, radiotherapy and chemotherapy.

 

 

 

 
Moja mama miała doktorat z fizjologii roślin, który udało jej się zrobić kiedy zajmowała się mną w moich pierwszych latach, w ciężkiej rzeczywistości Polski lat 80tych. Była później zmuszona porzucić karierę naukową, poświęcając się wychowaniu mnie i brata, podejmując pracę jako nauczyciel biologii w liceum. Była zafascynowana cudem ludzkiego mózgu. Podczas tych lat, skumulowany stres rodzinnego życia, pomimo jej wielkich zapasów radości, doprowadził do tego, że zachorowała na złośliwy nowotwór mózgu. Byłem nastolatkiem kiedy musiałem skonfrontować się z faktem, już po utracie ukochanego dziadka, że moja matka ma umrzeć.

Była racjonalnym naukowcem, ateistką, ale w tych trudnych latach przed pojawieniem się raka, po intensywnych poszukiwaniach, udało się jej odnaleźć wielką wiarę, tak wielką, że pomimo wszystkich przewidywań, zdołała wygrać z rakiem. Słowo “cud” padało nawet z ust lekarzy.

Niestety, dwa lata później rak powrócił. Operował ją własny brat, i inny znany chirurg, i udało im się guz wyciąć. Ale mózg ucierpiał, i dodatkowo zniszczyły go straszne, nieprecyzyjne narzędzia współczesnej medycyny, radio i chemioterapia.

 

 

 

 

 

 

The cancer never came back, but I was witness for several years of a long process of deterioration started by this chemical assault on her organism. From person happy to be alive, to a more and more confused and lost, forgetting things, forgetting names, being forced to give up her job, getting lost in the streets, finally we had to lock her up in the flat for her safety, then slowly she started getting lost there, having accidents, losing control, deteriorating. Sad process of decline of a great brain, perhaps doomed precisely by the parasitic domination of the mind, after a series of strokes she ended up slowly loosing coherence, memory, communication skills, later motoric functions, turning into what is sometimes called vegetable, and I prefer to call helpless child. I was forced to watch reverse process, instead of watching my child grow I saw my mother go back to infancy and diapers.

But it wasn’t a story of a heroic battle of adult sons taking responsibility, it was a story of desperation, fear, unable to face reality we escaped in our own ways, both my father and us. In my case it was physical escape, traveling, coming back for a while for as long as I could face it and running away again. I now believe I did what I could but I had many regrets over the years. There was no easy choice. I know people who dedicated themselves completely in such situations and they could be called heroes, but often they are fallen heroes, believing themselves that in the process they wasted their own lifes. I choose to believe this story was not written in vain, and my escape, and the tragedy from which I escaped happened for a reason. What I brought from these wanderings and what I got out of being present in this situation when I finally was able to do it, was a great treasure and what I consider now legacy of my mother. I learned what was difficult in our family, I learned emotions, I learned to love, I learned compassion. I slowly learned how to live, I learned about what is life and what is imminent death, that in recent years was always around the corner. My mum was in what they called terminal state for at least 5 years, incredible amount of time, and now I feel immense gratitude because her suffering prepared me as gently as possible to face her death now with a mix of remorse and joy, rare opportunity. I am ashamed to admit this, I feel no one deserves it but I didn’t choose this story.

It wasn’t always so. When few years back she was in the intensive care unit, about to expire, I came to know the greatest fear of my life. I was already experienced after traveling in Sufi world and I knew their belief in death being joyous occasion, marriage day with One reality, but it was only intellectual knowing. It was later, working with ayahuasca I came to experience something more, I came to learn. I re-lived that terrible moment in one session with Taita Querubin Queta in Colombia and I understood I wept back then, in the hospital, not for my mother but for myself about to be left alone, I understood the words of Jesus – “you weep for yourselves”. But I wasn’t ready, and she didn’t leave me still.

 

 

 

 

Rak nigdy nie wrócił, ale byłem świadkiem wieloletniego procesu rozkładu, degeneracji, rozpoczętego tym chemicznym atakiem na organizm. Od osoby pełnej szczęścia z powodu odzyskanego życia, do coraz bardziej zmieszanej, pogubionej, zapominającej portfela, imion, zmuszonej do porzucenia ukochanej pracy, gubiącej się na ulicach, w końcu musieliśmy zamykać ją w domu, dla jej bezpieczeństwa, potem zaczęła gubić się i tam, kolejne wypadki, upokarzająca utrata kontroli, zanik. Smutny proces zmierzchu wspaniałego mózgu, nieszczęście wywołane być może pasożytniczą dominacją intelektu, wreszcie po serii udarów stopniowo traciła świadomość, pamięć, zdolność komunikacji, w końcu funkcje motoryczne, zamieniając się w coś co zwykło nazywać się warzywem, a ja wolę nazywać bezradnym dzieckiem. Byłem zmuszony obserwować odwrotny proces, zamiast patrzeć jak rozwija się własne dziecko, widziałem jak moja mama cofa się do kołyski i pieluch.

Ale nie była to historia heroicznej bitwy dorosłych synów biorących pełną odpowiedzialność, była to historia desperacji, strachu, niezdolni do konfrontacji z rzeczywistością uciekaliśmy, każdy na swój sposób, zarówno nasz ojciec jak i my. W moim wypadku była to fizyczna ucieczka, podróż, wracałem na tyle na ile dawałem radę i uciekałem ponownie. Teraz ufam że zrobiłem to co mogłem, co było mi pisane, ale miałem przez lata wiele wyrzutów sumienia. Nie było łatwego wyboru. Wiem o ludziach, którzy poświęcili się w takich sytuacjach zupełnie, i można nazwać ich bohaterami, ale często są to polegli bohaterzy, którzy sami wierzą, że zmarnowali sobie przy tym własne życia. Wybieram wiarę w to, że ta historia nie zdarzyła się na próżno, że w mojej ucieczce, i w tragedii od której uciekałem była większa przyczyna. To co przywiozłem z tej włóczęgi, i to co zdobyłem dzięki byciu obecnym w sytuacji, kiedy w końcu byłem do tego zdolny, to wielki skarb, coś co teraz uważam za dziedzictwo mojej mamy. Nauczyłem się tego co było trudne dla mojej rodziny, nauczyłem się emocji, nauczyłem się kochać, nauczyłem współczucia. Powoli uczyłem się żyć, nauczyłem się tego czym jest życie, i czym jest nieuchronna śmierć, która w ostatnich latach wciaż czaiła się za rogiem. Moja mama była w stanie jaki nazywali terminalnym przez ostatnie 5 lat, niesamowicie długo, i teraz czuję za to wielką wdzięczność, ponieważ tak przedłużające się cierpienie przygotowało mnie tak wolno jak to możliwe na przyjęcie jej śmierci z mieszanką sentymentalnego żalu ale większej radości, rzadka to możliwość. Wstydzę się to przyznawać, bo wierze, że nikt na to nie zasługuje, ale nie wybrałem tego scenariusza.

Ale nie było tak zawsze. Kiedy parę lat temu była na oddziale intensywnej terapii, i zgon był o krok, stanąłem wobec największego strachu swojego życia. Byłem już po doświadczeniach na ścieżkach sufizmu, i znałem wiarę sufi w śmierć jako radosną okazję, dzień zaślubin z Jednością, ale było to tylko intelektualne poznanie. Dopiero później, pracując z ayahuaską doświadczyłem czegoś więcej, nauczyłem się. Przeżyłem ponownie ten straszny moment w nocnej ceremonii z Taitą Querubinem Queta w Kolumbii, i zrozumiałem, że płakałem wtedy, w tym szpitalu, nie nad moją matką, ale nad sobą, który miał pozostać sam. Zrozumiałem słowa Jezusa – “nad sobą płaczecie”. Ale nie byłem gotowy, i mama mnie nie zostawiła.
 

 

 

 

 

 

Many months passed. Private nurses took care of my mother, we were spared more of the hard process of facing the deteriorating body, I could build back my private life that fell apart when my girlfriend couldn’t take it anymore, and I was able to dedicate my time to know better the plant medicine. I loved life more and more, felt guilty about my happiness, but I also believed even if life of my mother is no life as anyone would wish, I had no authority and power to take any steps. I knew however that no choice is also a choice and perhaps cowardliness.

Things got really bad last month. We reunited with my brother in first long family trip together since our childhood. We came back a week ago, and this weekend I was able to run two ayahuasca sessions. My mum died in between, and on the second night I was able to sing the song of thanks instead of cursing the cruel god.

Years ago I had nothing in common with interests of my mother and I never knew I would work in any way with the plants. I got her intelligence, ( and my father’s too ) but above all I got what is the most important, her love.

When I was a child, my grandfather, very close person to me, came back on his bicycle from his garden, laid down on a sofa and passed away. This calm for him, but sudden for me death was a great shock, hard to bear. To ease it I took a vow to try to be as honest and reliable man as he was, to honour his memory.

Now the situation was different, suffering was long and cruel, but I was well prepared. She taught me about suffering, faith and surrender. Her spirit together with the female spirit of ayahuasca taught me it is better to accept the story as it is written for us than live in constant anger and denial. I came to see my lack of patience I had with her, I could face it, accept it and try to change. This story in a way strange, but not unknown in shamanic traditions led me to path of the plant medicine. Thanks to this whole process I understand it now, as finally adult man, that mother’s love as this first love we know , is that precious spark almost everyone gets, and our task, our destiny is to protect it, and make it grow, to pass it on and share.

Nothing else matters.

 

 

 

 
Minęło wiele miesięcy. Prywatne pielęgniarki zajmowały się mamą co oszczędziło nam trudnego procesu obcowania z jej degenerującym się ciałem, mogłem odbudować swoje prywatne życie, które rozpadło się, kiedy moja dziewczyna nie dawała już rady w tej sytuacji, i mogłem też poświęcić czas poznawaniu lepiej roślinnej medycyny. Kochałem życie coraz bardziej, czując się winny z powodu mojego szczęścia, ale wierzyłem też, że nawet jeśli życie mojej mamy nie jest życiem jakie ktokolwiek by sobie życzył, nie miałem władzy, nie miałem siły na podjęcie jakiś kroków. Wiedziałem jednak, że brak decyzji jest także decyzją, być może tchórzostwem.

Rzeczy pogorszyły się bardzo w ciagu ostatniego miesiąca. Pojechaliśmy wtedy z bratem na pierwszą wspólną wyprawę od dzieciństwa. Wróciliśmy z niej tydzień temu, i w ten weekend poprowadziłem dwie ayahuaskowe sesje. Moja mama umarła pomiędzy nimi, i drugiej nocy mogłem zaśpiewać jej pieśń podziękowania, zamiast żalu i przeklinania okrutnego boga.

Lata temu nie miałem nic wspólnego z zainteresowaniami mojej matki, nigdy nie spodziewałem się, że moje zajęcie będzie się w jakikolwiek sposób wiązać z roślinami. Odziedziczyłem jej inteligencję ( jak i mojego ojca ), ale przede wszystkim to co jest najważniejsze, miłość.

Kiedy byłem dzieckiem, mój dziadek, bardzo bliska mi osoba, przyjechał z ogródków działkowym na swym starym rowerze, położył się na kanapie i umarł. Ta spokojna dla niego, a nagła dla mnie śmierć była wielkim szokiem, trudnym do zniesienia. Aby go złagodzić przyrzekłem mu, że będę starał się być tak uczciwym i niezawodnym mężczyzną jak on, aby uczcić jego pamięć.

Teraz sytuacja była odmienna, jej cierpienie było długie i okrutne, ale ja byłem dobrze przygotowany. Nauczyła mnie przykładem o cierpieniu, wierze i poddaniu. Jej duch razem z żeńskim duchem ayahuaski nauczył mnie, że lepiej zaakceptować historię jaka jest nam napisana niż żyć w ciągłym gniewie i wyparciu. W końcu zobaczyłem mój brak cierpliwości jaki wobec niej i innych miałem, mogłem go ujrzeć, zaakceptować i próbować zmienić. Ta historia w dziwny, ale znany dobrze w szamańskich tradycjach sposób, poprowadziła mnie na ścieżkę roślinnej medycyny. Dzięki temu procesowi zrozumiałem w końcu, wreszcie jako dorosły mężczyzna, że miłość matki jako pierwsza miłość jaką poznajemy, jest tą drogocenną iskierką jaką prawie każdy dostaje, i naszym zadaniem, naszym przeznaczeniem jest chronić ją, pozwolić jej rosnąć, przekazać dalej.

Nic innego nie ma znaczenia.
 

 

 

 

 

 

March 23rd, 2015

To go softer, to connect. /// Bardziej miękko, bliżej.

 
 

 
 

 
 

 

 
 

 
 

 
 

 
 
 


 
 
 

 
 

 
 

[ Iquitos, Peru. February - March 2015 / Iquitos, Peru. Luty - marzec 2015 ]

Ayahuasqueros : Jose Torres

March 16th, 2014

 

 

 

I only post it because it is Sunday today. I don’t suspect there are many people reading this blog who are into love magic, believe in power of esoteric perfumes that may bring luck in business or personal life and like their ayahuasca taken evangelical church style, with exorcisms, sitting all night in uncomfortable benches, in a group of more than hundred patients, against one charismatic healer and dozen of his helpers. You do ? Well, sorry, there will be no story here, on some Friday go to Coca ( Orellana ) in the Amazon of Ecuador, call Jose Torres ( 0999632418 ) to confirm the show is happening, prepare to pay something like 40 or 50 USD they will try to charge you ( I refused to pay ) and enjoy this curious event. You should count around 1 hour on public bus from old bus station in the centre of Coca, and the last one leaves around 6 PM. But I should make sure again, do you really want to pray to Jesus and get spit on with booze while on psychedelic brews?

I do not want to take away faith from all those crowds of desperate people waiting outside Jose Torres’ clinic, but I don’t think they are reading this, and I hope you are smarter.

 

 

Zamieszczam to tylko dlatego, że dziś niedziela. Nie podejrzewam wielu z czytających tego bloga o wiarę w miłosną magię, moc ezoterycznych perfumów, które przynoszą szczęście w biznesie i życiu osobistym, o to, że lubicie pić swoją ayahuaskę w ewangelicko-kościelnym stylu, otoczeni przez setkę pacjentów, siedząc całą noc w niewygodnych, drewnianych ławkach, naprzeciw jednego charyzmatycznego znachora i tuzina jego pomocników szturchających was kijem przy każdym przyśnięciu. Lubicie takie rzeczy? Cóż, przykro mi, ale nie będzie tu żadnej opowieści, w jakiś piątek wybierzcie się do Coca ( Orellana) we wschodnim Ekwadorze, zadzwońcie do Jose Torresa ( 0999632418 ) aby potwierdzić czy tego dnia na pewno imprezka ma miejsce, przygotujcie na wybulenie około 50 USD, które od was zażądają ( ja odmówiłem ), i cieszcie się dziwnością chwili. Dojechanie na miejsce ze starego dworca autobusowego w Coca powinno zająć około godziny, ostatni bus odjeżdża o 18:00 i kosztuje 1 USD. Ale jeszcze raz się upewnię, na pewno chcecie modlić się do Jezusa i być opluwanym alkoholowym roztworem, będąc pod wpływem psychodelicznego wywaru?

Nie chcę odbierać wiary tym wszystkim tłumom zdesperowanych ludzi czekających na zewnątrz kliniki Jose Torresa, ale nie sądze aby to czytali, a wy, mam nadzieję, jesteście rozsądniejsi.

 

 

 

 

 

February 13th, 2014

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

love icaro / miłosne zaklęcie

February 13th, 2014

I still hesitate to continue my ayahuasceros guide in this form, information and photos, as some things I would be writing here about will not be taken seriously by those who never experienced them, even if they were known to your grand-grand-grand mothers, for generations preparing magic love potions and spells, some of which may have helped to start the chain that made your life happen.

There is love magic, there are songs that can bind one person to another, a spell only other powerful magic can undo. Believe it or not, one day perhaps I will tell you a tale…

 

***

 

Wciąż waham się czy kontynuować mój przewodnik po ayahuaskowych szamanach w takiej formie, tekstu i zdjęć, bo część z rzeczy o których miałbym napisać wydadzą sie absurdalne i niewiarygodne tym, którzy ich nigdy nie doświadczyli, nawet jeżeli były znane ich pra-pra-prababciom, przez pokolenia przygotowującym miłosne wywary i zaklęcia, a niektóre z nich być może były początkiem łańcucha wydarzeń, który umożliwił wasze życie.

Istnieje magia miłosna, są pieśni które łączą jedną osobę z inna, zaklęcia które jedynie równie potężna magia może odczynić. Wierzcie lub nie, pewnego dnia opowiem wam historię…

 

 

 

 

 

The song below is Shipibo love icaro, magic chant for bringing a woman under spell of the one it is sung for.

 

 

Poniżej miłosne icaro śpiewane przez szamankę z plemienia Shipibo, w celu sprowadzenia oczarowania na kobietę pożądaną przez “pacjenta”.

 

 

 

orphaned child / sierota

September 25th, 2013

 

 

 

 

to leave the state of orphaned child, that we sometimes never leave

angry at world, about its lost attention

to understand nothing is missing, nothing is lost, everything complete

that the primal separation is also the primal opening

no need to prove anything anymore

surrender

die before dying

 

 

opuścić stan osieroconego dziecka, którego czasem nigdy nie opuszczamy do końca

wściekłego na świat, na utratę jego uwagi

zrozumieć, że niczego nie brakuje, nic nie jest utracone, wszystko w komplecie

że pierwotne oddzielenie jest także pierwszym otwarciem

nie ma już potrzeby niczego udowadniać

poddać się

umrzeć zanim się umrze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[  Images from Pankisi Valley, Georgia /   zdjęcia z doliny Pankisi, Gruzja ]

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.