światosław / tales from the world

Archive for:

Sufism / Ścieżki mistycznego islamu

no forcing / bez zmuszania

August 20th, 2013

 

It is beautiful how love songs from mystical traditions of Indian subcontined can be easily used both in spiritual context and for talking about human relations. It is because in reality there is no difference. Sufi or Baul philosophy, poetry, songs are mainly about love, about giving away of “lower” self, submission, the hardest lesson, and at the same time the only gate towards bliss. So here is some shots from my travels with mystics and a translation of a Sufi love song below, used by Bollywood, of course in a love story. You have to be aware though, when Sufis say “God” , they do not mean anything out there, any reality different from ourselves.

 

dil kho gaya, ho gaya… kisika…
(I lost my heart, it became… someone else’s…)
ab raasta, mil gaya…. khushi ka…
(a way to the heart, I found… of happiness…)
aankhon mein hai, khwaab sa… kisika…
(in my eyes, is a dream… of someone…)
ab raasta, mil gaya… khushi ka…
(a way to the heart, I found… of happiness…)

rishta nayaa, rabba… dil chhu raha hai…
(a new relation, God… the heart has begun touching now…)
kheenche mujhe koi dorr, Teri Ore… ( Teri Ore)
(and a string pulls me towards you… -towards you- )

Teri Ore… Teri Ore… Teri Ore… hai Rabba…
(towards you… towards you… towards you… O God!)
Teri Ore… Teri Ore… Teri Ore…
(towards you… towards you… towards you…)

khulti fizayein…
(opening breezes…)
ghulti ghataayein…
(and soul-stirring scapes…)
sir pe naya hai aasmaan….
(seems like a new sky above us…)

chaaro dishayein…
(all the four directions…)
hass ke bulayein…
(call for us, with laughter…)
yun sab hue hain meherbaan…
(this is how everyone is being generous…)

haan… humein to yahi rabba…
(yeah… all this, my God…)
kasam se pata hai…
(I swear is all I know…)
dil pe nahi, koi zorr… koi zorr..
(that there’s no forcing the heart… no forcing…)

sachhaa ho dil to… sau mushkilein hon…
(if the heart is true… no matter a hundred troubles…)
jhukta naseeba paon mein…
(destiny bows down at your feet…)

 

 

 

 

Piękną rzeczą jest, że piosenki o miłości z mistycznych tradycji Azji mogą byc łatwo wykorzystywane zarówno w duchowym kontekście jak i do opowiadania o międzyludzkich emocjach. To możliwe dlatego, że w rzeczywistości nie ma różnicy. Filozofia, poezja, pieśni baulów czy sufi są głównie o miłości, o oddawaniu swego “niższego” ja, poddaniu,  najcięższej lekcji, ale jednocześnie jedynej bramie do ekstazy. Zatem poniżej parę kadrów z moich podróży z mistykami, i tłumaczenie sufickiej pieśni, wykorzystanej tu w bolywoodzkim filmie ( o miłości oczywiście ). Musicie być jednak świadomi, że kiedy sufi śpiewają o “Bogu”, nie mają na myśli czegoś wysoko i daleko, jakiejś rzeczywistości różnej od nas samych.

 

dil kho gaya, ho gaya… kisika…
(Straciłam serce, należy teraz do kogoś innego…)
ab raasta, mil gaya…. khushi ka…
(drogę do serca, znalazłam, do szczęścia…)
aankhon mein hai, khwaab sa… kisika…
(w moich oczach, jest marzenie… o kimś…)
ab raasta, mil gaya… khushi ka…
(drogę do serca, znalazłam, do szczęścia…)

rishta nayaa, rabba… dil chhu raha hai…
(nowy związek, Panie…serce zaczęło dotykać…)
kheenche mujhe koi dorr, Teri Ore… ( Teri Ore)
(sznurek ciągnie mnie ku tobie…ku tobie… )

Teri Ore… Teri Ore… Teri Ore… hai Rabba…
(ku tobie…ku tobie…ku tobie…O Boże ! )
Teri Ore… Teri Ore… Teri Ore…
(ku tobie…ku tobie…ku tobie…)

khulti fizayein…
(otwierające wiatry…)
ghulti ghataayein…
(wstrząsające duszą przestrzenie…)
sir pe naya hai aasmaan….
(wydaje się że nad nami nowe niebo…)

chaaro dishayein…
(wszystkie cztery kierunki…)
hass ke bulayein…
(wzywają nas, ze śmiechem…)
yun sab hue hain meherbaan…
(tak hojni są wszyscy…)

haan… humein to yahi rabba…
(tak, wszystko to, o Panie…)
kasam se pata hai…
(przysięgam, to wszystko co wiem…)
dil pe nahi, koi zorr… koi zorr..
(że nie ma zmuszania serca, nie ma zmuszania)

sachhaa ho dil to… sau mushkilein hon…
(jeżeli serce jest szczere, nieważne setki problemów…)
jhukta naseeba paon mein…
(przeznaczenie kłania się u twych stóp…)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

***

 

 

 

 

***

 

 

 

 

 

 

 

 

Wróciłem z Woodstocku. Po jednym dniu. Chyba tęsknię trochę za innym rodzajem imprez. Poniżej trzy klatki z wigilii w sanktuarium sufickim w stolicy Bangladeszu.

 

***

 

From a Christmas Eve in a Sufi shrine in Dhaka, capital of Bangladesh

 

 

 

 

 

 

acid house / kwaśna chata

July 22nd, 2013

It was some time in the jungle afternoon when we dropped acid.    ///    Był to pewien moment dżunglowego popołudnia, gdy zarzuciliśmy po pół kwasika.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

This day, Thursday, was full of pilgrims at the grave of medieval Turkish Sufi saint Khan Jahan Ali, very respected here in Bangladesh. This is where we would end up after a psychedelic communion with tropical nature, later in the night, in a bamboo hut near the grave where some pilgrims and some locals sit together, smoke hashish, and sing songs, including verses by famous Lalon Fakir, about love, tolerance, oneness, sophisticated Bengali mysticism and philosophy, performed by simple folk. I just love Bangladesh. Jay guru !

 

***

 

Ten dzień, czwartek, był pełen pielgrzymów przybywających do grobu średniowiecznego tureckiego sufickiego świętego, Khan Jahan Ali, bardzo szanowanego tutaj w Bangladeszu. To właśnie w jednej z bambusowych chatek nieopodal jego grobowca wylądujemy późnym wieczorem, po popołudniowej psychodelicznej komunii z tropikalną naturą, aby ze zwykłymi ludźmi słuchać niezwykłej poezji. Trochę pielgrzymów, paru stałych bywalców, siedzą razem, palą haszysz i śpiewają sufickie pieśni, w tym także utwory Lalon Fakira, o tolerancji, miłości, jedności, wyrafinowany bengalski mistycyzm w wykonaniu zwykłych ziomali. Po prostu kocham Bangladesz ! Jay guru !

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

sufi blues

July 15th, 2013

 

 

Night session of bahro, Sufi singers high on qat, in a gathering of Oromo tribesmen in Sheikh Hussein, eastern Ethiopia, a shrine of medieval saint. Fusion of Islam and indigenous beliefs. Part of long time project about sufism.

A sample of photos can be seen here :
swiatoslaw.photoshelter.com/gallery/Sufi-Sampler/G0000g3TcVMST9K8/

More photos, videos and stories here :
blog.swiatoslaw.com/?cat=10

 

***

 

Nocna sesja pieśni bahro, śpiewaków sufi, nakręconych qatem, popularnym w Rogu Afryki roślinnym narkotykiem. Zgromadzenie wyznawców głównie z plemienia Oromo we wschodniej Etiopii, w sanktuarium SheikH Husseina, średniowiecznego sufickiego świętego. Fuzja islamu i rdzennych afrykańskich wierzeń. Część wieloletniego projektu dokumentalnego o sufizmie.

Próbka zdjęć z tego przedsięwzięcia tutaj :
swiatoslaw.photoshelter.com/gallery/Sufi-Sampler/G0000g3TcVMST9K8/

Więcej zdjęć, wideo i tekstu :
blog.swiatoslaw.com/?cat=10

 

 

Sufi blues from Swiatoslaw Wojtkowiak on Vimeo.

 

 

 

 

 

 

Jestem zbyt impulsywny i niecierpliwy na zabawę z wideo, ale czasem coś tam nagram, więc dzisiaj ruchoma ilustracja projektu o sufizmie jaki od paru lat już dłubię.

Pierwszy z klipów to nocna sesja z grobowca Shah Jamal w Lahore w Pakistanie, gdzie nabuzowani haszyszem derwisze rozrabiają przy akompaniamencie bębnów znanych w Polsce z książki “Pijani Bogiem” braci Sain.

Formą religijnej ekspresji fakirów z szalonych, “pijanych” odłamów w Pakistanie jest dhamal. Wiele możnaby o nim mówić, ale jak wszystkie mistyczne doświadczenia, nie tylko w sufickiej tradycji, wykracza poza słowa, to co jest jego rdzeniem, to coś o czym nie tyle nie mówi się , na przykład z obawy przed konsekwencjami, ale o czym być może po prostu nie da się opowiedzieć. Dlatego derwisze tańczą. Tańczą porzucając swe ego, wyzwalając się z niewoli tego konkretnego momentu w historii, jednocząc ze świętymi którzy żyli dawno temu, ale w innym sensie są stale obecni, a ostatecznie, jednocząc z rzeczywistością jaką nazywają Bogiem, żegnając z resztkami dualizmu. Podróżnicy mistycznej ścieżki, w transie przekraczają próg między światami.

Więcej z Pakistanu : http://blog.swiatoslaw.com/?cat=166

 

***

 

I am too impulsive and impatient for video making, but I will make odd recording now and then, so today two visual pieces that come from long term project about Sufi traditions I have been doing in recent years.

First video is a night session in Shah Jamal grave in Lahore, Pakistan, where dervishes high on music and hashish get crazy to drum rhythms by famous Sain brothers.

 

The form of expression for fakirs and dervishes from radical, “drunken” sects in Pakistan is a trance called dhamal. There is a lot to say about it, but as all mystical experiences, not only of Sufi tradition, it transcends words, what is the core experience is not only unspoken of, out of fear of persecution, but perhaps unspeakable. This is why they dance. They dance in abandonment of their own ego, leaving self, this bondage of historical moment,  unifying with the saints that lived long ago, but in another sense are always present, and ultimately, unifying with divine. As travelers on the spiritual path to God seeking ‘unio mystica’, trance is for them crossing a threshold between this world and the next, and thus a ritual of transcendence.

 

More from Pakistan : http://blog.swiatoslaw.com/?cat=166 . For more on dhamal see : Rune Selsing, Dhamāl and the Performing Body: Trance Dance
in the Devotional Sufi Practice of Pakistan in Journal of Sufi Studies 1 (2012) 77–113

 

 

 

 

 

Dla odpoczynku przenosimy się teraz do Kalkuty w Indiach, gdzie na innym cmentarzu Debasish Sen śpiewa na chwałę dziewietnastowięcznego świętego Data Baby. Tu w Bengalu sufizm, buddyzm, tantryczne tradycje, wszystko miesza się a świętych kocha się za to kim są a nie za przynależność do “naszej” sekty czy religii.

 

***

 

To rest we move now to Kolkata, India, where on another graveyard Debasish Sen sings glory to Data Baba, 19th century saint. Here in Bengal Sufism, tantric traditions, Buddhism, everything is mixed in wonderful way, and saints are loved for who they are, and not for their affiliation to “our” sect or religion.

 

 

ayahuasceros : roger neyra

June 18th, 2013

One of my reasons to come to Pucallpa was to meet Roger who runs “Ayahuasca Peru Healing Center” ( as well as another FB site “Ayahuasca Peru”, what is that thing with this multiple online presence of Peruvian ayahuasceros ? )

 

***

 

Jednym z moich powodów aby przyjechać właśnie do Pucallpy było spotkanie z Rogerem prowadzącym Ayahuasca Peru Healing Center ( oraz inną Facebookową stronę Ayahuasca Peru, co jest z tymi peruwiańskimi ayahuaskeros i ich hiperaktywnością w necie? )

 

 

 

 

Roger drew my attention with lots of posts related to Sufism, so I wrote to him and found out that he belongs to Nakshbandi tariqa, which has a community in Argentina, where he lives part of the year. I found this intriguing because of my work with the Sufis, and especially because of my interest in dissolving boundaries.  Finding connections and shortcuts between different paths has been my passion for quite a while. Unlike scriptural Muslims, Sufis across the world often use psychoactive plants as spiritual tools, and building a bridge between India, for example, and South America seems like an exciting option. I have already been contacted before by Sufi assistant of Cristobal Jodorowsky , I also heard about ayahuasca ritual to be organized during Kumbh Mela in Haridwar. So meeting ayahuascero from Peru who is at the same aware and open to distant spiritual tradition was a good way to start in Pucallpa.

Roger was born in the northern coast of Peru, home to San Pedro , another plant he works with, has an Argentinian wife and a son named Rumi. He leads ayahuasca ceremonies in Argentina, but in his centre in Pucallpa, on the other bank of Laguna Yarinacocha, he only assists as facilitator, saying that in the homeland of Shipibo maestros he lets maestros do the job. Some of those working with him will be described in separate posts, let me only mention Alejandrina.

 

***

 

Roger przyciągnął moją uwagę sporą ilością postów związanych z sufizmem, więc napisałem do niego i okazało się że przynależy do tariki Nakszbandi, i mieszka część roku w ich wspólnocie w Argentynie. Wydało mi się to intrygujące z powodu mojej pracy z sufizmem, a przede wszystkim z powodu mojego zainteresowania rozpuszczaniem granic. Szukanie połączeń i skrótów między różnymi ścieżkami jest moją pasją już od dłuższego czasu. W przeciwieństwie do obsesyjnie i dosłownie czytających Pismo muzułmanów, sufi w wielu rejonach świata używają psychoaktywnych roślin jako narzędzia rozwoju duchowego, a budowanie mostów między, dajmy na to Indiami a Ameryką Południową wydaje się bardzo ekscytującą opcją. Kontaktowali się już ze mną wcześniej argentyńscy sufi, na przykład asystent Cristobala, syna Alejandro Jodorowskiego, słyszałem także o ayahuaskowym rytuale który miał być zorganizowany podczas Kumbh Meli w Haridwarze. Spotkanie z ayahuaskerem z Peru który świadomy i otwarty jest na odległe religijne tradycje było dobrym punktem zaczepienia w Pucallpie.

Roger urodził się na północnym wybrzeżu Peru, ojczyźnie San Pedro, innej roślinie z która teraz pracuje. Ma argentyńską żonę i syna o imieniu Rumi. Prowadzi ayahuaskowe ceremonie w Argentynie, ale w swoim ośrodku w Pucallpie, na drugim brzegu jeziora Yarinacocha, jedynie asystuje, twierdząc, że w ojczyźnie mistrzów Shipibo woli pozwolić działać mistrzom. Niektórzy z pracujących dla niego będą opisani w oddzielnych notkach, jak chociażby Alejandrina z poniższego zdjęcia.

 

 

 

 

His centre is one of ever growing number of outposts of ayahuasca tourism, booming in Peru now. That means you will have some degree of comfort, not everyone wants to go experimenting deep into the jungle or slums of Iquitos. The place is isolated from the noise of city ( although sound of weekend discos of Pucalpa can be heard over the water ), surrounded by lush vegetation and clean.  It is much more suited to those on the budget than lodges of Iquitos, and it is quite easily accessible on by boat so you can come to mainland and check your emails even if doing month long diet. A good rest after ceremony is something valuable too.

 

***

 

Ośrodek należy do coraz większej grupy placówek ayahuaskowej turystyki, rozkwitającej obecnie w Peru. Oznacza to, że zapewniony jest pewien poziom komfortu, a nie każdy chce męczącej ekspedycji gdzieś daleko w dżunglę czy eksperymentów w slumsach Iquitos. Miejsce jest odizolowane od hałasu i chaosu miasta ( chociaż linia basu z weekendowych dyskotek Pucallpy niesie się po wodzie i dochodzi aż tutaj ), otoczone przez bujną roślinność i czyste. Dużo odpowiedniejsze jest też dla tych z ograniczonym budżetem niż turystyczne centra z okolic Iquitos, i jest łatwo dostępne, dotarcie tu wymaga jedynie krótkiej podróży łódką z portu w Yarinacocha, więc można robić częste wypady do miasta, na przykład dla sprawdzenia maila podczas dłuższego pobytu. Dobre warunki do odpoczynku po ceremoniach to również coś wartościowego.

 

 

 

 

 

 

 

When you visit the centre, ask if it is possible to have ceremony with Antonio and Alejandrina, together these guys are amazing. However, there is always many variables, from the state of your own head, to the kind of companions you ‘ll end up with. I was lucky, or unlucky to have with me a lovely young couple from Mexico, they are experienced in magical plants, run together a garden community in Palenque ( www.jardin-palenque.com ). They are however very deeply into that New Age vibe, and to my taste, too much. Between them was constant talking and singing about love, mantras, cuddling, praying etc. They would at times dominate situation, be louder and sing more than shaman leading the session. The girl, nicknamed Paz,  has a beautiful voice, her German partner knows some music too, but they seem to be in love not only with each other but with themselves, and there were moments, when I was strongly influenced by the brew, and could not bear listening anymore to “we are curanderos, we heal with light” sung at the top of the voice. This kind of thing is normal in ceremonies in Europe, but I come to Peru to learn the way the locals do the journey, and I want them to lead. Do not get me wrong, these were lovely folks,  they just need to control a bit their youthful exaggeration. You may end up with completely different set of people, again, keep in mind this report is subjective.

 

***

 

Kiedy odwiedzisz to miejsce, spytaj czy jest możliwe aby ceremonie poprowadzili Antonio i Alejandrina, razem są niesamowici. Jednak jest zawsze wiele zmiennych, od stanu twej własnej głowy, po towarzyszy na jakich trafisz. Miałem szczęście, a może nieszczęście mieć tuż obok miłą młodą parę z Meksyku, doświadczeni w magicznych roślinkach, prowadzą razem ogród-komunę w Palenque na Jukatanie ( www.jardin-palenque.com ). Są jednak bardzo głęboko zanurzeni w klimacie New Age, na mój gust za głęboko. Pomiędzy nimi i wszędzie wokół roznosił się ciągły smrodek przesłodzonej miłości, ciągłe gadanie o miłości, śpiewanie o miłości i o świetle, mantry, tulenie się, patrzenie w oczy, modlitwy. Często dominowali całą sytuację, przytłaczali swoim byciem, byli głośniejsi i więcej śpiewali niż szamanka prowadząca sesję. Dziewczyna, o ksywie Paz ( “Pokój” ) miała piękny głos, jej niemiecki partner też zna się na muzyce, ale wydawali się zakochani nie tylko w sobie nawzajem ale we własnej wspaniałości.  Były chwile kiedy będąc pod silnym wpływem wywaru nie mogłem już znieść słuchania “jesteśmy uzdrowicielami, leczymy światłem” wyśpiewywanego na cały regulator. Tego typu rzeczy często zdarzają się na ceremoniach w Europie, ale po pierwsze ludzi jest więcej i jakoś się to rozpływa, a poza tym przyjechałem do Peru uczyć się jak robią to tubylcy i wolałbym żeby to oni prowadzili. Nie zrozumcie mnie źle, to miła para, ale musi trochę kontrolować swoją młodzieńczą przesadę. Oczywiście możecie trafić na zupełnie innych ludzi, ponownie podkreślam subiektywność tych raportów.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Other factors that may have lead to my frustration was coming end of the trip, too many ceremonies in last days,  and consequent suspicion of greed ( do I really need all this? should I spend my shrinking funds on another trial ? ). So the visions were slow to come, fuzzy, I was feeling nothing, then drunk another dose, and another, then was lost in the dark mess. Some vomiting, some diarrhea, those felt very good and useful, but of course I wanted more and wasn’t getting, hence arising frustration. Conclusions? Practice switching off your cynicism, patience and accept what you are getting, fully and consciously, following words of Maruf Karkhi of Khorassan :

” A Sufi is a guest of God in this world and he must behave as is becoming to a guest. He has a right to be served but no right to demand”.

 

***

 

Inne sprawy które przyczyniły się do mojej frustracji to zbliżający się koniec podróży, zbyt wiele ceremonii w poprzedzających dniach, i wynikające z tego własne podejrzenia chciwości ( czy naprawdę tyle potrzebuję? po co to robię? czy powinienem “wydawać” czas i kasę na dalszy pobyt? ). Wizje nadchodziły powoli albo wcale, były niejasne i trudno było z nich coś wynieść. Albo nie czułem nic, albo piłem kolejne dawki i w końcu trafiałem pogubiony w jakieś ciemne karuzele bez sensu. Trochę rzygania, trochę sraczki, to akurat czułem jako bardzo dobre i pożyteczne, ale oczywiście chciałem czegoś więcej i nie dostawałem, stąd frustracja. Wnioski? Ćwiczyć wyłączanie cynizmu, cierpliwość, akceptować to co dostajesz, w pełni i świadomie, podążając za słowami  Marufa Karkhi z Chorasanu :

” Sufi jest jak gość Boga na tym świecie i musi zachowywać się jak przystało gościowi. Ma prawo być obsłużony, ale nie ma prawa wymagać”

 

 

 

 

There is nothing to be said against set up and managing of the ritual.  There were plant baths, chanted over by Alejandrina with special icaros, and cured with mapacho smoke, the same she did with ayahuasca, and of course with us, during the ceremony.  Place was comfortable, and secure, we even had ex-marine watching over, good guy, that Einer. Finally, Roger was doing his part, so it felt well, it felt like home. Perhaps some other time we will have a chance to do something together and share the benefits of plant with the Sufis, inshallah.

 

***

 

Nie da się powiedzieć nic złego o organizacji całego wydarzenia. Przygotowane były nawet specjalne roślinne kąpiele, nad którymi Alejandrina wyśpiewała specjalne icaro, i okadziła dymem z mapacho. To samo zresztą zrobiła z ayahuaską a potem z każdym z nas podczas ceremonii. Miejsce było wygodne, i bezpieczne, mieliśmy nawet własnego ochroniarza, byłego marine o swojsko brzmiącym imieniu Einer. Roger też wykonał swoją robotę, ogólnie atmosfera super, prawie jak w domu. Mam nadzieję, że będzie taki czas i okazja aby zrobić coś razem i podzielić się korzyściami z rośliny z sufimi z któregoś z miejsc szerokiego świata. Inshallah.

 

 

 

 

 

 

 

 

For prices and other details contact Roger by email contact@ayahuascaperu.org or at sites : www.ayahuascaperu.com or Facebook “Ayahuasca Peru” . There might be some options for exchange, depending on the skills you can offer.

 

***

 

Z pytaniami o ceny i inne szczegóły zapraszam do Rogera , można się z nim skontaktować pod tym adresem contact@ayahuascaperu.org albo na stronach www.ayahuascaperu.com lub Facebook “Ayahuasca Peru” . Czasem są też jakieś możliwości barteru, w zależności od umiejętności jakie macie do zaproponowania.

Đurđevdan

February 26th, 2013

 

“Proljeće na moje rame slijeće
Đurđevak zeleni
Đurđevak zeleni
Svima osim meni

Drumovi odoše a ja osta
Nema zvijezde danice
Nema zvijezde danice
Moje saputnice”

 

 

“Spring is landing on my shoulder
Lily of the valley is sprouting
Lily of the valley is sprouting
For everyone, except for me

The roads are gone, but I’ve stayed
There is no Morning Star
There is no Morning Star
My fellow-traveler”

 

Đurđevdan, festival that marks return of spring, victory of light over darkness, celebrated especially in Balkans, by the gypsies. Whether in Christian or Muslim context, it is deeply rooted in pagan past and the rhythm of nature.

The celebration in honor of Saint George, djurdjevdan (herdelezi), is one of the most important holidays for the Roma in the Southern Balkans area. It is one of the rare holidays to be celebrated by both Muslim and Christian Orthodox Roma. St. George, mostly portrayed as “virtuous knight” fighting a dragon, is – among others – the patron saint of soldiers, smiths, travelers, and artists, and one of the most important saints (Great Martyr) of the Eastern Church. Particularly the Serbian-orthodox Roma consider him as their patron saint. In the Orthodox church year, Djurdjevdan (George’s Day) falls on the 6th of May, but the festivities begin one day earlier. The Muslim counterpart to the Orthodox George’s Day – herdelezi – comes from the Turk name hıdrelez, which is a blending of hızır and Eliaz. According to legend, a meeting between the popular patron saint hızır (Arabian: el khadr – “the green one”) and the prophet Elijah in the 9th century was at the origin of this once very popular Turkish spring celebration.

[ Djurdjevdan (Herdelezi) ]

 

***

 

Đurđevdan , festiwal który wyznacza powrót wiosny, zwycięstwo światła nad ciemnością, celebrowany szczególnie na Bałkanach, przez Cyganów. Czy to w chrześcijańskim, czy muzułmańskim kontekście, jest głeboko zakorzeniony w pogańskiej przeszłości i w rytmie natury.

 

Obchodzony ku czci świętego Jerzego, Đurđevdan ( herdelezi ), jest jednym z najważniejszych świąt dla Romów z południowych Bałkan. Jest jednym z tych rzadkich festiwali, które celebrowane są zarówno przez muzułmańskich jak i chrześcijańskich Cyganów. Święty Jerzy, zwykle portretowany jako zwycięski rycerz walczący ze smokiem ( w pogańskiej tradycji reprezentującym chtoniczne siły, związane z ciemnością i zimą ) – jest między innymi patronem żołnierzy, kowali, podróżników i artystów, i jednym z najważniejszych świętych wschodniego kościoła prawosławnego. Szczególnie serbscy prawosławni Romowie uważają go za swojego świętego patrona. W kościele prawosławnym, Đurđevdan ( dzień św. Jerzego ) przypada dopiero 6 maja, ale uroczystości zaczynają się dzień wcześniej. Muzułmański odpowiednik tego festiwalu to herdelezi – nazwa pochodzi z tureckiego słowa hıdrelez , które jest zbitką hızır i Eliaz. Zgodnie z legendą, spotkanie między popularnym świętym hızır ( arabskie el khadr – “Zielony” ) i prorokiem Eliaszem dało początek temu bardzo popularnemu kiedyś tureckiemu świętu.

 

 

 

 

 

Badi

February 24th, 2013

 

Od świtu, a nawet wcześniej, do późnej nocy, Badi jest na nogach i działa.  Gotuje, na śniadanie o 6 rano chce karmić swych gości trzema daniami i szklankami wódki z winogron, biega po swym wielkim czeczeńskim domu, po swej pieknej wsi w dolinie Pankisi, przed meczetem gada z pokornie słuchającymi jej twardymi mężczyznami jak z małymi chłopcami,  dba o inne kobiety, organizuje je, motywuje. Jest jedną z prowadzących zikr, suficki rytuał częściowo zapomniany nawet przez mężczyzn, a tu kultywowany przez kobiety. Wschodnie głosy, Wschodnia Europa żeni się tu z Centralną Azją. Pogodzenie, pokój, współistnienie. To pasja Makwały Margoszwili, bo tak naprawdę nazywa się Badi. Założycielka i kierownik folklorystycznego zespołu Daimoakh, prezentującego czeczeńską tradycję, prezes fundacji Marszua Kawkaz, co znaczy Pokój dla Kaukazu. W tym co śpiewają, w tym co robią, w tym kim są, jest ciepło i pokój, miłość dla swoich i dla gości, tu znajdziecie sedno tego czym jest sufizm w praktyce, tu znajdziecie babciną i kaukaską gościnność. Wielki projekt Badi to rozkręcanie agroturystyki,  chce przynieść dochód regionowi a zarazem otworzyć relacje między ludźmi stąd i zewnątrz, między ludźmi po prostu, zbudować mosty między kulturami. Tyle tylko że kiedy po tygodniu pobytu usiłujemy za gościnę zapłacić, żaden sposób nie skutkuje. Musimy w końcu ukryć pieniądze pod poduszką, znajdzie je pewnie następnego dnia, podczas codziennej krzątaniny dla lepszego świata. Badi, organiczna kobieta, kobieta stąd, a zarazem ze świata. Szacunek.

 

***

 

From the early morning late into the night, Badi is on her feet and she is at work. She is cooking, at 6 AM she wants to feed her guests with three courses and glasses of grape vodka, she runs around her giant Chechen house, and around her beautiful village in Pankisi valley, in front of the mosque she chats with tough men who listen to her humble like little boys, she takes care of other women, organizes them, motivates.  She is one of the leaders of zikr, Sufi ritual, partially forgotten and abandoned, even by men, and here carried on by women. Eastern voices, here Eastern Europe marries Central Asia. Acceptance, peace, coexistence. This is passion of Makvala Margoshvili, for this is real name of the one everybody calls Badi. She is a founder and leader of folk band Daimoakh, protecting Chechen tradition, chairwoman of Marshua Kawkaz, which means Peace for Caucasus. In the lyrics of their songs, in what they do, in whom they are, there is warmth and peace, love for own kind and for guest, here you can find the essence of what Sufism is in practice, here you will find archetype of grandmothers and hospitality from Caucasus.  The great  dream project of Badi is development of agrotourism, she wants to bring some income into poor region, and at the same time open relations between people from here and from outside, simply between people, to build yet another bridge bewteen cultures. The only problem is that when after staying with her for nearly a week, when we try to pay, there is no way she will accept any money. We try different tricks, and fail, finally, we have to place cash under pillow in our bedroom, Badi will probably find it next day after we have left, during her everyday work for better world. Badi, the organic woman, woman from here, and at the same time, from the world. Respect.

 

 

 

 

 

 

Przesłanie Badi, ze strony pankisi.org :

 

“Serdecznie pozdrawiamy wszystkich znajomych i nieznajomych ludzi, którzy współczują naszemu nieszczęśliwemu losowi.
W tej obecnie ciężkiej sytuacji byliście z nami i wspieracie nas, abyśmy mogli zrealizować nasze idee, które były do tej pory zamknięte w wielkiej skrzyni.
Byliśmy bezradni, nie wiedzieliśmy jak realizować nasze pomysły! Za dzisiejszą radość i nadzieję, jaką nas obdarowaliście – Bóg odwdzięczy Wam dobrem!

Dzięki założeniu bazy turystycznej (otwarciu działalności agroturystycznej) pokonamy naszą biedę i problemy. Uruchomimy małe przedsiębiorstwa, w których zatrudnimy ludzi.

Poprzez kupowanie naszych filmów, tradycyjnych wyrobów ludowych, przyjazd turystów do Pankisi, chcemy przekształcić Pankisi, które mogło zostać obszarem konfliktu, w obszar kurortów turystycznych na skalę światową, które będą miejscem spotkań ludzi miłujących pokój na świecie!

Dzięki dochodom z agroturystyki będziemy mieli możliwość rozwinięcia charytatywnej działalności dla sierot, dzieci bez opieki rodziców i ludzi bez zabezpieczenia socjalnego.
Kiedy już będziemy silni, staniemy na nogi, chcielibyśmy aby nasza jałmużna („zakat”) docierała do potrzebujących, abyśmy sami mogli w innych zagrożonych miejscach odwzajemniać się pomocą w taki sam sposób jak wy. To będzie nasz wkład w osiągnięcie pokoju na świecie!

Kiedy już będziemy mieli środki, zorganizujemy w różnych zakątkach naszej planety „Marsz Pokoju”, na występach festiwalowych będziemy występować z hasłem: „Porzućcie wojnę! Niech zapanuje pokój na świecie!

Dzięki pokazom naszej kistyńskiej kultury i sztuki chcemy pociągnąć za sobą, zainteresować inne narody! To będzie nasz wkład w historię XXI wieku jako wieku pokoju, a nasz ruch stanie się symbolem sukcesu i osiągnięcia bezchmurnego nieba na ziemi.

Pragniemy abyście przyjechali do nas i zobaczyli wszystkie piękne i atrakcyjne miejsca w Pankisi, odpoczęli w bajkowej scenerii i odetchnęli pełnym świeżości powietrzem!

Przez to, że kochamy Polaków, nie zabraknie im rodzinnego ciepła i miłości u nas!

Z najwyższymi wyrazami szacunku

Prezydent Marszua Kawkaz
Makwała Margoszwili”

 

 

***

 

 

Badi’s message , from the website : pankisi.org :

 

” We convey our regards to all those of you who sympathise with our unhappy fate, whether we know you or not.
In the present situation you have been with us and supported us, so that we could bring to life our ideas, which up to date have been locked away in a big chest.
We’ve been hopeless, not knowing how to make our ideas come true! God will bless you for the joy and hope we’re enjoying today thanks to you!

Due to the establishment of tourist accommodation facilities (initiating farm tourism activity) we will conquer poverty and difficulties. We will start small businesses which will provide work opportunities.
If you purchase our films and traditional folk-related products or visit Pankisi, we’ll be able to transform the place, susceptible to becoming a conflict zone, into an area rich in global-scale tourist resorts, a meeting place for all peace-loving people!

Thanks to the receipts from farm tourism we’ll have the opportunity of developing charity helping orphans, unattended children and people with no social support.

When we are firmly on our feet, we’d like our alms (“zakat”) to reach the most needy so we can offer the support we have received from you in dangerous places. This will be our contribution to the struggle for world peace!
Once we have obtained necessary resources, in various parts of our planet we’ll organise a “Peace March”, and at festival performances our banners we will be displaying the slogan “Make love not war!” Let there be peace in the world!

By means of our displays of Kist culture and art we want to attract and interest other nations. This will be our contribution to the history of the 21st century – the century of peace – and our movement will become a symbol of success as well as the efforts to have a cloudless sky over our heads.

We’d like you to visit us and see all the beautiful and attractive places in Pankisi, and rest in the picturesque scenery, enjoying our uniquely fresh air!


Kind regards

President of Marshua Kawkaz
Makvala Margochvili ”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Seven day long pilgrimage to Sidi Ali, where graves of Sufi saints and the spirit of Aicha, mystical all powerful female being demand sacrifice in exchange of baraka. There is spirit of joy, all night long trance dancing and feasting.  And corpses.

 

***

 

Siedmodniowa pielgrzymka do Sidi Ali, gdzie groby sufickich świętych i duch Aiszy Kandiszy, tajemniczej wszechpotężnej żeńskiej siły żądają ofiary w zamian za baraka. Jest tu duch radości, całonocnego tanecznego wyzwalającego transu, opętania i uczty. I trupy.

 

 

 

 

 

 

 

 

blood magic / magia krwi

February 23rd, 2013

 

 

 

Strong contrast, strong light, strong emotions. My stoned mind watching women with faces smeared with blood while the companions in their procession ululate in the background in eerie voices that convey despair and hope. Blood from animals just slaughtered is put from the ritual knife on the forearms and forehead of the pilgrim/patient, while magical spells are cast. Prayer to God, and cries of demons. Six feet tall muscular negro man barking, groaning and shaking when the demon speaks through him. Photos of a distant relatives under the dead body of a cock, of sick daughter that could not come but is represented by a photograph that will carry the baraka home once the prayer is said and the animal dead and stiff. These are things you will not see on these photographs, but they were happening in front of my eyes. A lot would be hard to explain. Some is ambiguous, some so clearly resembles shamanic practices that can be observed all over the traditional world, which believes we share space with powerful spirits.

But I didn’t take photos, I savoured them being engraved in my mind, I looked with a greedy look of a voyeur, I celebrated that great feeling of unfullfilment for a photographer, of being in front of forbidden fruit that can not be consumed, can not be taken home, can not be used to build my ego, to impress others, look what amazing photos I took. I felt the magic was so much stronger thanks to this. I felt grateful to Berber pilgrims that care and protect their traditions, keep them from becoming merchandise in globalized world, where cultures are documented from every angle and put on a plate to bored John or Jacques in front of Discovery Channel or his National Geographic copy. I did not record, I did not create, but I experienced. I didn’t want to be a voyeur , image thief, and do it against their will, it was too strong to desacrate. I could ask permission from some people, I could try harder, I could perhaps do prints for them from this important event of their life, or even pay for allowing me to shoot, I could hire models and arrange that kind of ceremony, reconstruct it and make beautiful.

 

But does the end justify all means? How many great images of traditional cultures that we can see today are result of an answer “yes”, and how many were simply created without posing that question?
Or, am I simply looking for smart words to justify the failure?

There are many meanings to rituals happening here in a small room inside the temple, right next to a grave of Muslim saint. They fuse Islam and practice as old as mankind, animal sacrifice, exorcism, healing. But although the main principle, that blood is spilled in hope for human well being and happiness may be shocking to public in hypocritical factory farm fed modern world, one other thing seems to be so beautiful and meaningful, the concept that baraka, the blessing, comes from sharing. Because the idea is such – the ones seeking solution to their problems, answer to their questions, consolation, those who want to take blessing, they pay for chicken, mutton, goat, whichever they can afford, and have it slaughtered here in a ritual way. But they leave the meat, and it is distributed free to many poor pilgrims who come to this festival in honour  of Sufi saint from all over Morocco. Despite grim costumes, a deep meaning is present, rare thing.

 

 

***

 

Mocny kontrast, ostre światło, silne emocje. Mój zaczarowany majoun umysł przykuty jest do obrazu kobiet o twarzach smarowanych krwią, przy akompaniamencie wycia ich towarzyszek, nieludzkiej pieśni w której brzmi i desperacja i nadzieja. Krew ze zwierząt właśnie zarżniętych nakładana jest z ostrza rytualnego noża na przedramiona i czoła pielgrzymów/pacjentów, rzucane magiczne zaklęcia. Modlitwa do Boga i krzyki demonów. Dwumetrowy muskularny czarny ( tak pisało się w książkach przygodowych, przecież on czarny, do cholery ) szczeka, rzęzi, trzęsie się gdy przemawia przez niego demon. Zdjęcia odległych krewnych, z Marakeszu, czasem z Francji, czasem zza oceanu, pod martwym ciałem koguta, zdjęcia chorej córeczki co nie mogła przybyć ale reprezentuje ją fotografia, która poniesie baraka do domu, kiedy modlitwa zostanie już wypowiedziana a zwierzę martwe , sztywne, potem zjedzone. To wszystko rzeczy, jakich na poniższych zdjęciach nie zobaczycie, ale działy się przed moimi oczami. Wiele trudno by wytłumaczyć. Wiele dwuznaczności, lepiej żeby pozostało niewypowiedziane bo przerasta i słowa i piksele. Ale jasna jest przynależność do rodziny szamańskich praktyk jakie obserwować można w całym tradycyjnym świecie, który wierzy, że dzielimy przestrzeń z potężnymi duchami.

 

Ale nie robiłem zdjęć, czy też, jak trafniej brzmi to po angielsku, nie “zabierałem zdjęć”. Delektowałem się ich utrwalaniem w mojej pamięci, patrzałem chciwym wzrokiem podglądacza, celebrowałem to wspaniałe uczucie niespełnienia fotografa , bycia na wprost zakazanego wizualnego owocu, którego nie mogę skonsumować, zabrać do domu, użyć do budowania ego, do zadziwiania innych, “popatrzcie, jakie wspaniałe zdjęcia zrobiłem”. Czułem, że magia dzięki temu była o wiele silniejsza. Czułem wdzięczność dla berberyjskich pielgrzymów, którzy dbają i chronią swoje tradycje, przed staniem się towarem w zglobalizowanym świecie, gdzie kultury są dokumentowane pod każdym kątem, i wykładane na talerzu dla znudzonego Johna czy Jacka przed LCD z Discovery Channel czy kopią magazynu National Geographic. Nie nagrywałem, nie rejestrowałem, doświadczałem. Nie chciałem wtedy być podglądaczem, złodziejem obrazu, chociaż mógłbym próbować robić to dyskretnie, bez ich wiedzy, było to jednak zbyt święte i intymne, aby wtykać czarną lufę. Mogłem spróbować, mogłem być może zrobić im odbitki z tego ważnego momentu w ich życiu, być może nawet zapłacić za zgodę na fotografowanie, mogłem wynająć modeli, i zapłacić za zaaranżowanie tego rodzaju ceremonii, w dobrym świetle, zrekonstruować ją i uczynić piękną.

 

Ale czy cel uświęca wszystkie środki?  Jak wiele z wspaniałych obrazów tradycyjnych kultur, które możemu dziś oglądać są rezultatem odpowiedzi “tak”, a jak wiele po prostu zrobiono bez zadawania sobie tego pytania? A może po prostu szukam mądrego wytłumaczenia porażki?

Jest wiele znaczeń rytuałów, które działy się w tym małym pomieszczeniu wewnątrz świątyni, tuż obok grobu muzułmańskiego świętego. Łączy się tu islam i praktyki tak stare jak ludzkość, ofiara ze zwierzęcia, egzorcyzm, uzdrawianie. Ale pomimo tego, że główna zasada, iż krew jest przelewana w nadziei dobrobytu i szczęścia człowieka może być szokująca dla publiki w przesiąkniętym hipokryzją współczesnym świecie karmionym z farm-fabryk śmierci, jedna rzecz która wydaje się piękna i znacząca, to idea, że baraka, błogosławieństwo, pochodzi z dzielenia się. Ponieważ idea ta oznacza – ci którzy szukają rozwiązania swych problemów, odpowiedzi na swe pytania, pocieszenia, ci którzy chcą zabrać ze sobą błogosławieństwo, płacą za kurczaka, owcę, kozę, to, na co ich stać, i jest ona w ich imieniu zarzynana tutaj, w ramach rytuału. Ale mięso jest pozostawione i dzielone za darmo między ubogich pielgrzymów, jacy przybywają tu na festiwal ku czci sufickiego świętego z całego Maroka. Pomimo ponurych dekoracji, głębokie znaczenie jest tu obecne, prawdziwa rzadkość w świecie nadmiaru wydarzeń i deficytu znaczenia.

 

 

 

 

 

 

Proudly powered by WordPress. Theme developed with WordPress Theme Generator.
Copyright © światosław / tales from the world. All rights reserved.