światosław / tales from the world

Posts tagged:





show me the way /  pokaż mi drogę



show me the purpose /  pokaż mi cel



show me direction / pokaż kierunek



With the dervishes in Ajmer, India. May 2012 / Z derwiszami. Adżmer, Indie. Maj 2012.






Existential warning // Marijuana ! May lead to prejudice and psychotic reactions in many people who never use it, and fun life for those who do !




Ostrzeżenie egzystencjalne // Marihuana ! Może prowadzić do uprzedzeń i wybuchu psychoz u osób nigdy jej nie używających oraz zabawnego życia tych którzy korzystają !









[ Urs in Ajmer, a Sufi festival, May 2012 / Urs w Adżmer, sufi festiwal, maj 2012 ]








In my memory the May of 2012 seems to be growing ever bigger and more important, and I understand more and more the meaning of gifts of that long, hot walk from Delhi to Ajmer.




W mojej pamięci maj 2012 roku rośnie i staje się coraz ważniejszy, i coraz bardziej rozumiem znaczenie darów tego długiego, gorącego spaceru z Delhi do Ajmer.












road calling / droga wzywa

December 7th, 2012







We have come to the end , we partied, we had our rest. Now our ways part, perhaps to meet in future again. It is lonely road we travel, but road of extreme beauty and gratitude, it was good to share a tiny part of it. The fakirs continue into Rajasthan and I am headed, after a 10 days vipassana break into Pakistan, through the gate of Lahore and detour by the northern lawless province , down into the scorched plains of Sindh, the edge of the lands once visited by Sindbad the Sailor, to place where crazy qalandars meet to honour the Red Falcon.




Dotarliśmy do końca drogi, do końca święta, odpoczęliśmy. Teraz nasze drogi się rozdzielają, być może przetną się znów w przyszłości. To samotna droga jaką idziemy, ale droga wielkiego piękna i wdzięczności, dobrze było mieć towarzystwo na tym króciutkim odcinku. Fakirzy idą dalej, w głąb Radżastanu, a ja, po 10 dniowej przerwę na vipassanę jadę do Pakistanu, przez bramę Lahore, z małym skokiem w bok na plemienne terytoria na północy, wsiadam w pociąg który zawiezie mnie na rozgrzane w końcu czerwca niziny Sindh, kraniec ziem które odwiedzał Sindbad Żeglarz, do miejsca gdzie gromadzą się szaleni kalandarzy, aby uczcić swojego mistrza, Czerwonego Sokoła.



[ India - Pakistan,  June 2012    /  Indie - Pakistan , czerwiec 2012 ]




cycle / cykl

October 20th, 2012





Coming and going, neverending journey. This night I leave to Ethiopia, so the blog is off, inshallah, until next coming.




Zawsze skądś wracam albo wyjeżdżam. Wreszcie jest to naturalny flow. Tej nocy ruszam do Etiopii, blog zawieszony do powrotu.









Last days with those guys were quite emotional. There was talk about seeing each other further on the road on the festivals that followed in June in Rajasthan, or perhaps next year, but I was going to enter into vipassana retreat now and into Pakistan afterwards, and what happens in next year is really distant future for me. So even if I am used to constant good byes and aware that so many of the people I meet on my path I will never see again, in this case, I knew I will miss them. In our hypocritical culture , obsessed with sex, talking about love and confusing them all, it will be  misunderstood when I say I came close to that feeling. Without expectations, without hidden meaning, without desire.




Ostatnie dni z tymi facetami były dość wzruszające. Była gadka o spotkaniu się gdzieś dalej na szlaku, na jednym z festiwali które odbyć się miały w czerwcu w Radżastanie, albo byc może za rok, ale ja miałem wkrótce jechać na odosobnienie medytacyjne pod Jaipur, a potem do Pakistanu, a to co zdarzy się za rok jest dla mnie teraz bardzo odległą przyszłością. Więc mimo, iż jestem przyzwyczajony do ciągłych pożegnań, i świadomy tego że z wieloma ludźmi jakich spotkałem na swojej ścieżce już nigdy się nie zobaczę, to tym razem naprawdę wiedziałem że będę za nimi tęsknił. W naszej pełnej hipokryzji i gier pozorów kulturze, owładniętej podskórnie seksem,  gadającej wiele o miłości, i mieszającej te sprawy , będzie pewnie niezrozumiane kiedy w tym kontekście powiem o tym uczuciu. Bez oczekiwań, bez zobowiązań, bez ukrytych znaczeń, bez pożądania.












This story is dedicated to my father  /   Dedykowane mojemu ojcu





FAQ : shot in plastic , through the haze, main photo gadget : empathy and being there. give thanks & praise.







on the outskirts / na skraju

October 16th, 2012



Couple of days ago I get email from one of the people from head office of the dargah, main temple complex around the grave of Gharib Nawaz. They are asking me for some photos of the place, and I realize I have almost none. In a week of staying in Ajmer I hardly entered the crowded place, perhaps three times, and then I went back, to the mountain outside city walls, where fakir’s camp was. We were based where road starts into sacred territory above Ajmer and into Rajasthan, to more shrines. Sleeping among the graves and refuse, away from air condition, away from official functions. The road that never ends, tree is my shelter, rock my pillow.




Kilka dni temu dostałem e-mail od członka zarządu dargi w Ajmer, z rodziny kontrolującej cały ten kompleks świątyń wokół grobu Gharib Nawaza. Pytał mnie o jakieś zdjęcia dargi na ich strone internetową, a ja uświadomiłem sobie że prawie żadnych nie mam. Przez tydzień festiwalu prawie nie wchodziłem na ten zatłoczony teren, być może łącznie z trzy razy, raz z procesją fakirów, raz usiłując przecisnąć się na koncert qawwali, potem jeszcze jedno podejście do zdjęć. Za każdym razem ciągnęło mnie z powrotem na zbocze góry, pod miejskie mury, gdzie znajdował się obóz moich towarzyszy podróży. Byliśmy rozbici w miejscu gdzie droga wychodzi z miasta i biegnie w góry, w świętą przestrzeń ponad miastem i dalej w głąb Radżastanu, usianą kolejnymi sanktuariami, celami dalszej pielgrzymki. Spaliśmy pomiędzy grobami, na śmietnisku, w krzakach udekorowanych plastikowymi torebkami, z kozami. Z dala od klimatyzowanych hoteli, z dala od oficjalnych przemówień i występów. Przy drodze która się nie kończy, pod osłoną drzewa, na solidnej ziemi.








One night here,  one night there, afternoon in the graveyard to avoid the heat, in the dark corners of city, in private homes, school backyards, smoke filled warehouses.




Jedna noc tutaj, jedna tam, popołudnie na cmentarzu,  gdzieś w ciemnych zaułkach, aby uniknąć upału w prywatnych domach, na szkolnych podwórkach, w wypełnionych dymem magazynach.








But did I come here for holidays in comfort or this :   /    Ale czy ja przyjechałem tutaj na wakacje w komforcie czy po to :





The clutter of things, the chaos of sounds, crowds of people, heaps of goods, noises, hustling, dust and heat. I am tired. I love Ajmer but perhaps the time to go is coming.




Nagromadzenie rzeczy, chaos dźwięków, tłumy ludzi, sterty towarów, hałas, nagabywanie, kurz i upał. Jestem zmęczony. Uwielbiam Ajmer ale nadchodząca vipassana bardzo się przyda.









Going through the photos and trying as always to arrange the world through neverending process of selection I struggle to build coherent narration. But perhaps there is no coherence in life, only chaos and road narrates itself best, when the plot is lost, it is time to move on. I come across this photo. Various thoughts come to my mind. I think about arts in general, the fact that I was having big plan for a project, OK, I shoot in black and white as we toil trough the heat towards our destination, but when we enter glorious city of Ajmer and urs begins, from now on all will be in wonderful colours. Well, the plan is one thing, and having enough colour medium format film in India is another. I bought all the supply of only shop in Delhi dealing in this stock. So now, once again, the scarcity will dictate a story, and modify my attitude. I give up with joy, mumbling in my mind, conceptual projects suck, usually devoid of emotion etc etc. So the problem is no problem any more, the story goes on. But liberal arts doesn’t mean art in this sense, it is rather about understanding the world we live in. The message on the t-shirt is something I believed in when I left high school to study business, in hope of separating life and love, work and pursuit of interest. Now I know it is a hopeless choice, and I dedicate this to all those who still believe in chasing careers for their sake, without questioning purpose, hope you are not helping to serve overpriced substitutes of happiness. It is no better than fries, maybe you are only paid more.




Przedzierając się przez gąszcz zdjęć i próbując, jak zwykle, uporządkować świat w niekończącym się procesie selekcji z trudem sklejam spójną narrację.  Ale być może nie ma spójności w życiu, tylko chaos, i droga sama się opowiada, kiedy gubi się wątek, oznacza to ,że trzeba ruszyć dalej.  Natrafiam na to zdjęcie. Napływają różne myśli. O sztuce ogólnie, o tym że miałem duży plan na projekt, strzelam w czerni i bieli jak z mozołem wędrujemy przez upał do naszego celu, ale kiedy wkraczamy do wspaniałego miasta Ajmer i zaczyna się urs, od tego momentu wszystko będzie w kolorze, spektakularnym kolorze. Cóż, plan to jedno, a znaleźć dość średnioformatowego filmu w India to inna sprawa. Wykupiłem cały zapas w jedynym handlującym nim sklepie w Delhi. Teraz znów niedobór opowie historię, wymusi formę, zmieni moją postawę i intelektualne uzasadnienie, OK, rezygnuję z radością, bełkocąc w myśli, koncepty są do dupy, zwykle wyprane z emocji i spontaniczności. Więc problem nie jest już problemem, historia toczy się dalej. Ale ten napis z koszulki, liberal arts, nie oznacza sztuki a humanistykę, zrozumienie świata w jakim żyjemy. Tego typu stereotyp jest czymś co kierowało mną kiedy kończyłem liceum i zdawałem na zarządzanie, w nadziei rozdzielenia życia i pasji, pracy i zainteresowań. Teraz wiem, że to beznadziejna ścieżka, i dedykuję ten post wszystkim którzy wciąż wierzą w gonienie za karierą dla niej samej, bez zastanawiania się nad celem, mam nadzieję, że nie pomagacie serwować drogich substytutów szczęścia. W niczym to lepsze od sprzedaży frytek, jedynie więcej wam płacą.





They come in search of mercy. Urs in Ajmer is supposed to be a joyful occasion, urs means marriage. The Sufi celebrate the anniversary of their master’s departure, marriage to eternity. So there needs to be sharing of joy, and beggars flock to the holy city.




Przybywają tutaj w nadziei na współczucie. Urs w Ajmer ma być radosnym wydarzeniem, urs oznacza wesele. Sufi celebrują tak rocznicę odejścia swoich mistrzów, ich ślubu z wiecznością. Więc wypada się radością dzielić, i setki żebraków zjeżdżają się tu z tej okazji.







Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.