światosław / tales from the world

 

In recent decades we have travelled very fast on road of changing relationships with psychedelics – from therapists saying “drugs are bad, mmkay, what you need is our therapy” to users saying “ayahuasca gave me what 10 years of therapy couldn’t deliver” to finally therapists saying “mmkay, some drugs are good, but you NEED our therapy in the package”.

 

What about all finally acknowledging validity of journey itself, and relativity of importance of various stations – or destinations for that matter. What is needed for that is great courage for many involved – for some travelers to admit they are not “strong” enough to continue on their own, but for some therapists as well to confront their hidden fear of being left on their own, of not being needed, and hence not only jumping on the wagon, but forcing the view that all must jump on it the way they see it best.

 

Before my journey brought me to the Amazon, I have followed Sufi ways – literally and metaphorically, as each of their many branches is called precisely that – tariqa, “a path”. There are many of them, and far from being perfectly tolerant, those who trod on chosen one often look down upon others, see them as controversial, but despite the dialectic game, it seems like they – and many of us, remain aware of the underlying truth, that they are “only” that, a path, and most of all, rather then preach your truth, it is much more important to embody it.

imagine Sisyphus happy

November 6th, 2020


 
 

 

There is some fundamental difference between world of work as a punishment in exile from Eden, world of unhappy Sisyphus frustrated at never completed task and world of complex mandalas that are to be destroyed right after its creation.

Sweating through my life in unforgiving jungle, I made it a task to imagine Sisyphus happy.

 

 

Jest fundamentalna różnica pomiędzy światem pracy będącej karą na wygnaniu z Edenu, światem nieszczęśliwego Syzyfa sfrustrowanego swym niekończącym się zadaniem a światem skomplikowanych mandali, które niszczy się zaraz po ukończeniu.

Pocąc się przez życie w bezlitosnej dżungli, uczyniłem misją wyobrażenie sobie Syzyfa szczęśliwym.

 

 

 

 

 

 

 

Things will only get more dramatic in the global storm, if we do not calm the internal storm raging in our hearts. I believe no one really has bad intentions, it is rather a lack of clear intention and being pushed by powerful forces of giant tsunami of emotions, foremost among them greed, that is behind current instability and perhaps impending disaster. Not angry Black Lives Matters and not their violent militia opponents, neither uptight conservatists forcing drastic restrictions in abortion laws of my homeland, nor the violent and angry reaction towards them are driven by “bad intentions” and are source of the problem, but rather its manifestation.

Fear breeds more fear and will continue to do so until it is counteracted with opening of the heart and the only “force” able to conquer fear, which no matter how cheesy it may sound, is love. I come to see and acknowledge that in time of deep darkness, also personal, there is no other rescue, no matter how gigantic effort and struggle will be undertaken, it may be at best like sweeping rotting debris under the carpet, where it breeds even bigger monster.

 This anger, violence and fear of the outside factor is nothing but a form of escape from the internal demon. When the lack of meaning, when the ultimate fear of life in vain, culminated by impending death sooner than later, are not bearable any more, the best escape that ego knows is to project that fear outside. I believe, no matter how controversial for material paradigm it may sound, that all of these stories, one by one, terrorism, migrants, climate doom, virus, controlling world government, abortion laws, are all a form of release, venting of internal pressure, almost as if they were manifested in “real”, material world by the tormented collective soul of humankind. It does not make them less real, the virus does exists, the climate crisis does exist, the fanatical enemy of freedom does exist – but they do exist for a reason. Fighting them is just like what modern medicine does with disease – fighting the symptoms, pushing back and away and postponing dealing with the core issues that are not being dealt with. Suddenly the enemy without becomes a saviour – you no longer have to face existential terror when all your attention is diverted for a while towards the external one. No longer “my life does not have the meaning”, now that meaning is “war”, as I hear in almost joyful outcries of many of the people lost in my homeland, and now found again in liberating struggle. But that liberation is just like liberations that drugs, no matter if pharmaceutical or illegal ones bring, consumed orally or sensory electronic ones, temporary suppressing and in the long term, making things worse and the necessary work more difficult.

In time where growing fear and anxiety demands more and more from me to know, predict and struggle, I declare my allegiance to not knowing, to fate, to surrender. I will fail, no doubt, again and again, but my declaration is genuine. This is my flickering light in dark cave of despair. I choose to trade my old illusion of certainty for cultivation of the trust I have been neglecting for so long. More control is more and more tension, and ultimately road to madness, I am sensing that in my personal spiritual path and I dare to project that on global affairs. I can not convince anyone, that is certain, these words can only resonate with those who already feel/felt it, because that we are one can only be felt, and may that be our release and salvation. Let “whatifs” and “buts” remain in dualistic realm of politics and language, but my focus has been distracted by them too long.

Dramat globalnej burzy będzie tylko narastał, jeżeli nie uspokoimy tej szalejącej w naszych sercach. Wierzę, że nikt naprawdę nie ma złych intencji, to raczej brak jasnej intencji i bycie miotanym przez potężne tsunami emocji, na czele z chciwością, to jest to, co decyduje o aktualnej niestabilności i być może nieuniknionej katastrofie. To nie wściekle demolujące miasta Black Lives Matter ani ich przeciwnicy w brutalnych milicjach, to nie spięci konserwatyści wymuszający dalsze restrykcje aborcyjnych praw, ani nie wkurwiona na to reakcja, żadnym z powyższych nie kierują “złe intencje” i nie są to źródła problemu, ale raczej jego manifestacja.

Strach rodzi więcej strachu, i ta eskalacja będzie narastać dopóki nie zostanie zrównoważona poprzez otwarcie serca i jedyną siłę zdolną pokonać strach, niezależnie od tego jak ckliwie to brzmi – miłość. Widzę to i deklaruję w czasie głębokiej ciemności, także osobistej, nie ma innego ratunku, nieważne jak gigantyczny podejmiemy wysiłek i walkę, to w najlepszym razie będzie zamiataniem zgnilizny pod dywan, gdzie narodzi się z niej jeszcze większy potwór.

Ten gniew, przemoc i strach wobec zewnętrznego pretekstu są niczym innym jak formą ucieczki przed wewnętrznym demonem. Kiedy brak sensu, kiedy największy ze strachów, przed życiem na próżno, zakończonym nieuchronną śmiercią, są już nie do zniesienia, najlepszą ucieczką jaką ego zna to projekcja tego strachu na zewnątrz. Wierzę, niezależnie jak kontrowersyjnie to zabrzmi w materialistycznym paradygmacie, że wszystkie te historie, jedna po drugiej, terroryzm, migranci, kryzys klimatu, wirus, kontrolujący rząd, prawa aborcyjne, to wszystko służy jako źródło paradoksalnej ulgi, wentyl dla wewnętrznego ciśnienia, niemal jakby zostały wykreowane w “prawdziwym”, materialnym świecie poprzez umęczoną kolektywną duszę ludzkości. Nie czyni ich to mniej prawdziwymi, wirus istnieje, kryzys klimatyczny jest faktem, fanatyczny przeciwnik wolności jest realny, ale istnieją oni z jakiegoś metafizycznego powodu. Walczenie z nimi jest dokładnie tym co robi współczesna medycyna z chorobami – walczy z symptomami, odpychając wciąż na potem konfrontację z prawdziwymi przyczynami. Tymczasem zewnętrzny wróg staje się zbawicielem – nie musisz już mierzyć z egzystencjalnym terrorem, kiedy cała uwaga zostaje przekierowana, na chwilę oczywiście, na konkretny strach w zewnętrznym świecie. Nie jest już, na ten moment, problemem, że “moje życie nie ma sensu”, teraz tym sensem jest “wojna”, i w tych okrzykach moich rodaków dziś słyszę niemal radość, teraz sens jest w wyzwalającej walce. Ale to wyzwolenie jest takim jakie oferują narkotyki, nie ważne czy farmaceutyczne leki czy te nielegalne, czy takie co wsadza się do paszczy czy elektroniczne stymulanty, tymczasowe stłumienie, które w dłuższej perspektywie pogarsza problem i czyni uporanie się z nim trudniejszym.

W czasach, kiedy narastający niepokój wymaga ode mnie coraz bardziej bym wiedział, przewidział, walczył, ślubuję niepewności, losowi i poddaniu. Nie raz w tej relacji nawalę, ale moja deklaracja jest szczera. To moje małe światełko w ciemnej jaskini rozpaczy. Wybieram zamianę swej starej iluzji pewności na kultywowanie zaufania, które tak długo zaniedbywałem. Coraz więcej kontroli to coraz więcej napięcia, i ostatecznie droga do szaleństwa, czuję to na swojej osobistej ścieżce, i śmiem przenieść to na sprawy tego świata. Nikogo tu nie przekonam, to jest pewne, te słowa mogą tylko rezonować z tymi, którzy już to poczuli, bo to, że jesteśmy jednym może być tylko odczute, i oby to było naszym wyzwoleniem i zbawieniem. Niech “alecogdyby” i “ajednak” pozostaną w dualistycznym królestwie polityki i języka, ale moja uwaga zbyt długo była przez nie odciągana.

cracked mind

October 31st, 2020

 

 

Mind fails and words fail. Affected by jungle, by plants, decomposing, transforming does not necessarily mean nootropic boost of more of the same, but sometimes rather painful process of destruction of personality, of ego that was a source of its own pride, maker of its own trap. Ego death does not necessarily mean sudden event in ceremony, but can be gradual letting go of everything that was seen as a treasure before. One can only hope to trust the others who have gone before, that only after letting go of one thing, another can be revealed, and behind cracked mind, waits hidden more of the feeling. When more of concepts and theories simply do not enter, or slide right away, and no effort can stop that, love remains the only solution.

 

 

“The thing we tell of can never be found by seeking, yet only seekers find it.”
Bayazid Bastami (804 – 874)

 

Work with ayahuasca is a process in which these words of famous Sufi mystic resonate eeringly well. No matter how profound the mystery revealed, how great the understanding, if we cling to it, we are inevitably punished with proportional diminishment of its power, it is as fleeting an effect as we want to make it permanent. Actually, this is not a punishment, this is a simple rule of nature.

Big bow to the gifts of coronavirus time, when more and more is taken away, so that we can open our eyes to see that rule and learn to be flexible.

Big bow to fellow seekers, for not loosing hope, holding each other up in times of doubt.

 

 

“To, o czym mówimy nie da się znaleźć poprzez szukanie, a jednak tylko poszukujący to znajdują”

Bayazid Bastami (804 – 874)

Praca z ayahuaską to proces w którym te słowa sufickiego mistyka rezonują niepokojąco prawdziwie. Nieważne jak głęboka tajemnica jest w nim ujawniana, jak wielkie zrozumienie, jeżeli się jego kurczowo uczepiamy, nieuchronnie spotka nas proporcjonalne do tego czepiania umniejszenie mocy tego katharsis / zrozumienia, są one dokładnie tak ulotne, jak bardzo chcemy by były trwałe. To prosty mechanizm, im szybciej go zaakceptujemy, tym będzie łatwiej.

Wielki ukłon i szacunek dla podarunków czasu zarazy, kiedy coraz więcej jest nam odbierane, abyśmy w końcu mogli otworzyć oczy i nauczyć się być elastycznymi.

Wielki ukłon dla współposzukiwaczy, za nie tracenie nadziei i podnoszenie drugiego w czasach wątpliwości.

 

 

 

 

 

And if along the way you feel frustrated, you feel like it is one step forward, two steps backward, the remember from the same mystic and be grateful and patient :

When Bayazid died, he was over seventy years old. Before he died, someone asked him his age. He said: I am four years old. For seventy years I was veiled. I got rid of my veils only four years ago.

A jeżeli na tej ścieżce czujecie się sfrustrowani, że to jest ciągle jeden krok do przodu i dwa do tyłu, pamiętajcie inną historię tegoż mistyka i bądźcie wdzięczni i cierpliwi :

Kiedy Bayazid umarł, miał ponad 70 lat. Zanim to się stało, ktoś zapytał go o wiek. Odrzekł : Mam cztery lata. Przez 70 lat nosiłem zasłony, spadły dopiero cztery lata temu.

So you are not afraid of Muslims or other illegal immigrants? Now it is the “objective and universal” threat of virus?

 

 

“Kochaj wszystko jakbyś miał to stracić”

 

A zatem, nie boisz się już nielegalnych muzułmańskich imigrantów? Teraz na pierwszym planie jest “obiektywne i uniwersalne zagrożenie” ze strony wirusa?

 

 

Fundamental teaching of psychedelic work is that fear is not related, not caused by the object of fear. The object serves for projection of something that has its own existence, can be fed or starved, can be projected at ever changing array of triggers – so you can never conquer it by removing the current “threat”. That is why those living on the edge of life threatening situations – free climbers, Afghan fighters, farmers of Third World where no subsidies exist – have less fear, even if their dangers are more real than for those from cushy developed countries, with their spectacular range of paranoias, anxieties, phobias, too long to list here, and constanly updated, with help of busy manufacturers from industrial and political spheres.

 

What does the psychedelic experience show then, again and again, what we see in our work with so many cases of anxiety among our guests/patients? That there is no other solution but calm acceptance – no radical denial and no clinging to this emotion. The more you desire objects of your fear to be removed, the more you become attached to dream of life under control, a life of certainty. Only through acceptance of opposite, unpredictable and uncertain, the path to the other pole of fear – that is love – can be opened and strengthened as one walks it more and more often.

 

This is neither virus that is your biggest enemy, nor the government imposing restrictive measures and new world order. It is that you allow them to distract you from present, into anxiety, that your attention is stolen. As long as you play that game, there will be always another threat around the corner, when you forget about Muslims it will be virus, when you forget about the virus, it will be economy crisis, germs, your personal development not good enough, your retirement not secure enough, your book not good enough, your child, pedophiles, correct diet, you name it, and naming it you can and are master at.

 

The good news : the more that tensions rises, the more likely we will be to finally release the illusion of control and surrender. While you still can avoid your Muslim neighbour, it may not be so easy with invisible threat. Well, then you stand in front of the choice – do you want your life, NOW ( don’t believe what they promise, that after we win this battle, you can then rest ), to be the constant feeling of terror, or you will realize that the terrorist is in you? No buts, no “what if your mother”. These are his disguises, and you are facing AI most perfectly and continually adjusted to your weaknesses. To win, you should not try harder, you should try less.

 

 

Podstawowa nauka jaka płynie z pracy z psychodelicznymi substancjami dotyczy strachu i tego, że nie jest on związany, czy też generowany przez jego obiekt. Ten obiekt, pozorne źródło, w istocie służy projekcji czegoś, co ma swoją własną egzystencję, może być karmione lub zagłodzone, może być projektowane na wiecznie zmieniającą się selekcję pretekstów – więc nigdy nie da się pokonać poprzez usunięcie aktualnego “zagrożenia”. To dlatego ci żyjący na krawędzi, w obliczu zagrożenia egzystencji – wspinacze, afgańscy bojownicy, farmerzy Trzeciego Świata gdzie nie ma dotacji i ubezpieczeń – w większości mają mniej strachu, nawet jeśli ich zagrożenia są bardziej realne niż te w rozmiękczonych, bogatych społeczeństwach, z ich spektakularnym wyborem paranoi, nerwicy, fobii, zbyt długim by go tu wyliczać, i wciąż aktualizowanym, z pomocą zapracowanych producentów z komercyjnego i politycznego świata.

Co psychodeliczne doświadczenie zatem pokazuje, raz za razem, co widzimy podczas naszej pracy z tyloma przypadkami nerwicy u naszych gości / pacjentów? To, że nie ma innego skutecznego rozwiązania niż spokojna akceptacja, ani radykalne wyparcie, ani podążanie za tą emocją. Im bardziej żądasz by usunięto obiekt twojego strachu, tym bardziej przywiązujesz się do snu o życiu pod kontrolą, życiu w pewności. Tylko poprzez akceptację przeciwnego, nieprzewidywalności i niepewności, ścieżka na drugi biegun strachu, jakim jest miłość, może otworzyć się i wzmocnić, w miarę jak nią po raz kolejny podążamy.

To nie wirus jest twym największym wrogiem, ani rządy narzucające absurdalne restrykcje i nowy porządek świata. Problemem jest to, że pozwalasz im odciągnąć się od chwili obecnej, od OBECNOŚCI, w niepokój, twoja uwaga zostaje ukradziona. Tak długo jak grasz w tą grę, zawsze będzie za zakrętem następne zagrożenie, kiedy zapomnisz o krwiożerczych muzułmanach, to będzie wirus, kiedy przyzwyczaisz się do wirusa, czeka kryzys ekonomii, bakterie, nie dość skuteczny rozwój osobisty, nie dość pewna emerytura, nie dość dobra książka jaką piszesz, nieidealne dziecko, pedofile, właściwa dieta, nazwij to sam, a potrafisz to doskonale.

Dobre wieści : im bardziej wzrasta napięcie, ta światowa manifestacja indywidualnego niepokoju zagubionych jednostek, tym bardziej prawdopodobne, że przebudzenie będzie bardziej niezbędne, upuszczenie nieznośnego brzemienia kontroli stanie się jedynym jasnym wyjściem. Podczas gdy jeszcze jesteś w stanie jeszcze jakoś unikać orientalnych kolesi z brodą, nie będzie to już możliwe w wypadku “niewidzialnego zagrożenia”. Stoisz teraz przed wyborem – czy chcesz by twoje życie, TERAZ ( nie wierz już w te bajkę, że jak się jeszcze trochę pomęczysz i wygramy aktualną bitwę, to będziesz miał spokój ) było niekończącym się uczuciem przerażenia, czy też w końcu ujrzysz terrorystę w swoim wnętrzu? Żadnych “ale”, żadnych “a co gdyby twoja matka”. To są jego maski, a mierzysz się z inteligencją najdoskonalej dopasowaną do twoich słabości – twoją inteligencją. Aby wygrać, nie powinieneś starać się jeszcze mocniej, powinieneś spróbować odpuścić, starać się mniej.

 

real business is coming

June 10th, 2020

There is this recurring voice of armchair experts about ayahuasca tourism being cultural appropriation. We listen to it mostly when we make mistake of distracting ourselves from 7 days a week hard work, in a place where we live as the locals, off grid, drawing water from the well, consuming basic necessities available in local market, and that is year after year, serving all kind of intense energies people bring with them for treatment. We learn from the indigenous elders, provide them with constant job paid way above local standards. You can say we can simply stop making that stupid mistake and engaging with those voices, regardless if they come from anthropologist pushing his agenda or just “I know it all” internauts. And yes, that is the best answer. However polemic devil inside just needs to add his pinch of salt : when authors of these voices succeed with their negativity, and combined forces of decline of global tourism, legalization globally, need for easier life ( and actually, contrary to the myth about fortunes in ayahuasca tourism, need for stable economic situation ) will drive this adventure in Amazon to the end, then you will see true appropriation. Instead of artisanal heart driven enterprises, you will see proper business, psychedelic franchise clinics, retreats twice as expensive popping up in Europe or USA, done without any need for indigenous guides, you will see ayahuasca turned into another commodity – raw resource just like cacao or coffee, bought from lowest bidder, or even worse – just like in the story of collapse of rubber – planted where labour costs and effectiveness of exploitation of global capitalism is at its best, probably in South East Asia. And so your precious Amazon will be free from evil exploitation of ayahuasca business, free for cattle ranchers and oil extractors, to provide fuel for your comfortable, daily lifestyle in the global centre, away from this annoying poverty, as some would be yoga student deciding against learning in India put it.

 

 

 

The photo above is ironic illustration for this story. It is my own image, which in times while I was still hoping to be able to continue making honest living from photography I uploaded to Alamy, and now, that I sacrificed to the Amazon not only my time but also some hard drives devoured by humidity, this corporate vendor, that pays pennies and charges giant percentage of commission on the sales is the only place I can access the image, but if I want it watermark free, I would have to buy it myself.

 

 

 

[ POLSKIE TŁUMACZENIE PONIŻEJ ]

 

Can ayahusca help reduce the symptoms of grief? According to a study recently published in the journal Psychopharmacologyayahuasca – also known as the “vine of the soul” within the Peruvian indigenous Shipibo healing system – can help people who are grieving the loss of a loved one, significantly reducing symptoms, such as anxiety and depression. Benefits lasted for up to a year following the retreat.

International Center for Ethnobotanical Education, Research and Service (ICEERS), in collaboration with the Beckley Foundation, conducted a study into ayahuasca’s potential for people grieving the death of a loved one. The study, entitled “Therapeutic potential of ayahuasca in grief: a prospective, observational study” and published on January 14, opens up a new avenue for research into effective therapeutic approaches for prolonged grief.

“We found that ayahuasca eases the acceptance of a loved one’s death,” said Dr. Debora Gonzalez, the study’s principal investigator.

Participants in the study attended a retreat at the Temple of the Way of Light, a center located near Iquitos, Peru, in the heart of the Amazon rainforest, where they participated in a series of traditional medicine ceremonies lead by indigenous Shipibo healers. Ninety-two percent of patients experienced relief from symptoms of grief, noting benefits on a spiritual level and in social relationships, as well as on their physical and psychological health. It was found that the experiences expand on the materialistic way we approach life and death in the Global North.

Grief is a natural process that occurs in human beings when a family member or close friend dies. However, when it is prolonged it can become pathological. In fact, the WHO recently included Prolonged Grief Disorder as a new diagnosis in the latest version of the International Classification of Diseases (ICD-11). Prolonged grief affects 9.8% of people who have lost a loved one. The family, social and occupational impact of this diagnosis is comparable to that of depression or post-traumatic stress. Medications alone are not effective in reducing it, and psychotherapy does not achieve the effectiveness it has shown in treating other clinical problems. Since the experience of grief is universal, it is urgent to find new therapeutic paradigms to address our relationship with death.

previous study, ( https://journals.sagepub.com/doi/abs/10.1177/0030222817710879 ) published in Omega – Journal of Death and Dying, also conducted by ICEERS, found that one third of mourners who had participated in an ayahuasca ceremony reported experiences of an encounter with the “presence,” “soul,” or “essence” of their loved one.

“We found that having an experience of an encounter with a loved one who has passed away and being able to resolve the doubts and issues that were left pending and to establish a continuing bond, has a therapeutic impact on the grievers that is difficult to achieve with the techniques currently used in conventional psychotherapy. This type of experience tends to transform their view of life and death,” adds Dr. González.

SOURCE :  https://www.iceers.org/ayahuasca-opens-up-new-possibilities-for-grief-therapy

 

[ POLISH ]

 

Czy ayahuaska może pomóc zmniejszyć symptomy żałoby? Według ostatnio opublikowanego w Psychopharmacology badania ( https://link.springer.com/article/10.1007/s00213-019-05446-2 ), ayahuaska, znana także jako “pnącze duszy” w systemie medycznym rdzennego peruwiańskiego plemienia Shipibo, może pomóc osobom opłakującym bliską osobę w znacznym zmniejszeniu symptomów takich jak nerwica i depresja. Pozytywne efekty mogą utrzymywać się nawet do roku po przyjęciu substancji.

 

International Center for Ethnobotanical Education, Research and Service (ICEERS) we współpracy z Beckley Foundation przeprowadziło badanie nad potencjałem ayahuaski dla osób opłakujących bliską osobę. Studium to, zatytułowane “Terapeutyczny potencjał ayahuaski w żałobie : badanie obserwowanych efektów” i opublikowane 14 stycznia 2020, otwiera nowe ścieżki dla badań nad skutecznymi terapeutycznymi podejściami do przedłużającej się żałoby.

“Odkryliśmy, że ayahuaska ułatwia proces godzenia się ze śmiercią kochanej osoby”, mówi dr Debora Gonzalez, główna prowadząca procesu badawczego.

Uczestniczący w badaniu brali udział w odosobnieniu z ayahuaską w Temple of the New Way of Light, centrum położonego w pobliżu Iquitos, w Peru, w sercu peruwiańskiej Amazonii, gdzie uczestniczyli w serii ceremonii tradycyjnej medycyny, prowadzonych przez rdzennych uzdrowicieli Shipibo. 92 procent pacjentów doświadczyło ulgi w objawach żałoby i smutku, rejestrując pozytywne efekty w sferze duchowej i w relacjach społecznych, jak również w stanie swego zdrowia fizycznego i psychologicznego. Okazało się, że ich doświadczenia poszerzają dominującą na globalnej Północy materialistyczną perspektywę z jaką podchodzi się do życia i śmierci.

Żałoba jest naturalnym procesem, jaki zachodzi w człowieku, kiedy członek rodziny lub bliski przyjaciel umiera. Jego nadmierne przeciąganie w czasie może jednak stać się patologiczne. W istocie, WHO ostatnio włączyło “zaburzenie przedłużonej żałoby” jako nową diagnozę do ostatniej wersji Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ( (ICD-11). Przedłużona żałoba dotyka 9,8% ludzi, którzy stracili kogoś bliskiego. Rodzinne, społeczne i zawodowe konsekwencje takiej diagnozy są porównywalne do tych w przypadku depresji czy zespołu traumy pourazowej. Same leki nie są wystarczająco skuteczne w zmniejszeniu tych symptomów a psychoterapia nie wykazuje takiej efektywności jak w terapii innych problemów klinicznych. Ponieważ żałoba jest doświadczeniem uniwersalnym, odnalezienie nowych terapeutycznych paradygmatów dla naszej relacji ze śmiercią staje się pilnym zagadnieniem.

Poprzednie badanie ( https://journals.sagepub.com/doi/abs/10.1177/0030222817710879 ) opublikowane w Omega – Journal of Death and Dying, również prowadzone przez ICEERS, pokazało że jedna trzecia żałobników, jacy wzięli udział w ceremonii ayahuaski, przytaczało przykłady kontaktu z “obecnością”, “duszą” lub też “esencją” ukochanej osoby.

“Odkryliśmy, iż doświadczenie spotkania z opłakiwaną osobą i możliwość rozwiania wątpliwości czy rozwiązania niedokończonych spraw i wzmocnienia trwałej więzi, ma terapeutyczny wpływ na żałobników jaki trudno osiągnąć technikami obecnie dostępnymi dla konwencjonalnej psychoterapii. Tego typu doświadczenie zwykle transformuje pogląd na życie i śmierć, dodaje dr Gonzalez.

 

Źródło : https://www.iceers.org/ayahuasca-opens-up-new-possibilities-for-grief-therapy

 

 

It is perhaps one of many paradoxes of psychedelic use, that what conservative majority within our societies considers as drug escapism into hedonism, and away from duties and commitments of the world, can often lead – and it has led in my experience, to quite conservative view of life and values. It is not angry fanaticism however, rather is accompanied by acceptance of other paths and options – while pursuing simplified, quieter version of previous, greedy life. In my case, a trade off from solitary adventures, devouring the world in form of exotic, extravagant adventure and millions of pixels accumulated in my memory and camera, being everywhere, and wanting ever more, and yet not fulfilled, now left behind and exchanged for simplicity of family life, modest nest, in very rustic conditions of a backward middle-of-nowhere corner of Amazon forest.

 

 

 

 

 

 

I would lie if I said that looking through years worth of accumulation of stories and photos on this blog does not evoke some kind of nostalgia for the road, other lands where grass is if not greener, at least different. But one enduring lesson from the vine of death, even if at times we try to suppress it, is about mortality. I see clearly that greed of the world, no matter whether consumed in form of material goods or experiences, is a manifestation of underlying deeper anxiety about inevitable end of it all being quite near. The solution, again and again life shows to us, is never forward, faster, more, but actually less. We can not have all the women of the world, all the money, all alternative career paths. We may as well learn as soon as possible, that it applies to all aspect of life, and just we find happiness with that particular person, so let’s try to find peace in that particular place, ability and flaw we are given. Surrender, hardest of victories, to be gained daily, isn’t that the teaching of Christ refusing temptation of the world in his 40 days retreat to the desert?

To me, it does not mean that the world is evil, and that Satan is its owner, it means that unreined desire for it is hell in itself.

 

 

road

December 15th, 2019

Focus and intention can overcome obstacles of long road ahead.

 

 

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.