światosław / tales from the world

Posts tagged:

religion

godfather / boże, ojcze

August 13th, 2017

To all the fathers / Wszystkim ojcom

 

 

Everything is sacred, every thing in creation. If we are serious about this, then the only blashphemy is the negation of life, denial of this world. Shit, sweat and sperm. And yet to these thoughts out loud were not only highest for of heresy back then, when those in power had possibility of setting stakes alight, but they can also sound so now, especially to some of those who consider themselves spiritual. Is your brew of the vine sacred for all the transformation it can procur? If so, can one only dress in white and kneel in front of it, what to think of this – genuine – Amazonian shaman – trickster – he wears no cristals, he knows no mantras, and he does this to his bottle :

 

 

Wszystko jest świętością, każda rzecz w stworzeniu. Jeżeli traktujemy to poważnie, wówczas jedynym bluźnierstwem jest negacja życia, zaprzeczenie tego świata. Gówno, pot i sperma. A jednak, wypowiadanie tych myśli głośno było nie tylko najwyższą formą herezji wtedy, kiedy ci u władzy mieli możliwości podpalania stosów, ale może brzmieć i tak dzisiaj, zwłaszcza dla niektórych z tych, którzy uważają się za osoby na duchowej ścieżce. Czy twój wywar z liany jest święty z powodu przemian jakie katalizuje? Jeżeli tak, czy można jedynie ubrać się na biało i bić mu pokłony, co zatem myśleć o tym – oryginalnym – amazońskim szamanie – tricksterze, którzy nie nosi kryształów, nie zna mantr, i robi ze swoją butelką coś takiego :

 

 

 

 

 

But still, I can not help but FEEL that truth is straightforward , that I am finally recovering for myself lost meaning of empty words, when the Ortodox Ukrainian hymns flowed from my speakers, about the God, lord of the world, while I was in process of tattooing this, I felt that I am filling these words with this, what after all was always important to me, and probably is for all men. God, father, creator of MY world.

 

 

Bo nie mogłem powstrzymać UCZUCIA, że prawda jest prosta, że w końcu odzyskuję dla siebie utracone znaczenie prostych słów, kiedy prawosławne ukraińskie hymny płyną z głośnika, o Panu – gospodarzu świata, podczas gdy ja tatuuję, czułem, że słowa te wypełniają się tym, co w końcu zawsze było dla mnie ważne, i takie pewnie jest dla wszystkich. Boże, ojcze, stworzycielu TEGO Świata.

 

 

 

 

“Ayahuasca była wielkim odkryciem dla mojego życia zawodowego, jako osoby duchownej. Wiele lat temu zostałem poproszony przez mojego ówczesnego biskupa, abym objął duchową opieką pacjentów z centrum Takiwasi, uzależnionych od narkotyków, pogubionych ludzi, będących w istocie poszukiwaczami. Bardzo szybko zdałem sobie jednak sprawę, iż nie posiadając wiedzy odnośnie roślin z jakimi pracowali i światów w jakie te rośliny ich zabierały, nie miałem możliwości komunikacji z nimi a zatem skutecznej pracy. Przebywali oni w światach mi nieznanych i obcych dla moich koncepcji religijnych. Jak miałem zrozumieć ich trudności, ich przeszkody na tej ścieżce? Była tu jednoznaczna, duchowa konieczność mojego zanurzenia się w tej rzeczywistości, a równocześnie czułem, że rośliny te mogą pomóc mi w moich własnych problemach, które w tamtym czasie były poważne. Byłem pogubiony, a przecież oczekiwano ode mnie bym był pasterzem dla innych. Dr Mabit także to dostrzegł, i sugerował, że rośliny mogą być pomocne. Zacząłem od roślin przeczyszczających, i stopniowo zacząłem zauważać poprawę, subtelne zmiany w moich uczuciach. Zdecydowałem, iż muszę spróbować głównego narzędzia z jakim pracuje się w Takiwasi – ayahuaski. Niezbędnym było spytanie o zgodę mojego biskupa. Jeżeli mam zdziałać coś w sferze duchowej dla tych pacjentów, powiedziałem mu, muszę poznać ich świat. W seminarium mówiono nam, że powinniśmy mówić o Bogu w oparciu o naszą własną rzeczywistość i doświadczenie. Biskup odpowiedział, jeżeli jest to dla pracy zdobywania dusz, ułatwiania im odkrycia tego, czego szukają, to powinienem zrobić to, co uważam za słuszne.

 

 

A zatem wypiłem. Zobaczyłem wtedy ogromny potencjał tej medycyny. Umożliwiła mi ona po raz pierwszy w życiu wniknięcie w duchową rzeczywistość, o której nie wiedziałem nic do tego momentu. Studiowałem przez lata w seminarium, pracowałem potem jako kapłan w wielu parafiach, ale nigdy nie było mi dane doświadczyć bezpośredniej relacji z tą świętą, wewnętrzną przestrzenią. Rośliny pokazały mi, iż blokada była we mnie, i po tym jak przyjęłem ayahuaskę, zrozumiałem jakie zmiany były niezbędne w moim życiu, jak powinienem rozpocząć proces pogodzenia się ze sobą samym, z naturą, z innymi, z Bogiem. Ta roślina, ayahuaska, to skuteczne narzędzie dla tych z nas, którzy szukają w życiu odpowiedzi. Czyni nas bardziej wrażliwymi, ludzkimi, osłabia racjonalną część naszej osobowości, i pomaga przez to poczuć to, co znamy z pism, naprawdę wejść w kontakt z tym, o czym dotąd jedynie czytaliśmy i znaliśmy intelektualnie.

 

Doświadczenie to było zdecydowanie przeżyciem duchowym. Mogłem dostrzec własne demony i zrozumieć skąd one pochodzą, dlaczego moje życie dotąd nie było szczęśliwym, dlaczego nie mogłem żyć w pokoju, całą tą wściekłość i ciemność mnie blokującą. Nie byłem wcześniej w stanie odkryć swojej prawdziwej natury. To właśnie odróżnia ayahuaskę od narkotyków – wielu ludzi żyje w takim pogubieniu, i uciekają w narkotyki, ale te przynoszą tylko tymczasową ulgę, i nie przynoszą zrozumienia.

 

Kontynuuję swoją pracę z roślinami i z ayahuaską, i widzę do teraz, jak wpływają na mnie, jak motywują mnie w moim życiu religijnym, w moich obowiązkach kapłana, pozwalają mi docenić bardziej kościół do jakiego należę. To doświadczenie pomaga mi w mym codziennym życiu aby lepiej rozróżniać pomiędzy złem i dobrem. Jest pewne pomieszanie w Kościele Katolickim odnośnie szamanizmu. Szaman to termin neutralny etycznie, wykonuje on pracę do jakiej jest wynajęty, czasem uzdrowienie a czasem czynienie szkody. Moja praca wiąże się z “curanderos”, uzdrowicielami, których intencją jest używanie roślin wyłącznie w celu leczenia. Jak może być to złe w oczach Boga, twórcy roślin dla pożytku człowieka?

 

 

Tutaj warto wspomnieć o interesującym fakcie – termin “curandero” w swym rdzeniu zawiera hiszpańskie określenie kapłana – “cura”. To nie jest zbieg okoliczności. Wykonujemy wspólne zadanie, leczymy dusze. To jest praca, która płynie od Boga, ze światła, którego wszyscy w istocie szukają. Jest wiele dróg dotarcia do dusz, niektórzy potrzebują tej drogi, drogi roślin. Ostatnio, podczas wizyty biskupa w Takiwasi, odbyło się kilka chrztów pacjentów. To są konkretne życia, duchowe życia odmieniające się. Czy jest to zasługą mej pracy jako ksiądz? Nie, to dzięki pracy curanderos i dzięki roślinom, więc mówimy tu o realnym wpływie, realnej odmianie. Tak było i w moim przypadku, wielka odmiana i ratunek z bałaganu w jakim wtedy byłem. Teraz kocham bardziej swoje powołanie, bardziej się poświęcam pracy, jestem mniej znużony. Mam nadzieję, iż zrozumienie tych procesów będzie powoli wzrastać, że doświadczenia ludzi takich jak ja bedą świadectwem, za którym inni w Kościele będą mogli podążyć.”

 

 

O. Christian Alejandria.

 

Z nakazu swojego biskupa jest pasterzem, duchowym przewodnikiem dla personelu i pacjentów Centrum Takiwasi. Uczestniczy aktywnie w procesach rozwoju psychoterapeutycznego poprzez sesje z roślinami, i prowadzi warsztaty dla promocji wartości. Takiwasi jest bezwyznaniową organizacją pozarządową, jednak uznaje jako niezbędne wprowadzenie wymiaru duchowego dla skutecznego przełamywania psycho-emocjonalnych problemów.

 

 

 

 

“Ayahuasca has been a discovery for my priest life. Years ago I have been asked by my bishop to take into my spiritual care patients of the Takiwasi center, drug addicts, people lost, who were also on spiritual quest. However, very quickly I realized, that having no knowledge of the plants they work with and the worlds these plants take them to, there was no possibility of communication between us and therefore no possibility of effective work. They lived in world unknown to me and alien to my religious concepts. How could I understand their difficulties, their obstacles on this path? There was a clear spiritual necessity for my immersion and I also felt these plants could help me in my problems, which were serious at this time. I was lost myself, and at the same time there was expectation of me to be shepherd to others. Dr Mabit saw that too, and he suggested the plants could be of help. I started first with plant purges, and as I slowly started to notice improvements, subtle changes in feelings, I decided I have to try the main tool used in Takiwasi – ayahuasca. I needed to go and ask permission of my bishop. If I am to do something spiritually for my patients, I said to him, I need to know their world. We were told in seminary that we should talk about God based on our own reality and experience. Bishop replied, that if it is for the work of winning souls, enabling them to find what they look for, then I should do what I feel is right.

 

 

So I drank. I saw that the potential of this medicine is enormous. It helped me for the first to truly enter inside spiritual reality I did not know before. I studied years in the seminary, worked afterwards as a priest in many parishes, but I was never able to enter in relation with this sacred, interior space. The plants have shown me that the blockage was in me, and after I took ayahuasca, I understood what changes were necessary to do in my life, how I should start the process of reconciliation with myself, with nature, with others, with God. This plant, ayahuasca, is effective aid for those of us, who seek answers in life. It makes us more sensitive, more human, weakens our rational part and so helps us to feel what we know from the teaching of the scriptures, to truly enter in the relationship we read about and so far only knew intellectually.

 

 

That experience was something definitively spiritual, because I could see my own devils, where they originate, why my life so far was not happy, why I could not live in peace, all the rage and darkness blocking me. I couldn’t really know whom I was. This is how ayahuasca differs from drugs – many people live in this kind of confusion, and they resort to drugs to escape, but they bring only temporary relief. They belong to the darkness and offer no understanding.

 

 

I continue to work with ayahuasca and I can see until now how it affects me and motivates me in my religious life, in my duties as a priest, it helps me to appreciate more my church. The experience helps me in my daily life, to distinguish between good and bad with better clarity. There is this confusion within Catholic church regarding shamanism. Shaman is a term neutral ethically, he performs work he is hired to do, be it harm or healing. My work is with curanderos, healers whose intention to use plants is to heal exclusively. How can that be wrong in the eyes of God, creator of plants for the benefit of humanity?

 

 

It is interesting, that the term “curandero” in its core has a Spanish word for priest – “cura”. It is not a coincidence. We do the common work, we heal the souls. This is the work which flows from God, from light, which all are truly looking for. There are many ways to reach souls, some need this way, way of the plants. Recently, during bishop’s visit to Takiwasi, some baptisms of patients were performed. These are real lifes, spiritual lifes affected. Was it because of my work as a priest? No, it was thanks to the work of curanderos and the plants, so we are talking about real changes occuring. So it was in my case, a great change and a rescure from great mess I was in at that time. I love now more my vocation, I am more dedicated to my work, less weary. I hope that understanding of these things will increase gradually, that the experiences of people like me will be testimonies for others within church to follow.”

 

 

Father Christian Alejandría

 

By order of his bishop, he assumes a pastoral role of spiritual guidance to staff and patients of the Takiwasi Center. Participates actively in the psychotherapeutic evolution processes through plant sessions, and offers workshops to promote values. Takiwasi is a non-denominational NGO that however considers essential to extend the overcoming of psycho-emotional problems through the introduction to a spiritual dimension.

 

 

 

 

dr Jacques Mabit

July 5th, 2017

 

 

 

 

For many of those involved in entheogenic movement any spiritual tradition is good to play with, as long as this is not too close to heavy burden we carry from our own culture and life, where religion too often meant just law and prohibition, and very little of actual spiritual experience. So when we think – when I thought about experience approaching spirituality, it was often connected with captivating rhythm of Rastafarian drums in camps of Jamaica, trance practices of Sufis in Pakistan or Ethiopia, it might have even been Orthodox choirs ( when I was able to out aside probably even bigger social conservatism and obscurantism of Orthodox priests I met in my path. ) But Catholic tradition to me was just boring, out of tune moaning of my local priests, Sunday mass of my childhood when all we did was counting time left until we are free to play again, and all this fire and brimstone, very little love. Neither in life attitudes nor in aesthetic experience I could find anything but Hammurabi’s style laws, repression and boredom. I took Huachuma and went into the mountains and I took San Pedro and went inside stone walls of the Cuzco cathedral, and it was clear where Spirit speaks. And it is not only about taking entheogens – I drank with Santo Daime, and found it wasn’t really resonating with me either. The path of plants opened my empathy and understanding, I felt the suffering of old Catholic grandmothers and understood what church may be offering them, but I couldn’t overcome barrier of aesthetics and symbolics, impossible to erase intellectual knowledge of 2000 years of hypocrisy of the institution and feeling that lack of  love or actual experience is being compensated by excessive rigidness and moral preaching.

 

So last Friday I saw something like light in the tunnel, and in my personal opinion it is by combining discipline of the tradition with practical skill acquired in years of  rehearsal, not theoretical or theological excercises, but actual experience, that dr Jacques Mabit can be one of few I was able to meet who are reviving mystical path grounded in Christian roots, path where the experience of divine can be actually participated in, and not read about in tales of events 2000 years ago during weekly intellectual ritual. I am saying this as personal opinion, he may consider it heresy, but after all I am not bound by any institutional connection, so can afford to be heretic.  I was more affected by philosophy of Beshara, more closer to anarchic Qalandars then sober men of shariah, dancing with the Sufis never made me think that mosque is better than an open meadow, and so here as well I believe that being inside their well choreographed transformative ritual and listening to superfast, creative and captivating Catholic prayers and icaros of dr Mabit is as close as I can get for now to Christian experience of divine, without likelihood of you seeing me on next Sunday mass. But for someone who always rather preferred incomprehensible Shipibo songs, not be forced to listen to mestizo “Jesus Christo curandero”, that is a lot already, and I think it is great portal back into Christianity for many like me. Dear men of the Book, don’t follow bad example of your radical Muslim peers who are bombing Sufi shrines, and try to understand the work of this man. People like him can be great bait in your fisherman’s work, or to put in other words, great salesmen in the age of global supermarket of traditions.

 

Full story from Takiwasi, dr Mabit’s centre for work with addiction is coming soon.

 

 

….

 

 

Dla wielu osób związanych z ruchem enteogenicznym jakiekolwiek tradycje duchowe są warte wrzucenia do tygielka, pod warunkiem, że nie są zbyt blisko związane z cieżkim brzemieniem jakie wynosimy z własnej kultury i życia, gdzie religia zbyt często oznaczała tylko prawo i zakaz, i bardzo niewiele doświadczenia duchowego. Więc kiedy myślimy – kiedy myślałem o doświadczeniu zbliżającym się do duchowego, było to często związane z wciągającymi rytmami rastafariańskich bębnów w jamajskich obozach, transowymi praktykami sufickimi w Pakistanie czy Etiopii, mogły to nawet być prawosławne chóry ( kiedy udało mi się odłożyć na bok jeszcze większy niż u księży społeczny konserwatyzm i obskurantyzm prawosławnych popów jakich miałem okazję spotkać ). Ale katolicka tradycja była dla mnie zwyczajnie nudnym, fałszującym zawodzeniem lokalnego księdza, niedzielną mszą, podczas której zajmowaliśmy się głównie odliczaniem czasu pozostałego do wyjścia na zewnątrz i do zabawy, całą tą siarką i ogniem piekielnym, a wcale miłością. Ani w postawach życiowych ani w estetycznym doświadczeniu mogłem odnaleźć cokolwiek poza prawami w stylu taty Hammurabiego, represją i nudą. Spróbowałem Huachumy i wyszedłem w góry, spróbowałem San Pedro i poszedłem pomiędzy kamienne mury katedry w Cuzco, no i jasne było gdzie przemawia Duch. I nie chodzi tu tylko o same enteogeny – piłem także z Santo Daime, i odkryłem, że nie rezonuje ze mną za bardzo. Ścieżka roślin otworzyła moją empatię i zrozumienie, poczułem cierpienie katolickich babcinek i zrozumiałem co kościół może im oferować, ale nie mogłem przekroczyć tej bariery estetyki i symboliki, niemożliwej do wymazania świadomości dwóch tysięcy lat hipokryzji tej organizacji i poczucia, że brak miłości i duchowego doświadczenia jest kompensowany przesadną sztywnością i kaznodziejstwem.

 

 

A jednak w zeszły piątek zobaczyłem coś w rodzaju światełka w tunelu, i moim osobistym zdaniem, to dzięki połączeniu dyscypliny tradycji z praktycznymi umiejętnościami zdobytymi przez lata prób, nie teoretycznych czy teologicznych dywagacji ale konkretnych doświadczeń, dr Jacques Mabit może być jednym z niewielu jakich miałem okazję spotkać, którzy przyczyniają się do odrodzenia mistycznej ścieżki zakorzenionej w chrześcijaństwie, ścieżki gdzie w doświadczeniu boskości można uczestniczyć, a nie tylko czytać o nim w relacji sprzed 2000 lat podczas cotygodniowego intelektualnego rytuału. Wygłaszam powyższe jako osobistą opinię, on sam może postrzegać ją jako herezję, ale bądź co bądź nie jestem związany żadną relacją z instytucją i mogę pozwolić sobie na bycie heretykiem. Bardziej na mnie wpłynął koncept beshara, bliżej mi do anarchicznych Qalandarów niż trzeźwych strażników shariah, tańczenie z sufi nigdy nie sprawiło, że zacząłem wyżej cenić meczet niż otwartą łąkę, i tak samo tutaj, sądzę że słuchanie superszybkich, kreatywnych i urzekających modlitw i icaros dr Mabit jest tak blisko jak mogę póki co być chrześcijańskiego doświadczenia boskości, z małym prawdopodobieństwem, iż ujrzycie mnie na najbliższej niedzielnej mszy. Ale dla kogoś kto zawsze raczej preferował niezrozumiałe pieśni Shipibo by nie być zmuszonym do wysłuchiwania “pod wpływem” że “Jesus Christo curandero” to i tak bardzo dużo, i że może to być świetna brama do chrześcijaństwa dla takich jak ja. Drodzy wyznawcy Księgi, nie podążajcie za złym przykładem swych radykalnych muzułmańskich kolegów, którzy bombardują sufickie sanktuaria, i spróbujcie zrozumieć pracę tego człowieka. Ludzie tacy jak on mogą być doskonałą przynętą w waszej pracy rybaków dusz, albo, innymi słowy, świetnymi sprzedawcami w tej erze globalnego supermarketu tradycji.

 

Pełna historia z Takiwasi, centrum pracy z uzależnieniami jakie prowadzi dr Mabit już wkrótce.

 

 

 

 

The highest concern of all the mythologies, ceremonials, ethical systems, and social organizations of the agriculturally based societies has been that of suppressing the manifestations of individualism; and this has been generally achieved by compelling or persuading people to identify themselves not with their own in- terests, intuitions, or modes of experience, but with the archetypes of behavior and systems of sentiment developed and maintained in the public domain. (…)

 

 

Najważniejszą misją wszystkich mitologii, ceremonii, etycznych systemów i społecznej organizacji opartych na rolnictwie społeczeństw było stłumienie jakichkolwiek objawów indywidualizmu, i osiagano to zwykle przez zmuszanie lub przekonanie ludzi do identyfikowania się nie z ich własnymi interesami, intuicjami, czy doświadczeniem, ale z archetypami zachowania i systemami sentymentalnymi wypracowanymi i utrzymywanymi w domenie publicznej. (…)

 

 

 

 

 

 

But, on the other hand, there have always been those who have very much wished to remain alone, and have done so, achieving sometimes, indeed, even that solitude in which the Great Spirit, the Power, the Great Mystery that is hidden from the group in its concerns is intuited with the inner impact of an immediate force. (…)

 

 

Z drugiej jednak strony, zawsze istnieli tacy, którzy chcieli pozostać na osobności, i czynili tak, czasem osiągając nawet taką samotność w której Wielki Duch, Moc, Wielka Tajemnica która jest przed zbiorowością pochłoniętą swymi zajęciami ukryta, tu dzięki intuicji daje się odczuć wewnątrz w całej mocy bezpośredniego doświadczenia.

 

 

 

 

 

 

The dragon “Thou Shalt,” as Nietzsche terms the social fiction of the moral law, has been slain by the lion of self-discovery; and the master roars—as the Buddhists phrase it—the lion roar: the roar of the great Shaman of the mountain peaks, of the void beyond all horizons, and of the bottomless abyss.

 

 

Smok nakazu “Będziesz” jak nazywa Nietzsche społeczną fikcję moralnego prawa zostaje zgładzony przez lwa samo-odkrycia, i mistrz wydaję z siebie ryk – jak nazywają to buddyści – ryk lwa – ryk wielkiego szamana ze szczytu góry, z próźni poza wszelkimi horyzontami, z bezdennej otchłani. 

 

[ Joseph Campbell, The Masks of God : Primitive Mythology ]

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) Zrozumiane? Wszystkie wasze myśli, uczucia, nawet doświadczenia religijne, są niczym innym jak interakcją różnych mas które się na was składają. Nauka zdaje się negować nasze własne dusze.

 

Chociaż ta negacja duszy wydaje się podążać za najpełniejszą ekspresją tegoż mechanizmu, zorganizowana religia nie ma zamiaru rzucić wyzwania samemu mechanizmowi. Religie właściwie zgadzają się z ortodoksyjnym poglądem naukowym, iż wszechświat operuje według zasad mechaniki, poza specjalnymi okolicznościami, w których istota zewnętrzna w stosunku do materii, zwana Bogiem, ingeruje w deterministyczne prawa wszechświata podczas zdarzeń zwanych cudami. Rozdzielając Boga od wszechświata i przyznając mu rolę zegarmistrza i sporadycznego fabrykanta cudów, odpowiedź jaką kościół daje nauce tylko popiera jej despiritualizację życia, jak można było oczekiwać w związku z tym, że obie instytucje są tworzone przez te same fundamenalne kulturowe siły. Zarówno w naukowym jak i w religijnym punkcie widzenia, człowiek jest w zasadzie samotny – w pierwszym wypadku ponieważ Boga nie ma wcale, w drugim ponieważ Bóg został oddzielony od materialnego świata w jakim żyjemy.

 

Rozmontowanie kartezjańskiego teatru przez Denetta to tylko ostatni krok na drodze rozdzielenia ducha i materii, ponieważ kiedy już duch został zredukowany ( jak przez Kartezjusza ) w punkt samo-świadomości, oddzielony od ciałomaszyny, staje się zupełnie zbędny w materialnym świecie, a zatem i dla nauki. Odłączony od materii, dla wszystkich praktycznych powodów mógłby w ogóle nie istnieć. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…) Ci filozofowie [ Nowi Humaniści ] ogłosili krucjatę przeciwko swojemu wybranemu wrogowi numer jeden, siłom religii, które odwołują się do naszego intuicyjnego poczucia sensu i znaczenia życia relegując go do zewnętrznego boga, ducha czy równoważnej siły napełniającej życie i wszechświat znaczeniem. Filozoficzne problemy tego dualizmu są dobrze znane – przede wszystkim, jeżeli pozamaterialny duch wpływa na materię w jakikolwiek sposób,jak może wciąż być pozamaterialny? Jeżeli jest materialny, w którym ze składników materii rezyduje? Główne fizyczne siły są już, jak się twierdzi, znane i opisane w równaniach. I jak lubią pokazywać Nowi Humaniści, kraina tajemnicy, która potrzebowałaby innych sił, coraz bardziej się kurczy, pozostawiając teistom tylko dwa widoczne wybory: (1) oddać materialny świat w całości nauce, sprowadzając duchowość do zaledwie zjawy w maszynie, absolutnie impotentnej i bez znaczenia albo (2) zwyczajnie wyprzeć dowody nauki, odmawiając wiary, na przykład w ewolucję, pomimo przytłaczających jej dowodów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mamy w związku z tym w naszym społeczeństwie dwa trendy w instytucjonalnej religii. Odpowiadający pierwszemu wyborowi, religijne wierzenia stają się coraz bardziej bez znaczenia dla życia w społeczeństwie, mając niewiele wpływu na sposób w jaki żyjemy, oraz w związku z drugą opcją, znaczące liczby fundamentalistów ewakuują się ze społeczeństwa głównego nurtu, w spolaryzowany świat zbawionych versus niewiernych. W tym pierwszym wypadku, religia nie ma wpływu na materialne życie, niezależnie od religijnej metki wszyscy oglądamy te same programy w telewizji, wspieramy te same drużyny, kupujemy te same marki, chodzimy do tych samych szkół. Ponieważ nie ma znaczenia dla materialnego świata, religię można trzymać poza klasą, poza biurem, poza konwersacją. W drugim wypadki, odzwierciedlając ich wyparcie konsensusu co do faktów na temat świata, niektóre religijne grupy wycofują się w wyspiarską subkulturę w której religia ponownie przenika każdy aspekt życia. W związku z tym edukują swoje dzieci w domu, związują się tylkoz innymi o takich samych religijnych przekonaniach, chronią dzieci przed “demonicznymi wpływami” typu Harry Potter czy Pokemon, wystrzegają się telewizji, muzyki rockowej i popularnej kultury, a nawet formują swe własne wspólnoty, czasem za uzbrojonym murem. Ta oblężona twierdza to jeszcze jedna permutacja usunięcia się z tego świata, charakterystyczna dla współczesnej religii.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podczas gdy Daniel Denett jest wojownikiem naukowej ortodoksji i twardym wyznawcą Programu Naukowego, jego praca tworzy scenę dla powrotu do w pełni uduchowionego wszechświata. Udało mu się bowiem rozmontować podział rzeczywistości na dwa oddzielne aspekty, ducha i materię, wskazując na iluzoryczną naturę oddzielnego “ja” – kartezjańskiego punktu obserwacji świadomości. To nie jest nowe spostrzeżenie – buddyści twierdzili to samo od tysięcy lat – ale jego praca jest znacząca ze względu na wyjaśnienie w niedualistycznych terminach właściwości świadomości i z powodu pokazania wciąż obecnych w nauce założeń dualistycznych. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zatoczyliśmy zatem pełen krąg. Od naszych animistycznych początków, w których duch i materia były jednym, poprzez tysiąclecia poszerzającego się podziału pomiędzy nimi, aż bo ducha stającego się w pełni niematerialnym i tym samym nieistniejącym. Pozostaliśmy sami z materią. Czym różni się to od animizmu?

 

Jest w istocie kluczowa różnica. Leży ona nie w podejściu do ducha, ale w podejściu do materii ! Przywrócenie światu ducha nie dokona się poprzez sprowadzenie do materii pozamaterialnego ducha, ale poprzez zrozumienie,że materia sama w sobie zawiera cechy wcześniej przypisywane duchowi. Cały świat jest duchowy. Nie zawiera ani nie posiada ducha, jest duchem.

 

Ta książka proponuje koncepcję “ja” które nie jest odrębnym, oddzielonym bytem ale wyłaniającym się aspektem skomplikowanych interakcji zawierających nie tylko mózg ale całe ciało jak i środowisko, zarówno fizyczne jak i społeczne. Udawać, iż jest inaczej oznacza odcinać się od większości tego, czym jesteśmy. Zaprowadzone do kartezjańskiego ekstremum, odcina nas nawet od naszych ciał – które nie są już tak naprawdę “ja” ale zaledwie materią – jak i od naszych uczuć. “Myślę, więc jestem”. Bycie leży w samej myśli. Lub jeszcze mniej, ponieważ logika Kartezjusza mówi, iż ja nie jest w myślach, ale w tym, co jest myśli świadome, w punkcie samo-świadomości wyżej wspomnianym. Logiczny wniosek dualizmu ja-inne to zredukowanie ja do niczego. Czyżby to było jeszcze jedne źródło przenikającego nasze społeczeństwo niepokoju? Czy ta stopniowa redukcja ja do nieistniejącego punktu świadomości, w wyparciu wszystkiego czym jesteśmy, może być powodem, dla którego kompulsywnie dodajemy do siebie tyle nie-ja, tyle materialnych i społecznych własności, w bezskutecznej próbie odzyskania straconego poczucia bytu?

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Spójrzmy na wymarcie megafauny na północnej półkuli. To stało się nadzwyczaj niedawno, po tym jak znikli neandertalczycy, i w pełni rozwinął się współczesny typ człowieka, i zwykle przypisywane jest wyższości naszej technologii i, co z tym związane, naszej wyższej inteligencji. Zatrzymajmy się na chwilę by o tym pomyśleć – poważne zaburzenie ekosystemu jako oznaka wyższej inteligencji ! Zakładamy iż w ludzkiej naturze jest zagarnianue tyle ile jest to tylko możliwe. Porzućmy na moment takie założenie i przypuśćmy, że neandertalczycy i inni pra-ludzie miel inteligencję, ale nie mieli takich chęci. Być może mieli oni mądrość by unikać praktyk, które zakłócałyby równowagę w naturze. Późniejsze kultury, bardziej od niej oddzielone, pomimo to wciąż rozumiały wagę utrzymywania tego kurczącego się podłączenia. Używały religijnego rytuału i magii aby potwierdzić i odnowić je, opierając się na pradawnym dziedzictwie szamanów i historiach o korzeniach wśród pierwotnych nauczycieli, z czasów kiedy jeszcze harmonia z naturą nie potrzebowała sztucznych sposobów połączenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kiedy separacja nabrała tempa poprzez rozwój rolnictwa, przepaść nad jaką miała za zadanie budować most religia poszerzyła się. Ludzie oddalili się bardziej od “praw świata” i stare ceremonie utraciły moc przywracania równowagi. Powoli natura zaczęła tracić wewnętrzną boskość w ludzkich oczach i stała się, progresywnie, jedynie rzeczą. Aby było jasnym, natura-jako-rzecz nie było nigdy niczym innym jak ideologią, i to ideologią jakiej niezmiennie przeczy bezpośrednie doświadczenie, kiedy się na nie otworzymy. Mimo tego, ta ideologia była ( i wciąż jest ) dostatecznie potężna aby doprowadzić do i uzasadnić trwający stulecia projekt dominacji i zniszczenia, subordynacji i podboju natury. Jak opisano w poprzednim rozdziale, rolnictwo stopniowo zabrało bogów od utożsamienia ich z naturalnymi siłami do władzy nad nimi, równolegle do postępującego ludzkiego wyabstrahowania własnej tożsamości od natury. Kiedy starożytni królowie i faraonowie byli jeszcze bogami, począwszy od mniej więcej 2000 r p.n.e w Mezopotami królowie stali się zaledwie emisariuszami lub reprezentami boskości, która wyniesiona została w strefę niebios.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z bogiem eksportowanym, o nie-ziemskim statusie, ludzie ( którzy, bądź co bądź są z tej ziemi ) stracili swoją wewnętrzną boskość i stali się zaledwie sługami Boga. Około roku 2000 przed naszą erą, “zaczęły pojawiać się mezopotamskie mity o ludziach stworzonych przez bogów jako ich niewolnicy. Ludzie stali się zwykłymi sługami, bogowie, absolutnymi władcami. Człowiek nie był już w jakimkolwiek sensie inkarnacją boskiego życia, ale innej zupełnie natury, ziemskiej, natury śmiertelnej. A sama ziemia stała się teraz gliną. Materia i duch rozpoczęły swój rozdział.” W związku z tym, mamy w żydowskich, chrześcijańskich i muzułmańskich religiach, które w tymże regionie powstały, koncepcję grzechu wobec Boga, która jest zupełnie oddzielna od gwałtu na porządku natury, czy jej harmonii. Nie tylko odrębna, ale często dokładnie przeciwna. Słowo duchowość zaczęło oznaczać podporządkowanie ciała, którego pragnienia zostały przeciwstawione podwyższeniu ducha. Paralela z technologią i “wspniaczką” ludzkości jest jasna. Technologiczna krucjata cywilizacji aby przezwyciężyć naturę porządkiem i regularnością maszyny znajduje swoje odbicie w religii jako programie przezwyciężenia naszej nieuporządkowanej wewnętrznej natury, czy też “ludzkiej natury”.

 

Charles Eisenstein, “Ascent of Humanity” ( 2007 )

 

 

 

 

 

 

 

 

Wracaliśmy z lasu a po drodze była Górka Klasztorna. Najstarsze sanktuarium maryjne w Polsce zbudowane jest na miejscu gdzie “Najświętsza Panienka” objawiła się pod świętym dębem, na terenie “pogańskiego kultu”, obsikanym w ramach znaczenia terenu, jak to zwykle bywa, w 1079 roku, czterdzieści lat po “reakcji pogańskiej”, ostatnim dużym powstaniu skierowanym przeciwko ideologicznemu okupantowi i przychodzącemu z nim systemowi feudalnej eksploatacji ciemnego parafianina.

Klasztor jest pod kontrolą “Księży Misjonarzy Świętej Rodziny” i na wejściu do Bazyliki leżą ich ulotki. Historia dzieje się dziś, wystarczy mieć otwarte oczy.

 

 

We were driving back from the forests in north and on our way we stopped in oldest shrine dedicated to “Virgin Mary” in Poland, which is built on the spot of ancient pagan worship, where under sacred oak tree this Middle Eastern goddess appeared, as it usually happens, to mark the conquered territory and fight old culture, in 1079, forty years after crushing of last big pagan uprising against ideological and economical oppression which came with Christianity.

The shrine is run by “Priest Missionaries of Holy Family” and in the entrance to main church they left their leaflets. They say “this could be you” and prove that history is happening today, one only needs open eyes to see.

 

 

 

 

 

 

based on Joseph Cambell, Creative Mythology, in “Masks of God” series, pages 626-631 /// tekst na podstawie ostatniej części serii “Maski Boga” autorstwa Josepha Campbella, “Twórcza mitologia”, strony 626-631

 
 
 
 

 

 
 

Traditionally, as our survey of the myths of the world has disclosed, the idea of an absolute ontological distinction between God and man – or between gods and men, divinity and nature – first became an important social and psychological force in the Near East, specifically Akkad, in the period of the first Semitic kings, c. 2500 B.C.

 

 


 

 
Jak pokazał dotąd nasz przegląd mitów świata, idea absolutnego ontologicznego rozróżnienia pomiędzy Bogiem i człowiekiem, czy też pomiędzy bogami i ludźmi, boskością i naturą, po raz pierwszy nabrała społecznej i psychologicznej mocy na Bliskim Wschodzie, konkretnie w królestwie Akkad, w okresie pierwszych semickich królów, około 2500 r p.n.e
 

 
 

 

 

Then and there it was that the older, neolithic and Bronze Age mythologies of the Goddess Mother of the universe, in whom all things have their being, gods and men, plants, animals, and inanimate objects alike, and whose cosmic body itself is the enclosing sphere of space-time within which all experience, all knowledge, is enclosed, were suppressed and set aside in favor of those male-oriented, patriarchal mythologies of thunder-hurling warrior gods that by the time a thousand years had passed, c. 1500 B.C., had become the dominant divinities of the Near East.
 

 

 

 

To właśnie wtedy i tam starsze, neolityczne i pochodzące z epoki brązu mitologie Bogini Matki wszechświata, w której żyją wszystkie rzeczy, bogowie i ludzie, rośliny, zwierzęta i cała materia, i której kosmiczne ciało jest sferą czasoprzestrzeni w której zamyka się całe doświadczenie i cała wiedza, te mitologie zostały wyparte i odrzucone, a ich miejsce zajęły męskie, patriarchalne mity miotających piorunem wojowniczych bogów, którzy w czasie upływu tysiąca lat, do ok 1500 r p.n.e stali się dominującymi władcami bliskowschodniego panteonu.
 

 

 

 

 

 

 

 

The Aryan warrior herdsmen, driving downward from the north into Anatolia, Greece, and the Aegean isles, as well as west to the Atlantic, were also patriarchal in custom, worshiping gods of thunder and war. In contrast to the Semites, however, they never ranked ancestral tribal gods above the gods of nature, or separated divinity from nature…
 

 

 

 

Aryjscy wojownicy – pasterze, gnający z północy na tereny Anatolii, Grecji, wysp Egejskich, jak i na zachód aż po Atlantyk także kultywowali patriarchalne zwyczaje, czcili bogów grzmotu i wojny. W przeciwieństwie do Semitów jednak nigdy nie wywyższyli plemiennych bożków przodków ponad bogów natury ani nie rozdzielili boskości od natury …

 

 

 


 

 
 

…whereas among the Semites in their desert homeland, where nature-Mother Nature-had little or nothing to give and life depended largely on the order and solidarity of the group, all faith was placed in whatever god was locally recognized as patron-father of the tribe. “All Semitic tribes,” declares one distinguished authority in this field, the late Profesor S. H. Langdon of Oxford, “appear to have started with a single tribal deity whom they regard as the divine creator of his people.” ( hence – “don’t worship other gods”, not that “there are no other gods” )
 

 


 

 

… podczas gdy wśród Semitów w ich pustynnych ojczyznach, gdzie natura – Matka Natura – miała mało albo nic do zaoferowania i przetrwanie zależało głównie od porządku i solidarności w grupie, cała wiara została skierowana na któregolwiek z bogów jakiego lokalnie uznano jako patrona – ojca plemienia. “Wszystkie semickie plemiona”, jak stwierdza jeden z wybitnych autorytetów na tym polu, profesor S.H.Langdon z Oksfordu,”zdają się mieć na początku jedną plemienną boską postać, którą uznają jako stworzyciela swojego ludu” ( stąd – “nie miej innych bogów przed mną” a nie “nie ma innych bogów” )

 

 

 

 

 

 

The laws by which men lived, therefore, were not the laws of nature, universally revealed, but of this little tribe or that, each special to itself and derived from its own mythological first father.
 

 

 

 
Prawa według jakich ci ludzie żyli nie były więc prawami natury, uniwersalnie objawianymi w róznych kontekstach kulturowych, ale tego lub innego plemienia, każde odrębne, wywiedzione od swego mitologicznego pra-ojca.

 

 

 

 

 

 

The outstanding themes of this Syro-Arabian desert mythology, then, we may summarize as follows: 1. mythic dissociation, God as transcendent in the theological sense defined above, and the earth and spheres, consequently, as mere dust, in no sense “divine”; 2. the notion of a special revelation from the tribal father- god exclusively to his group, the result of which is 3. a communal religion inherently exclusive, either as in Judaism, of a racial group, or as in Christianity and Islam, credal, for and of those alone who, professing the faith, participate in its rites. Still further, 4. since women are of the order rather of nature than of the law, women do not function as clergy in these religions, and the idea of a goddess superior, or even equal, to the authorized god is inconceivable. Finally, 5. the myths fundamental to each tribal heritage are interpreted historically, not symbolically (…)
 

 

 

 
Wyróżniające się motywy w bliskowschodniej pustynnej mitologii możemy podsumować następująco : 1. mityczna dysocjacja, Bóg jest transcendentny w teologicznym sensie wcześniej zdefiniowanym, a ziemia marnym pyłem, w żadnym sensie nie jest “boska” ; 2. idea szczególnego objawienia plemiennego boga – boga wyłącznie dla tej grupy, czego rezultatem jest 3. wspólna religia z samego założenia ekskluzywna – ograniczona jak w wypadku judaizmu, do grupy etnicznej, albo jak w wypadku chrześcijaństwa i islamu, do podpisujących się pod credo, tylko dla tych którzy wyznają konkretną wiarę, i uczestniczą w jej rytuałach. Kolejne to 4. skoro kobiety przynależą raczej do porządku natury niż prawa, nie pełnią oficjalnych funkcji w tychże religiach, i idea bogini wyższej, a nawet równej jedynemu autoryzowanemu bogu jest nie do pomyślenia. Wreszcie na koniec, 5. prawa fundamentalne dla konkretnego, własnego plemiennego dziedzictwa interpretuje się historycznie a nie symbolicznie (…)
 

 

 

 

 

 

In the earlier, Bronze Age order, on the other hand – which is fundamental to both India and China, as well as to Sumer, Egypt, and Crete – the leading ideas, we have found, were : the ultimate mystery as transcendent of definition yet immanent in all things; (…) the universe and all things within it as making multifariously manifest one order of natural law, which is everlasting, wondrous, blissful, and divine, so that the revelation to be recognized is not special to any single, super- naturally authorized folk or theology, but for all, manifest in the universe (macrocosm) and every individual heart (microcosm)
 

 


 

 

We wcześniejszym porządku epoki brązu z kolei – stanowiącym podstawy zarówno kultury Indii, Chin jak i Sumeru, Egiptu i Krety – wiodące idee jakie odkryliśmy były następujące : najgłębsza tajemnica jest transcedentna z definicji a zarazem obecna we wszystkim , (…) wszechświat i wszystkie rzeczy w nim zawarte w nieskończonej różnorodności manifestują jeden porządek naturalnego prawa, które jest wieczne, cudowne, błogie i nacechowane boskością, tak więc objawienie jakiego tu szukamy nie przynależy jednej, konkretnej, namaszczonej przez nadnaturalną siłę teologii czy tradycji ale wszystkim – i jest obecne we wszechświecie ( makrokosmosie ) i każdym pojedynczym sercu ( mikrokosmosie )
 

 

 

 

 

 

(…) Now it can hardly be said of the Christian cult, which sprang into being in this ( Middle Eastern ) environment and was carried thence to Europe, that it was “brought forth” from the substance, life experiences, reactions, sufferings, and realizations of any of the peoples on whom it was impressed. Its borrowed symbols and borrowed god were presented to these as facts; and by the clergy claiming authority from such facts every movement of the native life to render its own spiritual statement was suppressed. Every local deity was a demon, every natural thought, a sin. So that no wonder if the outstanding feature of the Church’s history in the West became the brutality and futility of its increasingly hysterical, finally unsuccessful, combats against heresy on every front!
 

 

 

 

(…) Niezupełnie da się powiedzieć o chrześcijańskim kulcie, który wyrósł na tym bliskowschodnim podłożu, i został póżniej eksportowany do Europy, że “wydobyty” został z istoty, życiowych doświadczeń, reakcji, cierpień i uświadomień którychkolwiek z tych ludów którym został wdrukowany. Jego pożyczone symbole i pożyczony bóg zostały zaprezentowane jako historyczne fakty, a kler opierający swój autorytet na rzekomej autentyczności tych faktów zajął się tłumieniem jakichkolwiek rdzennych ruchów próbujących własnych duchowych poszukiwań. Każdy lokalny bóg stał się demonem, każda rdzenna forma myśli – grzechem. Nie jest więc dziwne, że najbardziej charakterystyczna cecha w historii kościoła na zachodzie to brutalność jak i bezsens jego coraz bardziej histerycznej a ostatecznie nieskutecznej wojny z herezją na każdym froncie !

 

 

 

 

 

 

On the popular side, in their popular cults, the Indians are, of course, as positivistic in their readings of their myths as any farmer in Tennessee, rabbi in the Bronx, or pope in Rome. Krishna actually danced in manifold rapture with the gopis, and the Buddha walked on water. However, as soon as one turns to the higher texts, such literalism disappears and all the imagery is interpreted symbolically,  as of the psyche.

We read in the Brihadaranyaka Upanishad:


“Whoever knows “I am brahman!”  becomes this All, and not even the gods can prevent his becoming thus, for he becomes their very Self. But whoever worships another divinity than his Self, supposing “He is one, I am another,” knows not. He is like a sacrificial beast for the gods. And as many animals would be useful to a man, so is even one such person useful to the gods. But if even one animal is taken away, it is not pleasant. What then, if many? It is not pleasing to the gods, therefore, that people should know this.”

 

 

 

 

W swoich popularnych, ludowych odmianach religii Hindusi są oczywiście tak pozytywistyczni w swym odczytywaniu mitów jak jakikolwiek farmer z Tenessee, rabin z Bronxu czy papież z Rzymu. Kryszna dosłownie tańczył w uniesieniu w konkretnym historycznym momencie a Budda chodził po wodzie. Jednak wystarczy zajrzeć do wyższych tekstów, i taka dosłowność znika a obrazy są interpretowane symbolicznie, jako metafory psyche.

Czytamy w Upaniszadach, wieki przed Chrystusem :

Ktokolwiek wie “Ja jestem Brahman!”, staje się tym Wszystkim, i nawet bogowie nie mogą go od tego stawania powstrzymać, bo on staje się nimi. Ale ktokolwiek czci jakąś inną boskość niż Jaźń, zakładając “On jest tym, a ja czym innym”, ten błądzi. Jest jak ofiarna zwierzyna dla bogów. I tak jak wiele zwierząt byłoby użytecznych człowiekowi, tak i nawet jedna taka osoba jest użyteczna bogom. Ale jeżeli nawet jedno zwierze jest zabrane, nie jest to przyjemnym. Cóż wtedy, kiedy wiele? Nie jest to miłe bogom, zatem, żeby ludzie poznali prawdę”

 

 

 

 

 

 

[ Photos : Mali, Polish folk catholic shrines, Mongolia, the Amazon and India / Zdjęcia z : Mali, Lichenia i Jasnej Góry, Amazonii i Indii ]
 

 

 

 

 

“Banzie even of the Commencement of Life chapels say that all men search for God but most men commit the sin of searching too far for him.”

 

 

“Banzie nawet z nurtu “Początek Życia” powtarzają, iż wszyscy ludzie szukają Boga, ale większość z nich popełnia grzech szukania zbyt daleko.”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

(…)On the face of these myths Jesus is the Old Cain who is the Old Adam who is the Old and ever-present God of this world and the Above, Zame ye Mebege. Jesus is also and at once the son, the brother and the husband of Mary who is the Old Abel, the Old Eve and the Old and ever-present Nyingwan Mebege, the creative matrix of the world and primordial source of wisdom.

 

 

(…) z treści tych mitów wynika, iż Jezus to dawny Kain, który to jest dawnym Adamem, a ten z kolei Starym i zawsze obecnym Bogiem tego świata i Powyżej, Zame ye Mebege. Jezus jest także jednocześnie synem, bratem i mężem Marii, która jest dawnym Ablem, Ewą i Starą i zawsze obecną Nyingwan Mebege, twórczą macierzą świata i pierwotnym źródłem wiedzy.

 

 

 

 

 

 

Because of this multivalence Jesus is understood as having the capacity to intermediate between men and the gods and he is often referred to as Eyen Zame (He Who Sees God) or simply as nganga, the term for the traditional holder of supranatural power of healing and clairvoyance.

 

 

Z powodu tej wieloznaczeniowości Jezus jest postrzegany jako ten, który ma możność pośredniczyć między bogami i ludźmi i nazywa się go często Eyen Zame ( Ten, Który Widzi Boga ) lub po prostu nganga, co jest określeniem tradycyjnego dzierżcy nadnaturalnej mocy uzdrawiania i przepowiadania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jesus is given a very human presence and is frequently referred to as emwan mot, ”the child of man”. It is his humanity that is featured, for in his self-sacrifice he showed men how ‘to suffer’ – how to face the state of despair (engongol) which is a constant preoccupation of Bwiti, and how to tread to completion the severed path of birth and death.

 

 

Jezus ma tu bardzo ludzką postać, i często nazywany jest emwan mot, “dziecko człowieka”. To jego człowieczeństwo jest na pierwszym planie, bo w swoim samo-ofiarowaniu pokazał ludziom “jak cierpieć” – jak zachować się wobec stanu rozpaczy ( engongol ), który jest ciągłym zmartwieniem Bwiti, i jak podążać aż do celu przerwaną ścieżką życia i śmierci.

 

 

 

 

 

 

In the land below men have lost knowledge of the land above and hence need experts, nganga, to penetrate the now hidden things of the land above. Of course members of Bwiti regularly make that penetration without help of nganga, although the chief dancers in the night- long rituals are called nganga and in their dancing lead men from this life to the next. In the more Christianized branches Jesus is referred to as nganga- he who enables men to see beyond this life.

This, I believe, is the meaning of quotes such as “I am the gate, through me you will find truth”, or the gnostic “kingdom of heaven is within you”.

In that sense Jesus is a Savior in recent Bwiti. He saves Banzie ( the initiated ) by showing them how to tread the path of birth and death in order to reach God.

 

 

W dolnym świecie ludzie stracili wiedzę o krainie powyżej i w związku z tym potrzebują specjalistów, nganga, aby przebić się przez zasłonę zakrywającą wyższą rzeczywistość. Oczywiście członkowie Bwiti regularnie dokonują takiej penetracji bez pomocy ngangów,  ale to główni tancerze w całonocnych rytuałach, zwani nganga, w swym tańcu prowadzą ludzi od tego życia do następnego. W bardziej schrystianizowanych gałęziach Bwiti Jezusa nazywa się ngangą – tym, który umożliwia ludziom spojrzenie poza to życie.

Tutaj, jak rozumiem, realizuje się znaczenie cytatów takich jak “jestem bramą, przeze mnie znajdziecie prawdę” czy gnostyckiego “królestwo niebieskie jest w was”.

W tym sensie Jezus jest zbawicielem we współczesnym Bwiti. Zbawia on Banzie ( inicjowanych ), pokazując im sposób podróży ścieżką życia i śmiercu, do Boga.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

It would be a mistake, however, to assume that this centrality is sufficient to label latter-day Bwiti theology as Christocentric and to type Bwiti as a separatist or independent form of Christianity. Communication with the ancestors and not simply with Christ and through him with God remains the central object of Bwiti. Banzie even of the Commencement of Life chapels say that all men search for God but most men commit the sin of searching too far for him. God is first of all close by in the presence of the ancestral dead.

 

 

Byłoby błędem jednak zakładać, że ta centralna pozycja figury Jezusa jest wystarczająca by określić teologię współczesnego Bwiti jako chrystocentryczną, a Bwiti klasyfikować jako separatystyczną czy niezależną formę chrześcijaństwa. To komunikacja z przodkami ( a nie z samym Chrystusem a przez niego z Bogiem ) jest głównym celem Bwiti. Banzie nawet z nurtu “Początek Życia” powtarzają, iż wszyscy ludzie szukają Boga, ale większość z nich popełnia grzech szukania zbyt daleko. Bóg jest przede wszystkim tuż obok, w obecności rodu.


 

 

 

 

If we are searching for a central divinity in Bwiti it would be, in any case, not Jesus but his mother, sister, and wife, Nyingwan Mebege, the sister of God and universal matrix and source of knowledge. The ritual figure of the nganga, from the moment of his appearance in the circle of origin outside the chapel and throughout his leadership of the sequence of dances, has as his primary objective the relating of men to the ancestral dead and through them to the Great Gods and principally the Sister of God.

 

 

Jeżeli szukać centralnej boskiej figury w Bwiti, to byłby to nie Jezus, ale jego matka, siostra i żona, Nyingwan Mebege, siostra Boga i uniwersalna macierz, źródło wiedzy. Rytualna figura ngangi, od momentu jego pojawienia się w kręgu pochodzenia, na zewnątrz kaplicy, i poprzez całe jego prowadzenie sekwencji tańców, ma jako główne zadanie nawiązanie łączności ludzi ze zmarłymi przodkami i poprzez nich z Wielkimi Bogami, a przede wszystkim, z Siostrą Boga.

 

 

 

 

 

 

 

 

[ photos : Cameroon 2014, text in italic from : Fernandez, James W. Bwiti An Ethnography of the Religious Imagination in Africa. Princeton University Press ]

 

 

How to start, I do not know. The Bwiti tradition is so complex, so full of ambiguities and heterodoxy. Its creation myths, traditions, rituals, all very complex, incoherent, are actually all of secondary importance in relation to the primary experience they offer, experience which is, as many both the most and the least articulate folks admit, is impossible to explain, recount, that can only be lived through the initiation. The experience that is centered around death, reliving all your life in three nights, travelling to other realm, meeting God. Bwiti’s roots reach deep into the rites of first Pygmies, and they belong to the wide African tradition of worship and communication with the ancestors. But in this case, not by symbolic ritual, but through the power of most potent psychedelic on earth, root of iboga.

 

 

Jak zacząć nie bardzo wiem. Tradycja Bwiti jest tak złożona, tak pełna wieloznaczności i heterodoksji. Jej mity założycielskie, zwyczaje, rytuały, wszystkie bardzo skomplikowane, niespójne, są jednak drugorzędne względem głównego doświadczenia jakie Bwiti oferuje, doświadczenia które, jak zarówno najbardziej jak i najmniej wygadani banzie ( inicjowani ) przyznają, jest nie do przekazania słowami, można je jedynie w inicjacji przeżyć. Doświadczenie które wiąże się ze śmiercią, przeżyciem ponownym całego swojego życia w ciągu trzech nocy, podróżą w zaświaty, spotkaniem z Bogiem. Korzenie Bwiti sięgają głęboko w rytuały pierwszych Pigmejów, i przynależą do wielkiej afrykańskiej tradycji czczenia i komunikacji z przodkami. W tym jednak wypadku nie poprzez symboliczny rytuał, ale dzięki mocy jednego z najpotężniejszych psychodelików na ziemi, korzeniowi ibogi.

 

 

 

 

 

 

 

But the stories, poetry, songs, symbols tell something and it is through them I will try to present the Bwiti world. I don’t want it to be National Geographic style report, neither my travelogue. Because of this approach this story can be very hermetic, but nobody pays me here to explain the basics, you can easily find them online.. I will feed you allegory and inspiration, story from Africa deserves a good degree of chaos, right?

 

 

Być może jednak anegdoty, poezja, pieśni, symbole są coś w stanie przekazać i to poprzez nie spróbuję przybliżyć świat Bwiti. Nie chcę aby był to reportaż w stylu National Geographic, kawa na ławę, chodzi o to i o tamto, nie chcę też dziennika podróży zbyt osobistego. Z powodu tego podejścia ta historia może się okazać bardzo hermetyczna, ale nikt mi nie płaci bym tu wyjaśniał podstawy, łatwo je znajdziecie online. Będę tu serwował alegorię i inspirację, opowieść z Afryki musi być nieco mętna, i ze sporą dawką chaosu, prawda?

 

 

 

 

Ekang Engono describes himself as interested in showing the membership that the world is one thing (dzam da) or a great whole (engura dzam), by showing the connections between things. He offers to tie things together (atsing mam) or coagulate things too much in flux (a lighe mam). He says that Mebege made the world as one thing, “the great egg of the sky spider shows us that, the one hole in the adzap tree shows us that, but people and the world have split into many parts. People have lost their way.” That is to the liking of the witches, for their object is to “isolate men the easier to eat them. When men and the world are all together the witches cannot work.”

p. 496 Fernandez, James W. Bwiti An Ethnography of the Religious Imagination in Africa. Princeton University Press

 

 

Ekang Engono opisuje się jako zainteresowanego przedstawieniem społeczności że świat jest jedną rzeczą (dzam da) lub jedną całością (engura dzam), poprzez pokazanie powiązań między rzeczami. Oferuje powiązanie ze sobą rzeczy ( atsing mam ), lub skonkretyzowanie zbyt płynnych spraw (a lighe mam). Mówi że Mebege stworzył świat jako jedność, “wielkie jajo niebieskiego pająka pokazuje nam to, jedna dziura w drzewie adzap pokazuje nam to, ale ludzie i świat rozdzielili się w zbyt wiele części. Ludzie stracili kierunek.” To podoba się czarownikom, bo ich celem jest “rozdzielić ludzi aby łatwiej ich zjeść. Kiedy ludzie i świat są jednym, czarownicy nie mogą pracować”

s. 496 Fernandez, James W. Bwiti An Ethnography of the Religious Imagination in Africa. Princeton University Press

 

 

 

 

 

 

 

(…)the creator God Mwanga. emerges out of the water with earth to form the land. He creates the four sacred trees of Bwiti and plants them in the four corners of the world.  He then creates spider to weave a web between these trees and bring them into communication, creating a spidery network and a weaving together of the four corners,

p. 327 Fernandez, James W. Bwiti An Ethnography of the Religious Imagination in Africa. Princeton University Press

 

 

(…) bóg stworzyciel, Mwanga, wyłania się z wody z ziemią aby uformować krainy. Stwarza cztery święte drzewa Bwiti i sadzi je w czterech zakątkach świata. Potem stwarza pająka aby uwił sieć pomiędzy tymi drzewami, tworząc pajęczą siatkę powiązań i splątując razem ze sobą wszystkie cztery strony,

s. 327 Fernandez, James W. Bwiti An Ethnography of the Religious Imagination in Africa. Princeton University Press

 

 

 

 

Why is it so, that all psychedelic, each in his own style, whether taken in a flat in Brooklyn by some hipsters, by a sick Indian in the depth of Amazon jungle, or by some Pygmies or simple farmer in the village in Africa always bring the same conclusions about the nature of the world, about unity and interconnectedness? Is the African spider’s web and the Brahmajala, the infinite net of jewels reflecting each other the same reality, revealed ( as in taking off the veil, famous Sufi metaphor ) to different cultures by different techniques? If the exoteric hard-heads in their attachment to diverse forms repulse me from the religion as such, the fruits of the journeys of mystic travelers, all attesting the same, bring hope of the Truth.

 

 

Dlaczego jest tak, że wszystkie psychodeliki, każdy w swoim stylu, czy to przyjęte w berlińskiej klitce przez znudzonych hipsterów, czy przez chorego Indianina w głębi amazońskiej dżungli, czy przez jakiś Pigmejów czy prostego chłopa w afrykańskiej wiosce, zawsze przynoszą te same wnioski co do natury świata, uczą o jedności i wzajemnym połączeniu wszystkiego? Czy sieć afrykańskiego pająka stworzyciela i Brahmajala, nieskończona sieć klejnotów odbijających się nawzajem to ta sama rzeczywistość, ujawniana przez osłonięcie zasłony iluzji różnym kulturom, przy użyciu różnych technik? Jeżeli egzoteryczni twardogłowi w swym kurczowym czepianiu się swoich różnorodnych i przeciwstawnych nieraz form odpychają mnie od religii, to owoce podróży mistycznych eksploratorów, wszystkie poświadczające to samo, pachną obietnicą Prawdy.

 

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.