światosław / tales from the world

Posts tagged:

father

 

Recent years brought a lot of hard lessons about nature of healing as something that can not be forced, no matter how hard we would like to try. First the death of my mother after many years of deterioration due to brain cancer, but mostly subsequent chemo and radiotherapy. Seeing her in bed, in such a long agony, fed by a tube, injections, bedsores. Constantly battling with the meaning of life, worth of such life, ultimate questions.

 

Then, after a short happy break came the disaster with my brother, cruel irony of the fate, that the person dearest to me, whom I care most about, was brought into tragic circumstances because of the Amazonian medicine, which had never even had opportunity to try. The same medicine that could have brought him more peace and equilibrium caused trouble and sadness. My wanting to do good resulted in bad, but things are never black and white.

 

The very same disaster that set me apart from my brother, brought me closer to my father than ever before in our lifes. The realization that he may never see me again was what finally lifted him from his deep depression, caused by years of negative attitude towards others, world, and as a natural consequence, towards himself. He kept casting on himself for years this negative spell, not only with actions of unhealthy lifestyle, but also by literally spelling it out : “life has no purpose”, “it’s over”, “i lost it”. The efforts to bring him into “now” were all in vain, and for his stubborn character no amount of “come on” would work. Only the opposite, “you can’t”.

 

 

Ostatnie lata przyniosły wiele trudnych lekcji o naturze uzdrowienia jako czegoś co nie może być wymuszone, niezależnie od tego jak bardzo byśmy tego dla innych próbowali. Najpierw śmierć mojej mamy po wielu latach degeneracji spowodowanej rakiem mózgu i późniejszą radio i chemioterapią. Patrzenie na nią w łóżku, w tak długiej agonii, karmioną przez rurę, zastrzyki, odleżyny. Ciągłe dylematy co do sensu życia, wartości takiego życia, pytania ostateczne.

 

Potem, bo krótkiej szczęśliwej przerwie nadciągła katastrofa z moim bratem, okrutną ironią losu, osoba mi najbliższa, na której tak mi zależało, właśnie przez amazońską medycynę, której nigdy nawet nie dane mu było spróbować, wpakowany został przeze mnie w tarapaty. Ten sam lek, który mógłby był przynieść mu więcej spokoju i równowagi ściągnął na nas tragedię i smutek. Moja próba czynienia dobrze, skończyła się źle. Ale rzeczywistość nie jest nigdy czarno biała.

 

Ta sama katastrofa, która oddzieliła mnie od brata, przybliżyła mnie do ojca bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w naszych życiach. Świadomość, iż być może nigdy nie zobaczy mnie już więcej była tym co w końcu wyrwało go z głębokiego marazmu i depresji, spowodowanej latami negatywnego nastawienia do świata, innych, i w naturalnej konsekwencji, do samego siebie. Wytrwale rzucł na siebie przez lata te negatywne zaklęcie, nie tylko poprzez niezdrowy tryb życia, ale dosłownie, przez wypowiadanie klątwy : “życie nie ma celu”, “jest już za późno”, “przegrałem”. Wysiłki sprowadzenia go do Tu i Teraz były na próżno, i na jego uparty charakter nie mogło zadziałać żadne “no chodź, dalej”. Jak się okazało, jedynie przeciwne, “nie możesz”.

 

 

 

 

So when he could not, he came. He came first time in his life, to Peru, to Amazon jungle, him who always scorned those exotic cultures, him who hated the heat. We spent great year together, and it brought enthusiasm into his life..It brought some hope, a least sparks. There was still a lot of self pity, a lot of negativity but I knew the burden of a lifetime can not be cleared in a month. On top of that, because of his health condition and weak heart, as well as our family history with ayahuasca, I was again faced with difficult choice, and were not able to use the most powerful tool we have for lifting such depression. All we could do during this short stay, and a year later, during 6 months of second visit, was to introduce him to healthier living, to all the things he scorned for so many years, with the favourite saying “what is the difference if I die sick or healthy”. So during this time he quit alcohol and cigarettes, was eating well, spending a lot of time outdoors. We tried to show him the best we could of Peru, the jungle, ocean, mountains.

 

 

Więc kiedy okazało się że nie może, to przyjechał. Przyjechał po raz pierwszy w swoim życiu tak daleko, do Peru, do dżunglii amazońskiej, on, który zawsze wyśmiewał się z “egzotycznych” kultur, który nie znosił gorąca. Spędziliśmy wspaniały miesiąc razem, i wniosło to w jego życie odrobinę entuzjazmu, przyniosło nieco nadziei, chociaż iskierki. Zaczął być nieco bardziej aktywny, znów planować. Wciąż było wiele użalania się nad sobą, wiele negatywności ale wiedziałem, że bagaż nagromadzony w ciągu całego życia nie może być tak łatwo oczyszczony w ciągu miesiąca. Poza tym, ze względu na jego stan zdrowia i słabe serce, jak i naszą niedawną rodzinną historię z ayahuaską, znów byłem postawiony przed trudnym wyborem i nie czułem iż mogę użyć najpotężniejszego z narzędzi jakie mamy do walki z taką depresją. Wszystko co mogliśmy zrobić podczas tak krótkiego pobytu, jak i rok później, podczas sześciu miesięcy drugiej wizyty, to przestawić go na zdrowszy tryb życia, zapoznać z tymi rzeczami, którymi gardził przez te lata, kiedy jego ulubionym powiedzeniem było “co za różnica czy umrę chory czy zdrowy”. Więc podczas tego czasu odstawił zupełnie alkohol, papierosy, zaczął lepiej jeść ( chociaż stale narzekając ), spędzał dużo czasu na dworze. Próbowaliśmy pokazać mu najlepsze co się dało w Peru, dżunglę, ocean, góry.

 

 

 

 

It was not too late to rebuild the bond we probably never had since childhood. Every day and every now was worth trying. But it turned out, it was too late for this change to undo so many years of the opposite, of anger, resentment, frustration on spiritual level, and unhealthy habits on physical level.

 

The plants are powerful tools. Traditional medicine can do wonders. But applied in a right time, and with cooperation, strong will and intention of the patient. So when the snake bit, it was too late, too hard. The snake in form of cancer. Things went quickly. We tried many things, consulting with many healers, both traditional, from different fields, as well as oncologists. But things went quickly.

 

 

Nie było za późno by odbudować więź, jakiej prawdopodobnie nie mieliśmy od dzieciństwa. Każdy dzień i każde teraz było warte próbowania, i jeżeli czegokolwiek żałuję, to każdego podniesienia głosu, każdej nawet drobnej utraty cierpliwości.  Ale jak się okazało, było za późno by ta zmiana odkręciła tyle lat odwrotnego, gniewu, żalu, frustracji na poziomie duchowym, a niezdrowych nawyków na fizycznym.

 

Rośliny są potężnymi narzędziami. Tradycyjna medycyna może uczynić cuda. Ale użyta odpowiednio wcześnie, i z współpracą, silną wolą i intencją pacjenta. Więc kiedy wąż ukąsił, było za późno, zbyt trudno. Wąż w formie raka. Sprawy potoczyły się szybko. Próbowaliśmy wielu terapii, konsultując z wieloma uzdrowicielami, zarówno tradycyjnymi, wielu specjalności, z wielu tradycji, jak i konwencjonalnymi, onkologami, chirurgami. Ale sprawy potoczyły się szybko.

 

 

 

 

The gift of my mothers suffering turned out to be a lesson in yet another sense i did not expect before. Seeing her long agony helped me understand that it is good that all went quickly this time. It is good suffering was short and less, even if that is so relative, I thought, when I saw my father take for granted or complain about things so many others would be grateful for.

 

He went back to Poland on the 21st of February. We were able to reconcile, to say our good byes, I knew that deep inside he knew he is coming exactly for that. After his return home, he saw his second son he had been missing. He was still unable to tell these things, years of emotional blockage also can not be undone in last moment, but he was able to show. Then pneumonia set in and other complications. Exactly one month later, today, on the first day of spring, on the first day of new astrological year, when the great cycle of life turns again, his last breath was gone and he was spared further suffering.

 

 

Dar cierpienia mojej mamy okazał się lekcją jeszcze w innym sensie, jakiego się nie spodziewałem. Pamięć jej długiej męki pomogła mi zrozumieć, że to dobrze, że tym razem wszystko potoczyło się szybko. To dobrze, iż cierpienie było krótkie, i było go mniej, chociaż to tak relatywne, myślałem, kiedy widziałem mojego ojca jak narzeka na rzeczy za które wielu innych byłoby wdzięcznych.

 

Wrócił do Polski 21 lutego. Mieliśmy czas by się pogodzić, pożegnać. Wiedziałem, że on w głębi wiedział, iż właśnie po to przyjechał. Po jego powrocie do domu, mógł zobaczyć się z drugim synem, za którym tęsknił. Wciaż nie był zdolny mówić o tych rzeczach, lata emocjonalnych blokad trudno odkręcić w ostatniej chwili, ale był w stanie pokazać. Potem zaatakowało zapalenie płuc i inne komplikacje. Dokładnie miesiąc po powrocie, dzisiaj, pierwszego dnia wiosny, pierwszego dnia nowego astrologicznego roku, kiedy wielki cykl życia znów się obraca, jego ostatni oddech uszedł i oszczędzone mu zostało dalsze cierpienie.

 

 

 

 

I give thanks for that. But not only, I also give thanks for the greatest gift he left behind, even if until the last moment, I am still not sure, he was conscious of it. When I posted here on this blog last time, it was exactly four months ago. We didn’t know yet about his cancer. My brothers charges were being dropped, we spoke again, the storm was almost over. I wrote then a quote from one of my favourite dub songs :

“I give tanx for life. Never will I be ungrateful. I give tanx for life.  Even if my days are dreadful”

I also wrote, taught by the hardships of those many preceding months, that the answer is not in the joy when things are going smooth, like then, on the beach, with family happy, but in remembering, etching out these words in the bottom of the soul, remembering when the things are hardest. This is the unconquered joy in tears, joy in prisons, joy in despair, joy that overcomes death.

 

 

Jestem za to wdzięczny. Ale nie tylko, składam także dzięki za największy dar jaki na końcu mi zostawił, nawet jeżeli do ostatniej chwili, nie jestem tego pewien, nie był go świadomy. Kiedy ostatni raz pisałem coś tu na blogu, było to dokładnie cztery miesiące temu. Nie wiedzieliśmy jeszcze o jego raku. Mój brat był właśnie uniewinniony z postawionych mu zarzutów, nawiązaliśmy znów kontakt, burza prawie minęła. Napisałem wtedy cytat z jednego z moich ulubionych dubowych kawałków :

“Dziękuję za życie. Nigdy nie będę niewdzięcznym. Dziękuję za życie. Nawet jeśli me dni są koszmarem”

Napisałem także, nauczony przeciwnościami tych wielu poprzednich miesięcy, że odpowiedź nie jest w radości kiedy wszystko toczy się gładko, jak wówczas, na plaży, ze szczęśliwą rodziną, ale w pamiętaniu, w wyryciu sobie tych słów w głębi duszy, pamiętaniu kiedy jest najgorzej. To jest ta niepokonana radość we łzach, radość w więzieniach, radość w rozpaczy, radość, która przezwycięża śmierć.

 

 

 

 

 

This the joy that was so hard to access for my father. This the joy that arises only from patient acts of gratefulness, day by day, moment by moment, the joy that seems to be out of reach of most of us, at most times. This is the state of being that, obviously was out of my reach for so many years. It is obvious we inherit life attitudes, growing together with others we take them by osmosis, from society, from friends, but most of all from closest family. I never was able to discover, but was very interested, where this cycle started, for us, also for my tribe. Who was the first who was hurt so much, that started the curse of generations, passing on frustration, anger, unfullfillment, desperate reaching out for love, defense mechanism of alcohol, the drugs? In the end I gave up looking for that answer and I think it changes very little. I found the answer in now, NOW without guilt, without reasoning, without trying to sort out the past. I first found it intellectually, on my spiritual search, but that was not enough. This enormous thirst can not be quenched by words, by concepts, only by feeling and by experience. That experience was provided to me first by contact with certain societies of joy, and then by the plants, and I will never stop singing praise to them, despite the legal situation, despite my persecution. I hope I will also never forget the lesson left by my father.

 

 

To radość jaka była trudna do osiągnięcia przez mojego ojca. Ta radość wyrasta tylko z cierpliwych aktów wdzięczności, dzień po dniu, chwila po chwili, to radość jaka wydaje się być poza zasięgiem większości z nas, przez większość naszego czasu. To stan bycia, jaki był oczywiście także poza moim zasięgiem przez tyle lat. Jest oczywistym, iż dziedziczymy postawy życiowe, wyrastając razem z innymi przejmujemy je przez osmozę, od społeczeństwa, przyjaciół, ale przede wszystkim najbliższej rodziny. Chociaż nigdy nie mogłem tego odkryć, od dawna byłem bardzo zainteresowany, kiedy ten cykl się zaczął, dla nas, dla rodziny, dla mego plemienia. Kto i kiedy został tak pierwszy skrzywdzony, iż uruchomiło to klątwę pokoleń, przekazywania frustracji, gniewu, niespełnienia, desperackich prób wymuszania miłości, obronnych mechanizmów alkoholu, narkotyków? Ostatecznie porzuciłem te poszukiwania, bo myślę, że taka odpowiedź w istocie niewiele zmienia. Znalazłem skuteczną w teraz, TERAZ bez poczucia winy, bez rozumowania, bez próby osądzania przeszłości. Najpierw znalazłem ją intelektualnie, podczas duchowych poszukiwań, ale to nie było wystarczające. Te ogromne pragnienie nie może być zaspokojone poprzez słowa, przez koncepty, a jedynie poprzez czucie i poprzez doświadczenie. To doświadczenie było mi najpierw dane poprzez kontakt z niektórymi społecznościami – społeczeństwami radości, a potem poprzez rośliny, i nigdy nie umilknie moja pieśń sławiąca je, niezależnie od sytuacji prawnej, niezależnie od prześladowania. Mam nadzieję, że nigdy także nie zapomne o ostatniej lekcji pozostawionej przez mego ojca.

 

 

 

 

 

It is lesson by negative inspiration. For some it may be controversial thing to write on the day of his death, but I am only interested in truth, truth as liberation. We have different destinies and different ways of teaching those who choose to listen everywhere and carefully. My father had many great qualities, and we can tell story from different angles. Shamanism, Amazonian as well, teaches there is no separate good and bad, there is one reality. The most beneficial medicines can be poisons, the most powerful healing trees bring also the dark power, shitana. Perhaps the greatest masculine quality present in our family, and inherited probably along the long line, ( I can only reach as far as my grandfather ) is the extreme stubborness or perseverance. This is perfect example of the ambiguity of the world I mention above. This stubborness is what I believe helped my brother survive in jail, this stubborness is what brought me where I am, very far along rarely trodden paths, but this stubborness was also what killed my father.

Because when energy is employed for wrong intention, its effects can be devastating. When one declares he does not want to live, he does not enjoy this and this and this, he does not enjoy life, then with such energy behind , that wish will be granted and unwanted gift of life taken away. There is an old Sufi saying, that we are like guests of God at the banquet of life, and we can expect to be served, but have no right to demand. My father demanded and tried to force his way for so many years, and he was not alone in this, this is what masses of unhappy souls do every day, and in many cases a lifetime is not enough to understand that happiness is not achieved by force, by demanding, but by letting go. So after my dad grew tired and weak – and for a strong character like his it took long time – he started complaining. That is other side of the same coin, frustration and anger, they alternate and create misery again and again, for oneself and for others.

 

 

To lekcja poprzez negatywną inspirację. Niektórym może wydać się kontrowersyjne pisać coś takiego w dzień jego śmierci, ale ja jestem zainteresowany jedynie prawdą, prawdą jako wyzwoleniem. Mamy różne przeznaczenia, różne sposoby przekazania swojej lekcji tym, którzy chcą przy każdej okazji, z każdego źródła, i dostatecznie pilnie się uczyć. Mój ojciec miał wiele wspaniałych cech, i oczywiście każdą historię możemy opowiedzieć na wiele sposobów. Szamanizm, także amazoński, pokazuje, że nie ma rozdzielonego dobra i zła, jest jedna rzeczywistość. Najbardziej dobroczynne leki mogą być truciznami, najpotężniejsze uzdrawiające drzewa mają także w sobie ciemną moc, shitanę. Być może największą męską cechą obecną w naszym rodzie, i prawdopodobnie odziedziczoną gdzieś po długim łańcuszku ( ja pamięcią sięgam jedynie do swego dziada ) jest ekstremalny upór i wytrwałość. To doskonały przykład wieloznaczności świata o jakiej piszę wyżej. Ten upór, jak sądze, jest tym co pomogło memu bratu przetrwać w areszcie, ten upór przywiódł mnie tu gdzie jestem, daleko na mało uszczęszczanej ścieżce, ale ten upór jest też tym co zabiło mojego ojca.

Ponieważ gdy energia jest zaprzęgnięta do złej intencji, jej efekty mogą być niszczące. Kiedy deklaruje się, iż nie chce się żyć, nie cieszy ani to ani to ani to, nie cieszy życie, wówczas, z tak silną energią, takie życzenie zostaje spełnione, i niechciany dar życia odebrany. Jest stare sufickie powiedzenie, jesteśmy jak goście Boga na bankiecie życia, i możemy oczekiwać iż będziemy obsłużeni, ale nie mamy prawa żądać. Mój ojciec żądał, i chciał siłą torować sobie drogę przez tyle lat, i nie był w tym sam, masy nieszczęśliwych dusz robią to co dzień, i w wielu przypadkach całe życie nie starcza by zrozumieć, że szczęście nie może być osiągnięte siłą, poprzez żądanie, ale poprzez odpuszczenie. Wiec kiedy tata zmęczył się już tym i osłabł – a dla tak silnego charakteru zajęło to bardzo długi czas – zaczął narzekać. To jest druga strona tego samego medalu – żal i wściekłość, zamieniają się miejscami i tworzą nieszczęście, dla swych gospodarzy i dla innych.

 

 

 

 

 

Our task is not to repeat this cycle. This is where I am trying to explain how my father’s life is a gift for us. It is by the power of opposites, by the eternal laws of action and reaction, where the careful and aware can learn. It is by the very strength of this tragedy that it can be seen so clearly, and so the lesson can be learned best. It is by gift of being almost every day with him for past 6 months, ( so rare these days, for people my age, with broken families being norm rather exception ), that I was able to observe him in me and me in him, was able to see my qualities, my character, so sharp it sometimes hurt. I was able to catch myself again and again on similar thought and action patterns, same kind of criciticsm, impatience and even if a lot milder now, there is not much to stop them from growing into the same disease that consumed my father. They say in the Amazon that for becoming brujo, black sorcerer, one must not do much, just let it happen, it is the purification of healer that requires constant work, effort, and remembering.

 

 

Naszym zadaniem jest nie powtarzać tego cyklu. To właśnie tutaj próbuje sobie wytłumaczyć jak życie mojego ojca jest darem dla nas. To poprzez moc przeciwstawieństw, poprzez odwieczne prawa akcji i reakcji, na których uważni i świadomi mogą się uczyć. Właśnie poprzez intensywność tego dramatu można zobaczyć tak wyraźnie, i lekcja może być najlepiej przyswojona. Poprzez dar przebywania z tatą prawie każdego dnia przez minione sześć miesięcy ( tak rzadki dar w dziejszych czasach, dla ludzi w moim wieku, w erze rozbitych rodzin ), byłem w stanie obserwować jego w mnie a mnie w nim, i mogłem zobaczyć moje cechy, mój charakter, tak ostro iż czasem bolało. Byłem w stanie złapać się wielokrotnie na podobnych wzorcach myśli i działania, tym samym krytycyzmie, niecierpliwości, i nawet jeśli są o wiele łagodniejsze teraz, nie ma wiele przeszkód aby wyrosły w tą samą chorobę, która pożarła mego ojca. Mawiają w Amazonii, iż aby stać się brujo, czarownikiem, nie wiele trzeba robić, wystarczy na to pozwolić, natomiast oczyszczanie uzdrowiciela jest czymś co wymaga nieustannej pracy, wysiłku i przypominania.

 

 

 

 

 

So my prayer on the departure of my father is for his spirit to keep reminding me. When in my early childhood I was devasted by death of my grandfather, I woved to stay honest man as he was. This time I summon my father stubborness and my mother’s direction / intention to be always focused on the good things in life, because it is then that they abound. My abundance already is beyond measure. The quest now is to share it, in any way I know, be it by telling story or by sharing the gift of the medicines, which open path of liberation. This path is to be trodden by each and every one, we can support each other, and we may fall again and again, but for fucks sake, don’t wait until it is too late. Don’t wait a single day. Be happy today.

 

 

Tak więc moja modlitwa na odejście mojego taty jest aby jego duch mi przypominał. Kiedy w moim dzieciństwie straciłem pierwszą ważną osobę, mojego dziadka, przysiągłem pozostać uczciwym człowiekiem, tak jak on był. Tym razem wzywam upartość mojego ojca i kierunek / intencję mojej mamy, aby zawsze i wytrwale podążać uwagą w stronę dobrych rzeczy w życiu, ponieważ wówczas rodzi się ich obfitość. Ta obfitość w moim życiu już teraz jest niezmierzona. Czas na jej dalsze pomnażanie i przelewanie, czy to poprzez opowieść, czy poprzez dzielenie się darem medycyny, która otwiera ścieżkę do wyzwolenia. Tą ścieżką każdy musi pójść sam, możemy się wspierać, być może nieraz upadniemy, ale kurwa mać, nie czekajcie aż będzie za późno. Nie czekajcie ani dnia. Bądźcie szczęśliwi dziś.

 

 

 

 

 

Instead of condolences towards me, find one less thing to complain about. I have a good purge today, tears and further unblocking of the heart. I know how to make this story meaningful, inshallah, if the Writer allows it. Be a part of the tale of gratitude wherever we are.

This is a liberation day, his task is over. Ours not.

 

 

Zamiast wysyłania mi kondolencji, znajdźcie choć jeden powód do narzekania jaki warto wypierdolić. Miałem dziś dobre oczyszczenie, dużo łez i dalsze odblokowanie serca. Wiem jak nadać tej historii sens, inshallah, jeżeli Pisarz pozwoli. Bądźmy częścią baśni o wdzięczności, gdziekolwiek jesteśmy.

To dzień wyzwolenia, jego zadanie skończone. Nasze nie.

 

 

 

 

 

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.