światosław / tales from the world

Archive for:

Uncategorized

 

In recent decades we have travelled very fast on road of changing relationships with psychedelics – from therapists saying “drugs are bad, mmkay, what you need is our therapy” to users saying “ayahuasca gave me what 10 years of therapy couldn’t deliver” to finally therapists saying “mmkay, some drugs are good, but you NEED our therapy in the package”.

 

What about all finally acknowledging validity of journey itself, and relativity of importance of various stations – or destinations for that matter. What is needed for that is great courage for many involved – for some travelers to admit they are not “strong” enough to continue on their own, but for some therapists as well to confront their hidden fear of being left on their own, of not being needed, and hence not only jumping on the wagon, but forcing the view that all must jump on it the way they see it best.

 

Before my journey brought me to the Amazon, I have followed Sufi ways – literally and metaphorically, as each of their many branches is called precisely that – tariqa, “a path”. There are many of them, and far from being perfectly tolerant, those who trod on chosen one often look down upon others, see them as controversial, but despite the dialectic game, it seems like they – and many of us, remain aware of the underlying truth, that they are “only” that, a path, and most of all, rather then preach your truth, it is much more important to embody it.

imagine Sisyphus happy

November 6th, 2020


 
 

 

There is some fundamental difference between world of work as a punishment in exile from Eden, world of unhappy Sisyphus frustrated at never completed task and world of complex mandalas that are to be destroyed right after its creation.

Sweating through my life in unforgiving jungle, I made it a task to imagine Sisyphus happy.

 

 

Jest fundamentalna różnica pomiędzy światem pracy będącej karą na wygnaniu z Edenu, światem nieszczęśliwego Syzyfa sfrustrowanego swym niekończącym się zadaniem a światem skomplikowanych mandali, które niszczy się zaraz po ukończeniu.

Pocąc się przez życie w bezlitosnej dżungli, uczyniłem misją wyobrażenie sobie Syzyfa szczęśliwym.

 

 

 

 

 

 

 

Things will only get more dramatic in the global storm, if we do not calm the internal storm raging in our hearts. I believe no one really has bad intentions, it is rather a lack of clear intention and being pushed by powerful forces of giant tsunami of emotions, foremost among them greed, that is behind current instability and perhaps impending disaster. Not angry Black Lives Matters and not their violent militia opponents, neither uptight conservatists forcing drastic restrictions in abortion laws of my homeland, nor the violent and angry reaction towards them are driven by “bad intentions” and are source of the problem, but rather its manifestation.

Fear breeds more fear and will continue to do so until it is counteracted with opening of the heart and the only “force” able to conquer fear, which no matter how cheesy it may sound, is love. I come to see and acknowledge that in time of deep darkness, also personal, there is no other rescue, no matter how gigantic effort and struggle will be undertaken, it may be at best like sweeping rotting debris under the carpet, where it breeds even bigger monster.

 This anger, violence and fear of the outside factor is nothing but a form of escape from the internal demon. When the lack of meaning, when the ultimate fear of life in vain, culminated by impending death sooner than later, are not bearable any more, the best escape that ego knows is to project that fear outside. I believe, no matter how controversial for material paradigm it may sound, that all of these stories, one by one, terrorism, migrants, climate doom, virus, controlling world government, abortion laws, are all a form of release, venting of internal pressure, almost as if they were manifested in “real”, material world by the tormented collective soul of humankind. It does not make them less real, the virus does exists, the climate crisis does exist, the fanatical enemy of freedom does exist – but they do exist for a reason. Fighting them is just like what modern medicine does with disease – fighting the symptoms, pushing back and away and postponing dealing with the core issues that are not being dealt with. Suddenly the enemy without becomes a saviour – you no longer have to face existential terror when all your attention is diverted for a while towards the external one. No longer “my life does not have the meaning”, now that meaning is “war”, as I hear in almost joyful outcries of many of the people lost in my homeland, and now found again in liberating struggle. But that liberation is just like liberations that drugs, no matter if pharmaceutical or illegal ones bring, consumed orally or sensory electronic ones, temporary suppressing and in the long term, making things worse and the necessary work more difficult.

In time where growing fear and anxiety demands more and more from me to know, predict and struggle, I declare my allegiance to not knowing, to fate, to surrender. I will fail, no doubt, again and again, but my declaration is genuine. This is my flickering light in dark cave of despair. I choose to trade my old illusion of certainty for cultivation of the trust I have been neglecting for so long. More control is more and more tension, and ultimately road to madness, I am sensing that in my personal spiritual path and I dare to project that on global affairs. I can not convince anyone, that is certain, these words can only resonate with those who already feel/felt it, because that we are one can only be felt, and may that be our release and salvation. Let “whatifs” and “buts” remain in dualistic realm of politics and language, but my focus has been distracted by them too long.

Dramat globalnej burzy będzie tylko narastał, jeżeli nie uspokoimy tej szalejącej w naszych sercach. Wierzę, że nikt naprawdę nie ma złych intencji, to raczej brak jasnej intencji i bycie miotanym przez potężne tsunami emocji, na czele z chciwością, to jest to, co decyduje o aktualnej niestabilności i być może nieuniknionej katastrofie. To nie wściekle demolujące miasta Black Lives Matter ani ich przeciwnicy w brutalnych milicjach, to nie spięci konserwatyści wymuszający dalsze restrykcje aborcyjnych praw, ani nie wkurwiona na to reakcja, żadnym z powyższych nie kierują “złe intencje” i nie są to źródła problemu, ale raczej jego manifestacja.

Strach rodzi więcej strachu, i ta eskalacja będzie narastać dopóki nie zostanie zrównoważona poprzez otwarcie serca i jedyną siłę zdolną pokonać strach, niezależnie od tego jak ckliwie to brzmi – miłość. Widzę to i deklaruję w czasie głębokiej ciemności, także osobistej, nie ma innego ratunku, nieważne jak gigantyczny podejmiemy wysiłek i walkę, to w najlepszym razie będzie zamiataniem zgnilizny pod dywan, gdzie narodzi się z niej jeszcze większy potwór.

Ten gniew, przemoc i strach wobec zewnętrznego pretekstu są niczym innym jak formą ucieczki przed wewnętrznym demonem. Kiedy brak sensu, kiedy największy ze strachów, przed życiem na próżno, zakończonym nieuchronną śmiercią, są już nie do zniesienia, najlepszą ucieczką jaką ego zna to projekcja tego strachu na zewnątrz. Wierzę, niezależnie jak kontrowersyjnie to zabrzmi w materialistycznym paradygmacie, że wszystkie te historie, jedna po drugiej, terroryzm, migranci, kryzys klimatu, wirus, kontrolujący rząd, prawa aborcyjne, to wszystko służy jako źródło paradoksalnej ulgi, wentyl dla wewnętrznego ciśnienia, niemal jakby zostały wykreowane w “prawdziwym”, materialnym świecie poprzez umęczoną kolektywną duszę ludzkości. Nie czyni ich to mniej prawdziwymi, wirus istnieje, kryzys klimatyczny jest faktem, fanatyczny przeciwnik wolności jest realny, ale istnieją oni z jakiegoś metafizycznego powodu. Walczenie z nimi jest dokładnie tym co robi współczesna medycyna z chorobami – walczy z symptomami, odpychając wciąż na potem konfrontację z prawdziwymi przyczynami. Tymczasem zewnętrzny wróg staje się zbawicielem – nie musisz już mierzyć z egzystencjalnym terrorem, kiedy cała uwaga zostaje przekierowana, na chwilę oczywiście, na konkretny strach w zewnętrznym świecie. Nie jest już, na ten moment, problemem, że “moje życie nie ma sensu”, teraz tym sensem jest “wojna”, i w tych okrzykach moich rodaków dziś słyszę niemal radość, teraz sens jest w wyzwalającej walce. Ale to wyzwolenie jest takim jakie oferują narkotyki, nie ważne czy farmaceutyczne leki czy te nielegalne, czy takie co wsadza się do paszczy czy elektroniczne stymulanty, tymczasowe stłumienie, które w dłuższej perspektywie pogarsza problem i czyni uporanie się z nim trudniejszym.

W czasach, kiedy narastający niepokój wymaga ode mnie coraz bardziej bym wiedział, przewidział, walczył, ślubuję niepewności, losowi i poddaniu. Nie raz w tej relacji nawalę, ale moja deklaracja jest szczera. To moje małe światełko w ciemnej jaskini rozpaczy. Wybieram zamianę swej starej iluzji pewności na kultywowanie zaufania, które tak długo zaniedbywałem. Coraz więcej kontroli to coraz więcej napięcia, i ostatecznie droga do szaleństwa, czuję to na swojej osobistej ścieżce, i śmiem przenieść to na sprawy tego świata. Nikogo tu nie przekonam, to jest pewne, te słowa mogą tylko rezonować z tymi, którzy już to poczuli, bo to, że jesteśmy jednym może być tylko odczute, i oby to było naszym wyzwoleniem i zbawieniem. Niech “alecogdyby” i “ajednak” pozostaną w dualistycznym królestwie polityki i języka, ale moja uwaga zbyt długo była przez nie odciągana.

world of life

May 26th, 2018

 

 

“If the baby in the darkness of its mother’s womb were told: “Outside there is a world of life , with high mountains, great seas, undulating planes, beautiful gardens in blossom, a sky full of stars, and a blazing sun … And you, facing all these marvels, stay enclosed in this darkness …” The unborn child, knowing nothing about these marvels, would not believe any of these. Like us, when we are facing death. That’s why we’re afraid.”

 

From Death to Life. Bab Aziz.

 

 

 

Patrzę na deski zamieniające się w papier, patrzę na ścieżki termitów. Na zarosłe w pare tygodni ścieżki, patrzę wzrokiem nie tym samym co rok temu. To medytacja codzienna nad rozkładem, przymusowa, oczywista.

 

 

I am looking at planks turning into paper and dust, I am looking at the termites’ paths. In trail overgrown in just a few weeks I am looking with eyes not as good as a year ago. This is daily meditation on decay, forced by reality, obvious.

 

 

 

 

Niezależnie czy się nam udaje, czy przegrywamy, czy błąd czy sukces, wszystko tym-czasem. Iluzja trwałości większa w nowoczesności, w betonie, plastiku, solidnym koncie bankowym. Nietrwałość nie udaje niczego innego natomiast w dżungli, kiedy się wsłuchać zamiast z nimi walczyć, mówią swymi szczękami o niej termity, gdy zamieniają twe marzenia i plany w swoje ciałka i korytarzyki. Różnica między udaną i spudłowaną inwestycją to zaledwie pare lat róznicy, kiedy jedno, puste, a drugie odwiedzane, równie nieuchronnie skończy jako kolejny etap przemiany materii, nawóz na ubogą glebę amazońskiej puszczy. Jakie to wyzwalające.

 

 

Regardless whether we succeed or fail, mistake or victory, all is temporary. The illusion of permanence is greater in modernity, in concrete, plastic, solid bank account. The impermanence does not pretend nor hides in the jungle, when you listen, rather than panic, you can hear it in the whisper of termites’ jaws when they are turning your dreams and plans in their bodies and tunnel creations. The difference between failed and successful investment is just a few years span, when one half-empty and another, frequented, both inevitably end up as next stage of natural metabolism, fertilizer for poor Amazonian soil. How freeing that is.

 

 

 

 

 

Być więźniem na krótszą niż dłuższą chwilę, szybciej być zmuszonym do puszczania, kochać pozorną porażkę, matkę zmiany, bo wyzwala z rutyny sukcesu, widzieć kres ambicji już na początku jej realizowania, nie czekać na jądrową awarię by zarosły upartym życiem twe wspomnienia, jak blokowiska powyżej, w Czarnobylu, nie bać się kryzysu i imigrantów, bo przyroda sama sygnalizuje, na każdym kroku nienegocjowalny koniec. Spycha cię, twe myśli, twe bycie ciągle tutaj, teraz. Korzystaj. Dzisiejsza zupa jutro rano będzie kwaśna, bo nowe się lęgnie w niej życie, jak i w ziemniakach, w pomidorach zostawionych na półce, w rarytasie odłożonym na później. Później nie istnieje. Twój żołądek i komórki na jedzenie a pamięć na to co przeżyjesz, to najtrwalsze – choć i te nie wieczne – magazyny. Dzisiejszej radości nie przełożysz na za miesiąc. Puszczaj. Wyrzygaj blokady. Kontrolę. Oddawaj co wziąłeś. Nic nie jest twoje, mówią w imieniu lasu korniki. Pleśń. Karaluchy. Goń je, usuwaj, kontroluj dalej – ale tym samym tempem za tobą podąży Pani Szaleństwo.

Poddaj się, otwórz, zaakceptuj, a z dżungli wyciągniesz to co najcenniejsze, nie pieniądze, nie surowce, te całe równie nietrwałe skarby, ale praktyczną lekcję o przemijaniu i nieprzywiązywaniu się. O tym że każdy nasz gest, wysiłek, inwestycja, chęć, ambicja budują mandalę jaką i tak rozwieje wiatr. Wykopane stopnie spłyną porą deszczową, przesieczony maczetami zagajnik znowu zarośnie, oczyszczone medycyną ciała, myśli i dusze znowu się zatłuszczą, splamią, zakorkują, popełnione błędy powtórzą. Ale nic to, to nie znaczy by nie budować, tworzyć, dekorować, tak samo jak fakt, iż po przebrzmiałej pieśni będzie cisza nie znaczy by nie śpiewać, by nie myć na nowo naczyń, nie wymiatać mrówek, nie wymiotować smutkiem i nie szorować duszy. Najczęstsze, fundamentalne icaros jakie prowadzą przez ayahuaskową kurację – to pieśni polerowania, czyszczenia, wypalania. Tak jak na nowo wypala się chwasty, tak i na nowo wypala się złogi w sercu. Kochaj proces, a nie rezultat, by mandala życia lśniła dla samego jej piękna, piękna każdego z niedoskonałych starań, błędnych inwestycji, wadliwych konstrukcji, krok po kroku, ziarenko ryżu do ziarenka, by wreszcie rozdmuchać je ze śmiechem, lub pozostawić za sobą, ktoś z tych klocków coś jeszcze ułoży.

 

 

To be a prisoner for shorter rather than longer moment, to be forced quicker to let go, to love freedom disguised as failure, mother of change, because it sets you free from the routine of success. To see the end of all ambition right in the beginning of the enterprise, not waiting for nuclear disaster like above, in Chernobyl to see your happy memories overgrown by relentless life, not to fear crisis and immigrants, because nature itself signalizes, every moment, every step, not-negotiable end. It pushes you, your thoughts and your being always towards now, here. Use it. Today’s soup will turn acidic tomorrow morning, because new life is hatching there, life of tomorrow, as in potatoes, in tomatoes left on the shelf, in tasty treat left “for later”. The later does not exist, it never comes. Your stomach and your cells for food, your memory for what you live through, these are the most safe warehouses – but even those are not eternal. Joy of today can not be lived in a month time. Let go. Puke the blockage. The control. Give back what you took. Nothing is yours, say termites in the name of the forest. Fungus. Cockroaches. Chase them, remove it, keep controlling – but with the same speed Lady Madness will follow you.

Surrender, open up, accept chaos, and you will draw from the jungle what is the most precious, not money, not raw resources, these equally impermanent treasures, but practical lesson about passing of things, letting go, about non-attachment. That each our gesture, effort, investment, willing, ambition, are building mandala that will anyway, here sooner than later, be scattered by wind. Steps you carved in the ground will be washed by rainy season, bush cut trough with machetes will grow back, bodies, thoughts and souls purified by medicine will grease, stain and clog again, mistakes once commited will repeat. Nevermind, that does not mean to stop trying, building, creating, decorating, as the fact, that after the song is over there is silence does not mean it makes no sense to sing.  To keep washing dishes again and again, to sweep ants out, to vomit the sadness and polish the soul. The most common, fundamental icaros leading through ayahuasca night are songs of polishing, cleaning, burning. As the weeds are burnt again and again, so is the garbage in your heart. Love the process and not the result, so that the mandala of your life shines with its beauty, beauty of all of the imperfect efforts, mistaken investments, faulty constructions, step by step, grain of rice after grain, up to moment where this all will will be destroyed among laughter or left behind for others to play with.

 

 

 

 

 

 

“The answer is never the answer. What’s really interesting is the mystery. If you seek the mystery instead of the answer, you’ll always be seeking. I’ve never seen anybody really find the answer. They think they have, so they stop thinking. But the job is to seek mystery, evoke mystery, plant a garden in which strange plants grow and mysteries bloom. The need for mystery is greater than the need for an answer.”

 

 

“Odpowiedzią nigdy nie jest odpowiedź. To co naprawdę interesujące, to tajemnica. Jeżeli szukasz tajemnicy, zamiast odpowiedzi, zawsze będziesz szukał. Nigdy nie widziałem kogoś naprawdę znajdującego odpowiedź. Myślą, że ją mają, więc przestają myśleć. Ale cała robota leży w poszukiwaniu tajemnicy, przywoływaniu tajemnicy, sadzeniu ogrodu, w którym rosną dziwne rośliny i kwitną tajemnice. Potrzeba tajemnicy jest większa niż potrzeba odpowiedzi.”


Ken Kesey

 

 

 

 

 

 

 

“But I’ll tell you what hermits realize. If you go off into a far, far forest and get very quiet, you’ll come to understand that you’re connected with everything.”

 

 

“Ale powiem ci coś, o czym wiedzą pustelnicy. Jeżeli wyjdziesz daleko w głęboki, głęboki las i staniesz się bardzo cichym, przyjdzie zrozumienie, iż jesteś połączony ze wszystkim.”

 

Alan Watts

 

 

 

 

 

This post is password protected. To view it please enter your password below:


♥ vs §

February 25th, 2017

Right now in my country things are not going well, and the tyranny of male qualities like overgrown logic and reason show as never before the need to balance them and complement for healthy and happy life. On political or ideological level, xenophobic regime whose ideology is based on hatred of the Other seems to have no alternative – big Idea – around which those oppressed and discontent could rally around. Nationalistic and religious bigotry thrives, because its message is simple enough for masses to follow, and hatred is powerful force to woo those who are not happy with themselves.

But the answer is simple, and it has been taught, among many others, by the Teacher who those who preach traditional values claim as their God. That man has taught that to prevail about cold Law, there is one force – Love. The Love which does not judge, the Love that is compassionate, the Love that tries to understand – for example the situation of raped woman, despaired and deciding for an abortion, Love that is above black and white logic of the Reason – absolute truths often so far from actual lifes of hypocritical preachers.

This love is not to be found in words, because the words are of separation, of naming and calling what is and what is not, so you can forever be looking for inconsistencies, like how can I say in one sentence love which does not judge and hypocritical preachers, but what do you gain by these logical exercises? The truth is in the contradictions, it can be felt, not argued and proven. It is not in declarations, we have seen so many times that those who talk it, do not live it.

It is in silence, in action, in wu wei.

It can not be taught to masses from above, neither from church pulpit, nor government nor corporate media, not from the book and not from this blog. It can only be discovered within, practiced and then projected outwards. Never too late, never not important enough, each choice matters., after a thousand of fails, each new try is worth it.

 

 

W moim kraju sprawy nie mają się obecnie za dobrze, i ta tyrania męskich cech , jak chorobliwie rozrośnięty rozum i logika, pokazują jak nigdy wcześniej ( to retoryczna przesada oczywiście, z tym nigdy ), konieczność zrównoważenia ich dla szczęśliwego i zdrowego życia. W sferze polityki a zwłaszcza ideologii, wydaje się że ksenofobiczny reżim, którego ideologia oparta jest na nienawiści do Innego, wydaje się nie mieć realnych konkurentów – alternatywy wielkiej Idei – wokół której uciskani i niezadowoleni z tej tyranii byliby w stanie się zgromadzić razem. Nacjonalistyczny i religijny fanatyzm kwitnie, bo jego przekaz jest wystarczająco prosty aby pociągnąć masy, a jednocześnie nienawiść jest potężną siłą zdolną uwodzić sfrustrowanych, nieszczęśliwych ze sobą samych.

Ale odpowiedź jest przecież prosta, i była już nauczana poprzez wielu, między nimi przez Nauczyciela, którego ci co głoszą tak zwane tradycyjne wartości uważają za swojego Boga. Ten człowiek uczył, że zimnemu Prawu przeciwstawić można jedynie jedną siłę – Miłość. Miłość, która nie osądza, Miłość, która współczuje, która próbuje zrozumieć, na przykład sytuację zgwałconej kobiety, która zdesperowana decyduje się na aborcję, Miłość, która jest ponad zerojedynkową logiką, absolutnymi książkowymi prawdami, tak często odległymi od rzeczywistej praktyki głoszących je hipokrytów.

Tej miłości nie znajdzie się w słowach, bo słowa to język oddzielenia, nazywania czym jest a czym nie jest, więc możecie w nieskończoność wyszukiwać niespójności, jak mogę w jednym zdaniu pisać o Miłości, która nie osądza i o hipokrytach, ale co zyskacie tymi logicznymi wygibasami? Prawda jest w sprzecznościach, można ją poczuć, nie wykłócić i udowodnić. Nie jest w deklaracjach, widzieliśmy tylekroć, że ci którzy o niej gadają, zwykle nią nie żyją.

Jest w milczeniu, w czynie, w wu wei.

Nie można nauczyć jej masową drogą, od góry, ani z kościelnej ambony, ani z rządowych czy korporacyjnych mediów, ani z książki, ani z tego bloga. Można jedynie odkryć w środku, praktykować i wypuścić na zewnątrz. Nigdy za późno, nigdy nie dość ważne, każdy wybór ma znaczenie, i po tysiącu porażek, każda nowa próba jest warta.

 

 

 

 

 

 

Lamed Vavnik

July 3rd, 2016

“Bernie : You might call him a Lamed Vavnik. In Jewish mysticism, there are thirty-six righteous people, the Lamed Vav Tzaddikim. They’ re simple and unassuming, and they are so good that on account of them God lets the world continue instead of destroying it. But no one knows who they are because their lives are so humble. They can be the pizza delivery boy, the cashier in a Chinese takeout, the window washer, or the woman selling you stamps in the post office.”

 

 

“Bernie : Mógłbyś nazwać go Lamed Vavnik. W żydowskim mistycyzmie, istnieje trzydzieści sześć postaci, Lamed Vav Tzaddikim. Są prości i skromni, i są tak dobrzy, że z ich powodu Bóg pozwala światu trwać, zamiast go zniszczyć. Ale nikt nie wie kim są, bo ich życia są tak pokorne. Może to być chłopak dowożący pizzę, kasjer w chińskim takeawayu, czyściciel okien, albo kobieta sprzedająca ci znaczki na poczcie.”

 

Jeff Bridges and Bernie Glassman

“The Dude and The Zen Master”

 

 

 

 

 

You never know, so just in case, bow in front of all, especially those who do not demand it.

 

 

Skoro nie wiesz, na wszelki wypadek kłaniaj się wszystkim, zwłaszcza tym, którzy tego nie żądają.

 

 

fate kept on saying

April 1st, 2016

Har ruz dilam zîr-e bârî degarast
Dar dîdeye man ze hajr khârî degarast
Man jahd hamîkonam qazâ mîguyad
Bîrun ze kefâyat-e to kârî degarast

Every day my heart carries another burden;
Because of separation, in my eye there is another thorn.
I kept on striving, but fate kept on saying:
‘Beyond what is enough for you, there is another task’.

 

 

 

 

 

 

Nai dawlat-e donya besetam mîarzad
Nai lazzat-e hastîyash-e alam mîarzad
Na haft hezâr sâleh shâdîye jahân
În mehnat-e haft ruz-e gham mîarzad

During tyranny the treasures of the world have no value;
During grief the delights of existence have no value;
The seven thousand years of joy of the world
Compared to the sorrow of seven days of adversity have no value.

 

 

[ Hafez ]

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.